2010 Czerwiec

06.2010


Nie lubiliśmy, kiedy Dorośli byli zbyt blisko. Ze swoimi głupimi nakazami i zakazami tylko nam przeszkadzali. Oni chyba też woleli, żebyśmy trzymali się od nich z daleka. Mówili często „Dzieci do dziecinnego”, „Dzieci do ogrodu” albo „Dzieci na Madagaskar”.
Ale kiedy Dorosłych nie było, kiedy byli pijani albo kiedy spali, czuliśmy się źle. Traciliśmy poczucie bezpieczeństwa. I nie chodziło o strach przed złodziejami i potworami. Z nimi byśmy sobie poradzili. Chodziło o coś dużo poważniejszego – bez Dorosłych rzeczywistość się rozmywała. Usuwała nam się spod stóp. Czuliśmy, że nikt jej nie kontroluje. Jacy by nie byli, Dorośli stanowili jednak gwarancję porządku świata.

Filmy i książki dla dzieci wywoływały we mnie zazwyczaj nieprzyjemny niepokój właśnie dlatego, że bohaterowie większości z nich chociaż byli dziećmi, to nie mieli mamy i taty. Weźmy choćby dobranocki – taki na przykład miś Uszatek. Dzieckiem był ewidentnie, bo wcześnie kładł się spać i spał w piżamie (Dorośli, jak wiadomo, śpią na golasa). A Reksio? A Pszczółka Maja? Smerfy wreszcie? I Kolargol też – chodził nawet do przedszkola. A rodzice gdzie? Widział ktoś kiedyś jego rodziców?
Przedszkole w dodatku nie miało ścian, dachu i podłogi. O ile dobrze pamiętam, były to po prostu stoliki i krzesełka ustawione w lesie.
Bohaterów książek i filmów dla dzieci często przedstawia się bez tła. Stoi taka mama Muminka z patelnią, podrzuca naleśnik – ale wokół jest tylko biała kartka. Żadnej kuchenki, zlewu, stołu, nic! Straszliwa pustka.

Wstawaliśmy zwykle wcześniej niż Dorośli. Te poranki były zawieszone w próżni, przesiąknięte trudną do zniesienia niepewnością, właśnie jakby pozbawione tła. Wiedzieliśmy, że dopóki Oni nie wstaną, życie będzie tkwiło w miejscu. Musieliśmy ich budzić. Nie lubiliśmy tego robić, bo się wtedy gniewali, ale nie było innego wyjścia.
Zaczynaliśmy od budzenia niechcący. Zachowywaliśmy się hałaśliwie, trzaskaliśmy drzwiami, odkręcaliśmy wodę. Jeśli to nie skutkowało, właziliśmy rodzicom do łóżka, szturchaliśmy ich i powtarzaliśmy cichutko „Wstawajcie”.

Raz posunęłam się jeszcze dalej i delikatnie otworzyłam oko mamy. Ku swojemu zdumieniu zamiast tęczówki zobaczyłam białko. Wtedy zrozumiałam, że kiedy człowiek śpi, gałka oczna obraca się o sto osiemdziesiąt stopni – oko patrzy do środka, w głąb mózgu. I widzi sny.

– Ta twoja rewolucja jeszcze się nie zaczęła, a już chyli się ku dyktaturze – powiedziałam koledze, który nawoływał do rewolucji.
– Nie wszczynaj buntu, bardzo proszę! – zażądał kolega, który nawoływał do rewolucji.
– Uderz w stół… – powiedziałam.
– Jakie nożyce?! – zapytał.

Wieczorem byłam w Tesco, kupowałam różne gospodarcze rekwizyty. Zmiotkę, szufelkę, płyn do mycia podłóg, wiadro, silikon itd., itd. Jako pierwszy kasjerka wzięła z taśmy kij od szczotki. Nabiła go na kasę, podała mi i powiedziała:
– Kij proszę.