2009 Lipiec

07.2009


Chłopak młodszej z moich młodszych sióstr, Ludwik, jest – przynajmniej z wyglądu – dość typowym przedstawicielem dzisiejszej młodzieży. Chudy, blady i milczący. Koraliki, przykrótka kurtka, grzywka opadająca na oczy.
Kiedyś spotkaliśmy się z nimi przypadkiem w Cafe A. Przyszli, dosiedli się do naszego stolika. Było za mało krzeseł, więc Ludwik wziął moją siostrę na kolana. Po jakimś czasie się zamienili.
– No co? – powiedziała moja siostra. – Mniej więcej tyle samo ważymy, jesteśmy mniej więcej tego samego wzrostu…
– I mniej więcej tej samej płci… – dodał Drugi Michał.

Udało się. Po kilku dniach ślęczenia nad drucikami, nadajnikami i programatorami od pralek, po kilku bezsennych nocach. Próby przeprowadzał w lasku. Za siódmym razem wszystko poszło jak należy. Wysłał do M esemesa o treści „tak”. Eksplozja nastąpiła dokładnie pięć minut po tym, jak przyszedł raport o dostarczeniu wiadomości. Nie za duża, w sam raz. Akurat taka, jakiej trzeba, żeby wysadzić w powietrze samochód osobowy. M zebrała informacje o planach ministra na najbliższe dni. Dokładnie przeanalizowała grafik i trasy. Najlepszy był piątek. Jutro.
Dopracował szczegóły planu działania, minuta po minucie. Przekazał M instrukcje. Przygotował bombę. Dokładnie sprawdził styki. Wysłał trzy próbne sygnały. Wszystko było w najlepszym porządku. Odetchnął i poszedł nastawić wodę na kawę. Zerknął na wiszący w kuchni kalendarz. Był dwunasty grudnia.
– Nie – jęknął. – Szlag by to trafił!
Sięgnął po telefon.
– M? Operacja odwołana. Jak to dlaczego!?