2009 Czerwiec

06.2009


Kiedyś dwunastoletni brat usiłował wyciągnąć ode mnie informację, której nie chciałam mu udzielić. Z uporem powtarzał w kółko to samo pytanie, a ja z uporem odmawiałam odpowiedzi.
– Ich się zapytaj.
– No co ty! Proszę, powiedz.
– Nie powiem.
– No powiedz.
– Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
– Jest ich wiele, jeden nie  zaszkodzi.

Do pracy mam daleko. Jeżdżę pociągiem albo autobusem podmiejskim, jeśli nie zdążę na pociąg. Pociągiem jest szybko i jak na razie bez przygód. Co innego autobus. Są dwa. Jeden do P-na, drugi do G-wa przez P-no. Ten pierwszy ludzie nazywają osobowym, ten drugi – towarowym. Jeśli nie ma korków, do P-na jedzie się około pół godziny. Rano i wieczorem korki są prawie zawsze. Z pół godziny robi się godzina, czasem nawet więcej. I różne rzeczy się dzieją.

Ze dwa miesiące temu. Wsiadam wieczorem do tego autobusu. Za mną kilku dresiarzy. Pijani. Nadają bez przerwy, bardzo głośno, ciężkim bluzgiem. Wesoło im, żartują sobie, ohydnie i obrazowo. Od czasu do czasu któremuś włącza się agresor („Co się prujesz!?”), od czasu do czasu któryś rzuca gotową formułkę („Chwalisz się czy się żalisz?”). Jeden każdą kwestię powtarza po kilka razy, jakby miał poczucie, że inaczej do kolegów nie dotrze, że trzeba im do głowy wbijać jak gumowym młotkiem. Wygląda na to, że tak właśnie jest. Bo chłopaki gadają dużo i głośno, ale prawie nie ma między nimi komunikacji. Reagują z opóźnieniem, dopiero po kolejnej powtórce.

Po dziesięciu, może piętnastu minutach trochę się uspokajają. Ci dwaj, którzy siedzą zaraz za moimi plecami, zaczynają poważniejszą rozmowę. O życiu ogólnie. Że najlepiej to na budowie robić: dostajesz na rękę trzy tysie, domek sobie wynajmujesz, kupujesz żarcie, pełna lodówa, do tego cztery sztangi szlugów, krata wódy – i przez miesiąc spokój. Siedzisz, telewizję oglądasz. A coś mocniejszego? I zaczynają się sprzeczać, czy koks to to samo co kokaina. Potem schodzi na dilerkę. Że można na tym wyciągnąć tyle i tyle tysiów na miesiąc. A jeszcze więcej na przemycie.
– Ale to niebezpieczny kurwa interes, bo wiesz, na granicy są psy, ale takie psy prawdziwe…