2011 Maj

05.2011


Parę lat temu babcia Ka podarowała mi walizkę. Mimo to jeszcze długo na służbowe wyjazdy pakowałam się do starego plecaka. Po piaszczystych p-skich poboczach nie dałoby się ciągnąć walizki na kółkach. Zaczęłam jej używać dopiero po przeprowadzce do W-wy.
Walizka hałasuje, turkocze na kostce brukowej, na schodach ruchomych wydaje charakterystyczny wizg, ludzie się oglądają. Wymusza specyficzną postawę, sztywną i wyprostowaną. Pod obstrzałem spojrzeń trzeba uważać, żeby nie wypaść z roli, nie stracić powagi. Z walizką czuję się inna.

Parę lat temu kolega z pracy dostał od żony walizkę bardzo podobną do mojej. Przedtem używał dużej torby na ramię i twierdził, że z walizką wyglądałby śmiesznie, ale szybko się przyzwyczaił.
Po jakimś czasie zauważyłam, że walizka kolegi zaczęła wydawać dziwne dźwięki. Zgrzytała, piszczała, jęczała, jakby miała się zaraz rozpaść.
– Co się z nią dzieje? – zapytałam.
– Nie wiem. Coś się chyba psuje.

– Wiesz – powiedział tydzień później – przeczytałem instrukcję obsługi.
– O, i co?
– Dowiedziałem się, że po trzydziestu trzech kilometrach odpadną mi kółka.

Although children do not generally speak until they are two or three, the stamp of language is present in the very first noises they make. Baby’s cries may sound similar the world over to the untrained ear, but careful study has shown that they actually take on the melody of their native language. During the last few months of gestation, it seems that babies hear the sounds of speech from the world outside the womb, and learn to mimic it. Hence when they are born, German babies cry in falling tone typical of the tonal speech patterns of that country, while French babies bawl on an upward curving note.

[Rita Carter, Mapping the Mind, Phoenix (Orion Books), 2010, s. 247, za: B. Mampe, A.D. Frederici, A. Christophe & A. Wermke, Newborn’s cry melody is shaped by their native language, „Current Biology” 19 (2009)]

Wczoraj była u mnie starsza z moich młodszych sióstr, z synkiem. Planowała puścić go na podłogę, żeby trochę sobie popełzał (niedawno się nauczył), więc parę dni przed wizytą zadzwoniła do mnie i powiedziała:
– Nie zrozum mnie źle… ale czy mogłabyś pozamiatać?

lolaosobie

placebo
[Stwierdzenie Marcina, interpretacja graficzna moja, zdjęcia Księżyca stąd.]

muza

W sekretariacie mamy przegródki oznaczone imionami. Sekretarka wkłada do nich listy, my sobie nawzajem różne dokumenty, lukrecjowe kotki, wycinki prasowe, papierowe statki. Po przyjściu do pracy podpisuję się na liście obecności (na marginesie rysuję głodne zwierzęta i zmęczonych ludzi), a potem zaglądam do przegródki.

Parę miesięcy temu znalazłam tam małą zieloną kopertę. Poszłam na górę, usiadłam przy swoim biurku i otworzyłam. W środku było wycięte z gazety zdjęcie półnagiej modelki zawinięte we fragment reklamy osiedla powstającego przy tej samej ulicy, przy której mieści się nasza firma. Nazwa ulicy była podkreślona długopisem. I to wszystko. Bez podpisu. Koperta zaadresowana dziwnym, sztucznie dziecinnym charakterem pisma.

Nie wiedziałam, kto mógłby być nadawcą tej przesyłki, i nie miałam pojęcia, co chciał mi dać do zrozumienia. Ale pierwszą moją reakcją był wstyd. Zaczęło mi szumieć w uszach. Szybko schowałam wycinki z powrotem do koperty. Adam spojrzał na mnie zdziwiony.
– Co to?
– A nie wiem. Nic – powiedziałam, siląc się na obojętny ton i wzruszyłam ramionami.

Ale już było po sprawie – stałam się zakładnikiem sytuacji. Zaczerwieniłam się.
– Na pewno nic?
– Nic – powiedziałam i nieco zbyt energicznie podarłam kopertę, a potem wyrzuciłam ją do śmieci.

koniecswiata

[Rozmowa autentyczna. Okoliczności opisałam tutaj.]

Parę lat temu. Wracam do domu po imprezie, tramwajem, pijana i wesoła. Naprzeciwko mnie siada facet, też pijany. Przygląda mi się, przygląda, i wreszcie mówi:
– Jesteś bardzo ładna, chociaż wyglądasz na Żydówkę.