2012 Luty

02.2012


gdy noc bezdenna ukwiazdy obrzmiałe
w dotkliwym ogrodzie mękała
na obłąganku stygnącym porankiem
krukaczka złowistna siedziała

zaś w cieniu trującji nad brzegiem znałuży
patatak na gęślum przygrywał
tam gdzie ślinabab rósł tkliwy choć duży
i słodkie żale wspomijał

analie kwitły mentale wzrastało
rozskosznie pachniały zestudnie
i prawdzinóżką się niby sięgało
i zełka się szkliły przecudnie

kocica w miauczce mknie w gorącz ścierwiska
sobotwór odprawia niewpory
kot niewiedzialny pięść w dziesięść zaciska
by fichtać gęsienic otwory

i mylślą złuchają i paczą na Pana
lecz sens im i prawda umyska
bo tautologia jak bańka mydlana
kulista jest pusta i śliska

ptak i kot

Z kobietami Lola Amatorka nigdy się dobrze nie dogadywała. Przyjaciółkę miała tylko jedną, Obłąkaną Bibliotekarkę. Spotykały się od czasu do czasu na piwo. Lola przychodziła po południu do biblioteki i szukała przyjaciółki między półkami. Najczęściej znajdowała ją drzemiącą w literaturze rosyjskiej, z rozczochraną głową wspartą na oprawnych w papier pakowy grzbietach Archipelagu GUŁag. Potem szły do pobliskiej Café Autodafé. Po drodze mijały starego czerwonego saaba. Bibliotekarka za każdym razem pluła pod jego koła, mamrocząc najgorsze złorzeczenia.

A żebyś kurwo zdechła, trudną rybką się zadławiła, od pioruna zginęła, utonęła, wypadek samochodowy samolotowy okrętowy miała, coś przedawkowała, żebyś na raka zachorowała, hifa syfa alzheimera, obturę i białaczkę, grzybicę i motylicę, żeby wszystkie te dzieci wyskrobane do twojej macicy obwisłej wróciły i rzygając w łożysko przez gnijące pępowiny, na śmierć cię zatruły, żeby cię własna pizda zębata pożarła, żebyś zdechła, zeszła, nie żyła i umarła… a ty, ty, szkoda, żeś na tej wojnie nie zginął, na minie nie wyleciał, bym miała rentę i dobre wspomnienia bym miała, tfu.

Bo Obłąkana Bibliotekarka miała męża, Bojownika o Pokój i Szczęście, a ten mąż miał zagraniczną kochankę. Kochanka też walczyła o pokój i szczęście i też była obłąkana, ubierała się tak samo jak Bojownik, strzygła krótko, dużo piła i po swojej zagranicy jeździła rozklekotanym czerwonym saabem, dokładnie takim, jak ten zaparkowany niedaleko Café Autodafé.

A potem ta kochanka miała wylew i umarła.
Lola i Bibliotekarka umówiły się na piwo. Kiedy przechodziły koło czerwonego saaba, Bibliotekarka spuściła wzrok. Nie splunęła. Za boczną szybą Lola zauważyła karteczkę.
Sprzedam. Tel. 606…


Dla przyjaciół geji.
Kliknąwszy itd.

Lato było, trochę padało, zadzwonił telefon.
– Halo! – powiedział Olo, w charakterystyczny dla siebie sposób akcentując a.
– Halo! – odpowiedziałam, w charakterystyczny dla Ola sposób akcentując a. – Co słychać?
– Dzwonię do ciebie, bo moje życie stało się ostatnio partią szachów.
– Och. I chcesz mnie obsadzić w roli wieży?
– Królowej. Żebyś miała swobodę ruchów.

Kliknąwszy itd.

Kliknąwszy, itd.

Słowa: Adam (zainspirowany moim wczorajszym porannym wyznaniem, patrz wyżej, wers pierwszy), Muzyka: jf.
Dla Adama jw. zatem, gdyż jw.
Kliknąwszy, można obejrzeć w większym rozmiarze (zalecane).

Rok 2000 lub 2001. Znalezione wczoraj w pudle, przy okazji przeglądania starych dzienników i kalendarzy.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

[Dawno nie było.
Najlepsze frazy wyszukiwarek z ostatnich 30 dni w formie wiersza, proszę. Jeden wers odpowiada jednej frazie. Frazy przytaczam w oryginalnym brzmieniu, poprawiam tylko ortografię.]

dziewczyny z karpiem
kiedy szedłem szukać szynki

umysł jako podmiot poznający
pokój starszej pani
księżyc to placebo
smutno jest być solipsystą
całuj mnie jesienią

amatorka
szczupła miesięcy kochasz a
zimna bez serca

wiersze o cipce
ślimak do nasion
zamknięta pistacja

definicje logika
milosc szkic
wenflon krew
ruchaj mnie
medycyna śmierć
powiesiła się

skup złomu
koniec świata
maszyna snów
zęby szczura
dwa księżyce na niebie

klatka schodowa
stopnie do piekła
milosc szkic
medycyna śmierć

pistacje
jak się otwierają pistacje

zęby szczura
powiesiła się

Któregoś zimowego wieczoru Lola Amatorka jechała tramwajem do Inkasenta o Białych Dłoniach. Stała przy drzwiach, tyłem do kierunku jazdy, oparta plecami o ścianę kabiny motorniczego. Na przystanku Rondo B wsiadł niski starszy pan z dziwnym błyskiem w oku. Stanął obok Loli i nie patrząc na nią, powiedział półgłosem:
– Stoję obok pani.
Lola spojrzała na niego, uśmiechnęła się i kiwnęła głową.
– Z tyłu oparcie – kontynuował starszy pan – z przodu pustka… Jak zahamuje, to polecimy. Ma pani spadochron? …Ja też nie.
– Jak gwałtownie ruszy – poprawiła go Lola po chwili namysłu.
– Tak… Niech nie rusza. Niech tylko hamuje. Narzeczony jedzie?
– Tym tramwajem nie.