jf


Powietrze od świąt jest lepkie i ciepłe aż się muchy budzą. Na klatce czuć obiad sąsiadów, w cieniu po kątach pozory i kurz, rak snów się ukradkiem przerzuca na jawę.
Na balkonie po drugiej stronie kapitan naciąga sznur do bielizny, pali strzepuje chmury mielizny wymija blokiem, zmęczonym wzrokiem pruje smog. Za rogiem pół szyldu KUP ZŁO. Trzeszczy zimna ziemia, światła pękają na mrozie jak szkło, landrynki kaleczą język czerwone, żółte zielone chodź.
Wkrótce znów przyjdzie wiosna, roztopy psie kupy młodość niepokoje. Gwiazdy będą cykać mierzyć nocy tempo, wyrosną miłe liście i zrobią powietrze, i bzy zakwitną i wszystkie będą moje. I pójdą do komunii dziewczynki w sukniach balowych, po płytach chodnikowych dźwięczących jak dzwony, o panie do obry jak sklep, oto dziś dzień bóg zapłać pochwalony.
Pst, kapitan strzela petem, żar leci, uciekajcie dzieci, dopaliło się.

Tau (Opsanus tau) – ryba morska z rodziny batrachowatych, spokrewniona z ropusznikiem beta. Długość ciała do 45 cm, waga około 2 kg. Wielkie wydęte usta, wokół oczu i pyska frędzelki, na grzbiecie 3 kolce. Rodzi się w pustej muszli albo pod kamieniem, żyje przy dnie. Wszystkożerna, żarłoczna, nieruchawa. Samiec wabi samicę głośnym rykiem.

Wilk straszny (Canis dirus) – ssak drapieżny z rodziny psowatych. Gatunek wymarły. Długość ciała ok. 1,5 m, wysokość w kłębie ok. 80 cm, waga do 60 kg. Był większy niż wilk, zabijał sprawniej i szybciej. Żywił się megafauną. Żył w plejstocenie, mieszkał w Ameryce. Szczątki tysięcy osobników znaleziono w asfaltowym bagnie La Brea.

Tak, aha… Ale nic wam się nie stało? …Mieli problem z samochodem, będą później.
Ta. Problem z samochodem.
A co, nie?
Problem z samochodem, problem z samochodem. Impreza była.

Ryb też nie jecie? Zawsze zapominam.
Ojej, to co wy będziecie jeść?
Sałatkę. Oliwki. Jest super.
Barszczyku wam dam.
A na czym ten barszczyk?
Zupełnie na niczym. Normalny, z kartoniku.
A to świetnie, to chętnie.

A co ty tu masz? Krew ci leci.
Uuu, rozdrapałam. Bo Ludek dostał żyroskop i nie wiedział, że to tak szybko się kręci.

I wtedy w Jerozolimie…
Asiuniu, chlebka sobie weź.
Teraz ja mówię, przepraszam.

Te prezenty mnie nudzą.

Czemu płaczesz?
Nie mogę patrzeć na to, jak on ją traktuje.
Tak, to jest okropne.

Co jest okropne?
Jest okropnie gorąco.

Już idziecie? Chciałbym wznieść toast, póki jeszcze wszyscy są.

Ojej, to po dziadku.
No, i popielniczka.
A, à propos dziadka. Wiesz, co myślę? Że swojemu zmarłemu ojcu jestem winien pamięć i szacunek.
Pamięć i szacunek… Spoko. Mogę za to wypić.

O nie. Miałem ucałować Alfika od Wandy i zapomniałem.

Dziś na ławce w metrze usiadła obok mnie kobieta. Drobna, nerwowa, napięta. Siedzi, siedzi – i nagle wyrzuca z siebie, niezbyt głośno, ale za to dobitnie i z pasją: „Kurwy pierdolone”. Po chwili wstaje i odchodzi.
Jeśli coś takiego przydarzy mi się jeszcze raz, zacznę podejrzewać, że te głosy tak naprawdę pochodzą z mojej głowy.

