2010 Maj

05.2010


Znalazłam kartkę, na której w 2001 roku zanotowałam rozmowę ze swoim trzynastoletnim bratem. Wtedy miał pięć lat.

– Wiesz, śniły mi się kiedyś dwa księżyce… – powiedział.
– Na niebie? – zapytałam.
– Tak, obok siebie. Ale jeden był nieprawdziwy.
– Dlaczego?
– Bo był odbity w wodzie.
– Ale był na niebie, nie w wodzie?
– Na niebie.
– Fajny sen.
– Śnił ci się kiedyś?
– Nie.
– To ci się przyśni.

Następnego dnia mój brat zapytał:
– Co ci się śniło?
– Nie pamiętam – odpowiedziałam.
– Ale ja pamiętam.
– Co mi się śniło?
– Śniły ci się dwa księżyce na niebie. Jeden z nich był odbity w wodzie.

Opowiadałam Adamowi, że kiedy byłam mała, mówiłam o sobie w drugiej osobie liczby pojedynczej. Pewnie dlatego, że inni tak się do mnie zwracali. Jesteś głodna, zbudowałaś zamek, musisz iść spać, i tak dalej.
A kiedy robiłam coś obrzydliwego i Dorośli prosili, żebym przestała, odpowiadałam z obleśnym uśmiechem: „Lubisz to robić”.

Chwilę później do naszego pokoju weszła szefowa. Akurat obydwoje rozmawialiśmy przez telefon.
– A, rozmawiasz – powiedziała szefowa. – To potem do ciebie przyjdę.
– Do kogo? – spytałam Adama, kiedy wyszła.
Adam wzruszył ramionami:
– Do ciebie.
Szefowa wróciła po paru minutach.
– Przyszłaś do ciebie? – zapytałam.

Niedługo potem pojawił się Darek. Mieliśmy iść razem do Uli.
– Zadzwoniła do mnie Ula – oznajmił – i powiedziała „Najpierw ty”.
– „Najpierw ty”?
– Tak.
– Ale kto?
– „Ty”.
– Ty?