2010 Luty

02.2010


Ślub był krótki. Wszyscy obecni (oprócz urzędniczki) – rodzice, świadkowie, fotograf (ja) i jedyny gość (mój trzynastoletni brat) – mieli tak samo na nazwisko. Najlepsze było pod koniec, kiedy urzędniczka zapytała czy mama chce przyjąć nazwisko męża, czy zostać przy swoim.

Idę dziś na ślub swoich rodziców.
Miało mnie nie być, chciałam wziąć urlop. Raczej się tym nie martwili, zresztą na jednym ich ślubie już byłam – a właściwie nawet na dwóch, bo wtedy cywilny i kościelny były osobno – jako pięciomiesięczny płód. Mama uszyła sobie z jedwabiu spadochronowego taką fajną sukienkę, że nic nie było widać.
Ale została mi w pracy jedna sprawa na poniedziałek, urlop musiałam przełożyć, no to idę.
Moje młodsze siostry będą świadkami. Starsza z nich i ja zrzuciłyśmy się na sukienkę, młodsza właśnie poszła po wiązankę.
Założyłam białą koszulę, idę.