2011 Marzec

03.2011


porecz001 copy

Jeden z moich ulubionych nauczycieli, profesor Ch., u którego na drugim roku zdawałam egzamin z epistemologii, zwykł tonąć w oceanie piętrowych dygresji. Może zresztą, tak sobie teraz myślę, on sam wcale nie tonął, ale słuchacze, nawet ci naprawdę uważni, gubili się dość szybko.
Od czasu do czasu, zapewne dla uporządkowania wywodu, profesor mówił: „Teraz jestem w tym punkcie wykładu, kiedy już powiedziałem o …, a zaraz przejdę do …”. Któregoś razu uświadomiłam sobie z lekkim przestrachem, że właściwie jeżeli chciałby wyrazić się precyzyjnie, a tak się przeważnie wyrażał, powinien raczej powiedzieć: „Teraz jestem w tym punkcie wykładu, w którym mówię, w którym punkcie wykładu jestem”. To jednak, ku mojej uldze, ale i pewnemu rozczarowaniu, nigdy nie nastąpiło.

Miałam wtedy ze cztery lata. Do P-na przyjechał Heniek, przyjaciel rodziców, z kolegą. Przywitałam się z Heńkiem („Twoja siostra – opowiadał po latach pannie To – podała mi rękę, bo była bardzo dystyngowaną młodą damą”), a następnie z kolegą:
– Cześć – powiedziałam. – Mam na imię Karolina. A ty masz jakieś imię?

Kiedyś dostałam od S mejl pt. Opis z profilu Roletti. Przytaczam w całości:

„Bez gumy, bez skojarzeń, bi, dwóch,
dyskret, fist, group, kilku, konkret, męski,
paker, para, siłka, spoza środowiska, teraz,
umięśnionych, wypad, XL.

Jeśli masz w profilu coś z tych rzeczy, to raczej się nie dogadamy.”

Czyż on nie jest syntetycznie genialny?

Tłumaczę szczegóły:

bez skojarzeń = dyskret = spoza środowiska – to takie autodyskryminacyjne klisze, zwykle świadczące o kompleksach gejostwa, nieprzepracowaniu autoakceptacji i traktowaniu innych kolesi jak mięso do ruchania

teraz = konkret – oznacza zwykle, że ktoś założył profil na bardzo krótko, żeby się tylko powkładać (neologizm Roletti) wieczorem; możliwe, ze ma faceta, przed którym to ukrywa

paker = siłka = męski = umięśnionych – to mówi samo za siebie; jednak kiedy ktoś czuje potrzebę pisania o sobie: męski, to ja mam wieeelką wątpliwość

wypad – to bodaj najtrudniejsze do zrozumienia, jeśli nie przejrzało się kilku setek profili w życiu; wypad pochodzi od „CIOTY WYPAD” (wzgl. WYPIERDALAĆ) – taki słodki objaw tolerancji

bi – moje „ulubione”; jeśli ktoś pisze, że jest bi, to bardzo rzadko wynika z tego, że chce po prostu, żeby jego ewent. przyszły partner był świadom tego, ze podobają mu się również kobiety; większość tych „bi” jest totalnie homo (lub ewentualnie lansuje się czasem z laskami i przeleci jakąś, żeby kumplom zaimponować, a jak wiadomo gejom jest łatwo podrywać kobiety), ale nie akceptuje swojego gejostwa (por. pkt 2) i – nie zawsze świadomie – uważa heteryków za lepszych albo co najmniej bardziej męskich; w wersji bardziej cynicznej podryw „na biseksa” związany jest z tematyką punktu 3

dwóch, para, XL, fist, group – to już chyba jasne.

Opis hrabiny złożył mi się od razu w historię:
Teraz siłka: dwóch umięśnionych pakerów spoza środowiska. Kilku bi, jeden męski, para bez skojarzeń. Dyskret, konkret, fist i group. XL bez gumy. I wypad.

