2012 Maj

05.2012


Telefon w środku nocy. Przepraszam, powtórz, nie słyszę, przerywa. Potem się czeka. Kiedy człowiek idzie po złą wiadomość, ale jeszcze nie wie, czy ona będzie dobra, czy zła, zawsze jest nieznośnie ładna pogoda, a słońce bardziej niż zwykle oślepia. – Miałem kalejdoskop. Zaglądałem do środka, patrzyłem na kolorowe zełka. Nie żeby; uwaga się sama odwraca. Powietrze było jak ze szkła, ostre przejrzyste, pamiętałem jakieś nuty, litery numery. – Teraz długo będziesz miał dystans do błahych spraw. Ale to też minie.

[Poprzednie słowa kluczowe w formie wiersza, proszę bardzo.]

co się nadaje do ruchania
czy człowiek to dusza czy mózg
czy znacie kurewkę z ciechanowa
nie jaką magdę grochowską?

gdy śni się ksiądz i guziki na sutan nie
porno pokrzywy – tak czy mnie lubi czy nie
obciągałam wujkowi – kazali rajstopy
kanał lewy kanał prawy – szkoda że cię nie

porno pokrzywy – spójniki grób
tak czy mnie lubi czy nie
czy znacie kurewkę z ciechanowa
nie jaką magdę grochowską?

wymasuję panu i gratis dojadę
z piekła mnie wygnali kiedy nie ma ciebie
sutanna nie ma trzydziestu trzech guzików
kanał lewy kanał prawy – szkoda że cię nie

porno pokrzywy – spójniki grób
logika spoza rozumu
strzeliły korki – nie ruchaj mnie
czy znacie magdę grochowską?

Prezent urodzinowy. Proszę nie mieć dysonans. Do tego wierszyka po prostu się nie dało smutnego rysunku. Kliknąwszy itd.

Ulica G, ciepły majowy wieczór.
Mały chłopiec z plastikowym pistoletem (marzycielsko): Ach, gdyby ten pistolet był prawdziwy…
Ojciec (rzeczowo): Tobyś zastrzelił.
Chłopiec (entuzjastycznie): Zastrzelił!
Ojciec (nadal rzeczowo): Więcej niż Breivik.

Dawno nie było, a jak zobaczyłam, co się nazbierało, no to. Poniżej najlepsze. Wg częstości występowania (malejąco).

jak poderwać wode ze studni wierconej
obciągałam wujkowi
wiersze szkoda ze cie nie
kiedy nie ma ciebie z piekła mnie wygnali w wierszu
wymasuję panu i gratis dojadę
ptak z pudła na plastyke
czy znacie kurewkę z ciechanowa nie jaką magdę grochowską
najtrudniejsze słowa świata
co twoim zdaniem sprawia że dzieci w etiopii tak bardzo chcą się uczyć?
logika spoza rozumu
immoralizm w jądro ciemności
kazali mi rajstopy
zdanie okolicznikowe warunku gdybym
gdy śni się ksiądz i guziki na sutan nie
wiersz tak czy mnie lubi czy nie
kremy z jadem żmii
opiłek metalu głęboko w nodze
to co się nadaje do ruchania
piosenki o całowaniu i ruchaniu
czy człowiek jest dusza czy mózgiem
porno grafia ślimaków
lubisz gramatyka
nie ruchaj mnie
samoseksualizm kobiet
brak prądu strzeliły korki
grób spójniki
porno pokrzywy
sutanna nie ma 33 guzikow
kanał lewy kanał prawy

01

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Poduszkę to akurat Lola długo miała tylko jedną. „I jeszcze, choć pewnie wyda się to Panu śmieszne, pisała, niech może weźmie Pan ze sobą poduszkę”. Więc przychodzili z ulubionymi jaśkami, z poduszkami samolotowymi, takimi w kształcie nerki, albo z nadmuchiwanymi, które szeleściły w nocy jak suche liście.
Na następny dzień pakowali szczoteczki do zębów, grzebienie, wczorajsze majtki, skarpetki i koszule. Zwijali poduszki; z tej turystycznej powietrze uchodziło z cichym sykiem. Zabierali wszystko, jakoś nigdy niczego nie zapominali. Lola też nie zostawiała śladów. Nawet jak dawała prezenty, to takie, żeby nie rzucały się w oczy. Książki bez dedykacji, które można było upchnąć na półce i zapomnieć od kogo, albo obrazki tak małe, że w razie czego dało się je po prostu schować do pudełka.
Ale któregoś dnia, w sumie przypadkiem, poszła do supermarketu. Kupiła płyn do udrażniania rur, paczkę irysów, litr whisky i poduszkę, chociaż nikogo się nie spodziewała. A potem nocowała u kolegi, też w sumie przypadkiem, dlatego bez szczoteczki. Kolega za to miał zapasową. Rozpakował ją i dał Loli. „Ta, powiedział, będzie twoja”.

