2010 Styczeń

01.2010


Pod koniec roku rozmowy przestały się kleić. Zdania się urywały, frazy strzępiły, brakowało słów. Zwłaszcza tych najprostszych, najbardziej zwyczajnych. Szukaliśmy ich za każdym razem coraz dłużej. I coraz częściej na próżno.
Wyglądało na to, że wyczerpaliśmy roczny zapas. Nie całkiem, oczywiście. Zostały nam jakieś słowa. Takie, których rzadko się używa. Trudne, obce, przestarzałe, wulgarne albo specjalistyczne, z wąskich dziedzin.
Żeby prowadzić najzwyklejsze codzienne rozmowy, musieliśmy strasznie się gimnastykować. Bo jak powiedzieć „Cześć, co słychać, wszystko w porządku?” albo „Dzień dobry, poproszę dwa kilo ziemniaków”, kiedy ma się do dyspozycji już tylko wyrazy takie, jak: azaliż, brucella, chuj, dejktyczny, deranżować, izochroniczny, jebać, koperwas, kurwa, metopa, nitratyn, okulizować, optatyw, pegmatyt, pizda, repryza, suhak, tedy, ulem i wersor?

Ostatnio na zajęciach z angielskiego mieliśmy listening task o malarstwie. Jak zwykle najpierw trzeba było work in pairs i discuss questions. Jedno z pytań dotyczyło malowania autoportretów. Czy jest trudniejsze od malowania portretów i na czym ewentualna trudność polega. Odwołałam się do własnego doświadczenia – że przenosząc wzrok z lustra na kartkę, nie można zmieniać pozycji, że to się nie zawsze udaje, i tak dalej. Nasza nauczycielka na chwilę się zawiesiła, a potem zapytała:
– Ale zaraz… Kiedy malujesz patrząc w lustro, to co właściwie malujesz? Odbicie w lustrze czy autoportret?

Jako dziecko odkrywałam i objaśniałam świat. Zaczęłam od rzeczy najbliższych swojemu doświadczeniu, to znaczy od ludzkiego ciała. Ustaliłam, że jest ono czymś w rodzaju skórzanego worka wypełnionego krwią. Można to łatwo wywnioskować z faktu, że gdy przedziurawi się skórę, to z dziury leci krew. Moja koncepcja nie przewidywała istnienia szkieletu i mięśni, ale za to – tym razem w oparciu o wiedzę pochodzącą od autorytetów, czyli Dorosłych – rozpracowałam konstrukcję układu pokarmowego. Otóż przez środek ciała przebiega łącząca usta z odbytem rura, która na wysokości pępka znacznie się rozszerza. To rozszerzenie to oczywiście żołądek. W oparciu o te ustalenia sporządziłam rysunek przedstawiający człowieka w przekroju.

Czarny obszar w górnej części rysunku to mózg. To, że mózg jest w głowie, też nietrudno stwierdzić – doświadczenie poucza, że myśli znajdują się w głowie; Dorośli mówią, że myśli są wytwarzane przez mózg; zatem mózg jest w głowie.

Sformułowałam też kilka istotnych tez dotyczących życia płodowego człowieka. Obserwując swoją ciężarną mamę i zadając jej liczne pytania, ustaliłam, że: U mamy w brzuchu mieszka dziecko (świadectwo mamy). „Mieszka” to znaczy: ma tam małe mieszkanko, z meblami utworzonymi z substancji kostnej, ze zwisającą z wewnętrznego sklepienia mamy lampą oraz z kredensem pełnym konserw, bo coś przecież musi jeść (wniosek mój). Dziecko cały czas rośnie i kiedy będzie odpowiednio duże, wydostanie się z mamy przez specjalny otwór (świadectwo mamy), a razem z nim wydostaną się także mebelki, które będą w sam raz dla moich lalek (uzupełnienie moje).
Nie muszę chyba dodawać, że byłam bardzo rozczarowana, kiedy po powrocie mamy ze szpitala nie dostałam kościanych mebelków. Podejrzewałam, że przywłaszczyła je sobie jakaś pielęgniarka.

Potem natrafiłam na problemy nieco subtelniejszej natury. Dotarły do mnie wzmianki o duszy, czyli niewidzialnej części człowieka, która nigdy nie umiera, a po śmierci ciała idzie do nieba, czyśćca lub piekła, w zależności od tego, czy dana osoba była grzeczna, czy nie.
Wcześniej sądziłam, że człowiek to ciało, ale z tych nowych informacji wynikało, że człowiek to raczej dusza albo ciało i dusza połączone ze sobą w jakiś sposób. Dorośli mówili, że dusza jest najważniejszą częścią człowieka, ale proszeni o udzielenie dokładniejszych informacji mówili niejasno i trochę się plątali, więc szczegóły musiałam ustalić sama.
Nie było to łatwe. No bo tak: najważniejsza część człowieka, na przykład mnie, to ja. Ja to jest to, co myśli. Jeśli, jak można było wnosić z wypowiedzi Dorosłych, człowiek jest duszą, to albo dusza jest mózgiem (bo, jak pamiętamy, myśli są wytwarzane przez mózg), albo znajduje się w mózgu i tak naprawdę to ona wytwarza myśli. Jednakże dusza nie może być mózgiem, ponieważ jest niewidzialna. Zatem jeżeli człowiek jest duszą, to dusza znajduje się w mózgu. Jeśli człowiek jest połączeniem duszy i ciała, to sprawa przedstawia się o wiele prościej – dusza znajduje się wewnątrz ciała, stanowi jego niewidzialną kopię i szczelnie je wypełnia. Początkowo przyjęłam właśnie tę koncepcję – choć w późniejszym okresie skłonna byłam twierdzić, że dusza znajduje się w lewym ramieniu – ale z czasem odrzuciłam ją na rzecz twierdzenia o duszy znajdującej się w mózgu.

Wyszłam z domu chwilę przed zmierzchem. Od ganku do bramy prowadziły kocie ślady odciśnięte w głębokim śniegu. Miasto było puste, chodniki i ulice zaśnieżone – dziś rano nikt ich nie sprzątał.
Potrzebowałam maści cynkowej. Nie spodziewałam się, że apteka będzie otwarta, ale była. Chłopak, który przyszedł chwilę po mnie, kupował Alka-Seltzer. Aptekarz mówił cicho i powoli.
Kiedy wracałam, w niebo wystrzeliwały resztki fajerwerków.