Ochrzczono mnie w obrządku rzymskokatolickim dwa tygodnie przed trzecimi urodzinami. Nawet to pamiętam. Miałam na sobie białe ogrodniczki, ksiądz nalał mi za kołnierz zimnej wody ze szklanego dzbanka przypominającego ten, w którym babcia Ka robiła w tamtych czasach herbatę, a potem wytarł moją szyję drapiącą ścierką. Były też inne dzieci, któreś z nich chyba płakało.

Jestem niewierząca. Dzisiaj wystąpiłam z Kościoła.
Pojechałam do P-na z Marcinem i S (świadkami), złożyliśmy podpisy na przygotowanym przeze mnie oświadczeniu, xDarek (tak podpisuje się w mejlach) przystawił pieczątkę. Oświadczenie zostanie wysłane do kurii, a kuria poleci proboszczowi parafii, w której mnie ochrzczono, żeby w księdze chrztów umieścił stosowny wpis.

Apostazja wiąże się z ekskomuniką latae sententiae – obowiązującą na mocy samego prawa i następującą automatycznie po czynie (w przeciwieństwie do ekskomuniki ferendae sententiae, która musi zostać ogłoszona przez odpowiedniego urzędnika kościelnego). Wystąpienie z Kościoła Kościół karze wyrzuceniem z Kościoła.

Kiedy byłam mała, marudziłam czasami przy jedzeniu. Zdarzało się to chyba rzadko, ale nic wtedy nie pomagało. Żadne cięcie kanapek w kwadraciki i udawanie, że to samoloty, które marzą o wylądowaniu w hangarze mojej buzi, żadne za mamusię, za tatusia, żadne z sercem robiłam. (To ostatnie wręcz mnie brzydziło).

Pewnego razu któreś z Dorosłych użyło nowego argumentu:
– Ty tu tak marudzisz, a biedne dzieci w Etiopii nie mają co jeść…
Niemal natychmiast znalazłam racjonalne rozwiązanie problemu, które obwieściłam zadowolona i nawet trochę z siebie dumna:
– W takim razie trzeba wysłać moje jedzenie do Etiopii.

Być może był to pierwszy raz, kiedy usłyszałam słowa, które miałam potem słyszeć przez całe dzieciństwo i całą młodość. Wtedy ich nie zrozumiałam. Stwierdziłam tylko, że muszą oznaczać coś niemiłego, bo Dorośli wyglądali na zagniewanych, chociaż naprawdę nie wiedziałam, jaka jest tego gniewu przyczyna.
– Nie bądź bezczelna!

Ze snu Marcina:
[…] Na ostatniej imprezie był nawet J, ale ogolony na łyso. Z tyłu głowy miał drugie oczy, którymi też czarował. Przyszła policja, bo było za głośno. Stwierdziła, że jest jakaś zła energia, więc wezwała radiestetę, który chodził po mieszkaniu z różdżką. Potem wyszedł na korytarz, mówiąc, że problem jest na spływie ciepłej wody z zimną. Znalazłszy go, zaczął bardzo dziwnie się zachowywać. Powtarzał coś jakby „maszyna snów”, potem jednak dotarło do mnie, że było to „sygnał i szum”.

Kiedy Iwasz był mały, Dorośli pytali go co rano, wśród czułości i zachwytów:
– Co ci się śniło synku? Co się śniło mojemu synkowi, wnuczkowi, Iwaszkowi mojemu, co?
A on, nieporuszony, z właściwym sobie spokojem, odpowiadał niezmiennie:
– Lyba.

Moje lewe oko jest leniwe i łakome.
Pożąda miłych kształtów, ale widzi je zawsze nieostro, więc nie może się nasycić.

 
 
 

Pająk zamienił się w muchę, zniósł wielkie jajo i z powrotem zamienił się w pająka. Z jaja wykluło się pięć lub siedem ślicznych stonek, każda w innym kolorze. Bardzo mi się podobały, ale wiedziałam, że nie mogę trzymać ich w domu, bo zjedzą mi fikus. Wyrzuciłam je przez okno, ostrożnie, żeby się nie potłukły.