Peron metra, siedzę z książką na ławce. Po chwili ktoś siada na drugim końcu ławki. Zerkam. Chłopak, szczupły, dres z lampasem, duże, głęboko osadzone oczy, bardzo ciemne. Odwracam wzrok.
– Smoki istnieją – mówi on. Mówi dość cicho i spokojnie, ale w jego głosie słychać tłumiony gniew. – Smoki istnieją warany z Komodo. Wszyscy umrzecie.
Uśmiecham się pod nosem, ale nie odrywam wzroku od książki. Fajne, myślę, zaraz sobie zanotuję. Ale potem on, tym samym spokojnym głosem, w którym słychać itd., dodaje:
– …przy samej piździe… Tak ci zapierdolę, że zdechniesz.
(Nie wiem, czy do mnie, czy tak ogólnie, bo wstałam i odeszłam, nie oglądając się za siebie).

Dostałam od babci kilka stówek i pomyliłam je z czasem. O – pomyślałam, zajrzawszy do koperty – jutro zrobię sobie wolne.

009_20161027

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Natalia Przybysz nie chciała mieć trzeciego dziecka. Marta Syrwid, tak jak ja, nie chce mieć dzieci i nigdy nie chciała. Obie miały aborcję i obie publicznie o tym powiedziały. Podziwiam je za to, że powiedziały, i jestem im za to wdzięczna. Może coś się ruszy, może odezwie się jeszcze ktoś, i jeszcze, i zacznie się o tym mówić – dużo, głośno i bez wstydu. Nie tylko o tym, że bo zagrożenie życia/zdrowia, bo gwałt, bo płód chory/zdeformowany/niezdolny do życia. Także o tym, że bo po prostu nie chciało się mieć dziecka. I o tym, że wcale nie było traumy.

Sama nigdy nie byłam w ciąży, ale za to mogę się podzielić obrazkiem z drugiej strony. Mogę wam powiedzieć, jak to jest być niechcianym dzieckiem. Otóż nie podobało mi się.
Teraz, kiedy jestem dorosła i mam różne swoje sprawy, jest to już tylko anegdotka, którą opowiadam, żeby zaszpanować, jeśli w rozmowie pojawi się wątek „Trudne dzieciństwo”. Jakiś czas temu jeszcze zdarzało mi się przypominać o tym mamie, żeby się zemścić (zawsze robiło jej się wtedy bardzo przykro i zawsze bardzo przepraszała); teraz jestem już tak dorosła, że nie muszę. Ale tych trzydzieści, trzydzieści parę lat temu byłam mała, a mama była dla mnie najważniejsza na świecie. I nie czułam się fajnie, kiedy wrzeszczała: „Szkoda, że cię nie wyskrobałam!”.
Rzeczywiście, zaczęłam myśleć po którymś kolejnym razie. Szkoda. Nie musiałabym tego słuchać.
Cóż, mamo, myślę dziś. Ty przynajmniej miałaś prawo.

Firma, w której od niedawna pracuję, ma biuro na szóstym piętrze przedwojennej kamienicy przy jednym z w-wskich mostów. Na podwórzu jest sadzawka z kolorowymi rybkami, w drewnianej windzie kryształowe szyby ze ściętym brzegiem. Wszystko wyremontowane, zadbane i pod nadzorem (sąsiad z trzeciego podobno robi afery o wożenie książek windą, a stróżka nie pozwala przypinać roweru do ławki).

Dziś Piotr przyniósł do biura złoty puchar, taki dla zwycięzcy.
– Z parapeciku – powiedział, wręczając puchar Gosi.
– Jak to z parapeciku? – zapytałam.
– No, jest tu taka starsza pani…
– Starszy pan! – poprawiła Kasia.
– …taki starszy pan, który zostawia na parapeciku na klatce różne rzeczy.
– I można sobie brać?
– Tak.

Puchar bardzo mi się spodobał. Gosia powiedziała, że mogę pożyczyć. Koło drugiej wyłączyłam komputer, postawiłam puchar na ozalidach, pożegnałam się i wyszłam. Na parapeciku czekały na mnie dwa obrazki z suszonych kwiatów, świecznik, metalowe stoidełko z kolorowymi kulami na drucikach, niechodzący porcelanowy zegar podtrzymywany przez dwa aniołki i jeden aniołek luzem. Wzięłam aniołka.

IMG_1736

Pantera mglista, pantera szara (Neofelis nebulosa) – ssak drapieżny z rodziny kotowatych. Gatunek zagrożony. Długość ciała do 110 cm, długość ogona do 90 cm, długość życia do 17 lat. Sierść białoszara w czarne plamy i koła. Piaskowe oczy, krótkie łapy, wielkie kły. Rodzi się w dziupli, żyje samotnie, mieszka we mgle.

wewte »