Kliknąwszy itd.

dla Adama, z podziękowaniami za notatki

Najpierw był śmieszny steward. Kiedy Adam zapytał, z czym są kanapki, powiedział, że one is with cheese, and the other with, er – uśmiechnął się rozbrajająco – something… chicken, I think. Miał fajną kamizelkę, w paseczki. Spojrzeliśmy po sobie ucieszeni. Słodki jest, nie?

W Amsterdamie wylądowaliśmy trochę przed trzecią. Do odprawy paszportowej były dwie kolejki, nasza przesuwała się bardzo powoli, więc Kasia, Grażyna i Blanka zniecierpliwione poszły do tej drugiej. Adam i ja zostaliśmy, bo spodobali nam się celnicy. Jeden był rudy, drugi blady, trzeci miał odstające uszy; starali się zachowywać urzędową powagę, ale co chwila przebijało się spod niej nieco surrealistyczne rozbawienie; momentami wyglądali, jakby za chwilę wszyscy trzej mieli parsknąć śmiechem. Ten z uszami oglądał każdy paszport tak uważnie, jakby badał pod mikroskopem jakiegoś rzadkiego i niezwykle dziwnego owada, ten rudy co chwila wychylał się z celniczej budki i mówił do ubranej na różowo dziewczynki bawiącej się szklanymi drzwiami: Hi, candy girl! Don’t you think you’re too candy?
Odprawiłam się w końcu w drugiej budce, bo cała kolejka przeszła. Przede mną – powiedział Adam, kiedy spotkaliśmy się po drugiej stronie – była kobieta po pięćdziesiątce. Celnik zapytał ją: What’s the purpose of your visit? Business. What kind of business? Librarian – powiedział Adam pełną godności twardą angielszczyzną – I’m a librarian, powiedziała. A on na to: Librarian, you say. Like in Michael Jackson’s song? You know the song? Librarian girl. I zaczął śpiewać. I love you, librarian girl, all the time… A za nim ten drugi i trzeci.

Wieczorem odebrałam wiadomość od Mademoiselle Blanche:
Mademoiselle się w Londynie czyma, czegobądź, tęczy czy poręczy. Jakby Mademoiselle miała czas, siły i wolę, to ja bym chciała książkę z obrazkami, Bloomsbury Portraits, obojętnie jaką, jedna była wydana w 1994, druga w 2001 r., może też jest jakaś nowsza, obojętnie, najbardziej chodzi oczywiście o twórczość Duncana Granta, jego monografii żadnej onlajn nie znalazłam, toteż. Jest taki antykwariat przy Russel Sq., to jest nomenomen nieopodal Bloomsbury, tam jest dużo ciekawych i niemodnych książek.

Do Bloomsbury pojechaliśmy ostatniego dnia. Ze stacji wyszliśmy po kręconych schodach. W połowie drogi usłyszeliśmy z głośnika, że lepiej byłoby jechać windą, bo schody mają 175 stopni, co odpowiada iluśtam piętrom. Czekaj – zapytała Blanka na Russell Square, kiedy już złapała oddech – ale w tej piosence Michaela Jacksona jest Liberian, nie librarian, prawda?
Odwiedziliśmy trzy bardzo przyjemne antykwariaty, ale w żadnym nie było książki dla Mademoiselle Blanche, więc pojechaliśmy do sklepu z zabawkami, gdzie kupiliśmy skunksa, sowę i lukrecji za cztery funty. Kiedy wysiedliśmy na Earls Court, Adam złapał mnie za rękę. Guzik – powiedział. Poczekajmy. Blanka – krzyknęłam – poczekaj. Ludzie przeszli, metro pojechało, guzik leżał na krawędzi peronu.

wewte »