2013 Styczeń

01.2013


No słabo, różne niemiłe rzeczy się dzieją, a maniery nie pozwalają o nich, tego. A bym sobie, bym. Choćby to nawet, jak mawia Mademoiselle Blanche, nie było ciekawe. Ale no dobra. Tragedia nie jest. Odrzut bardziej. To zjadłam lodów, wymyśliłam tytuł Lola Amatorka rozpierdala system i kupiłam sobie więcej Bernharda.
Nie pomogło.
Dlatego uciekam się do sprawdzonej nieszkodliwej rozrywki. Słowa kluczowe, prosz. Z grubsza z ostatnich dwóch miesięcy. Tym razem trzy osobne historie.

1.
Jestem fetyszystą mam 16 lat,
svrsvm corda, brzytwy dintojra.
Jedz me serce, ruchaj mnie po cichu,
jak była ruchana caryca.
Svrsvm corda, brzytwy dintojra,
kura zdechła, ruchaj mnie po cichu.

2.
Tydzień z życia mężczyzny: wręczenie bambetla,
srebrna taśma do kneblowania;
żółte rajstopki porno i lekcje ciemności;
fenomenologia bólu, pomocnicze pytania;
Odbyt pupy semantyka,
typologia stronniczości; sprężynowa dama;
szklaneczka rumu w smutku tropików.

3.
Obraz kontrolny. Diabeł i śmierć,
czaszki na siedzeniach,
ślad obecności we mgle.

Wiersz może potem.
Czy koniec świata to prawda?

Christ lag in Todesbanden;
następny przystanek dworzec centralny.

marcina
Kolejny prezent gwiazdkowy. Pieczątka ma 4 cm średnicy, tusz czerwony. Marcin mówi, że jest jak najbardziej prawidłowa. Mogłaby jeszcze zawierać wzmiankę o specjalizacji, ale uznałam, że rysunek mówi sam za siebie. Na razie nie próbowaliśmy realizować opatrzonych nią recept, ale mamy takie plany.

– A znasz historię o tym, jak przestałyśmy się śmiać? Nie? Wydawało mi się, że już ją opowiadałam. Miałam wtedy jakieś dziesięć lat, panna To siedem. Ojciec zabrał nas w góry. W pociągu do Krakowa, czy tam dokądś, już nie pamiętam, dostałyśmy straszliwej głupawki, takiej nie do opanowania, że nawet jak brakuje ci tchu i dławisz się własną śliną, i naprawdę chciałbyś już przestać się śmiać, to nie możesz, bo musisz i nie możesz. Siedzący z nami w przedziale ponury grubas przez dłuższy czas próbował zabić nas wzrokiem, a potem zaczął burczeć i stękać. Wcale mu się nie dziwię, chichoczące dziewczynki mnie też doprowadzają do szału. Ojciec próbował nas bronić: „Ale proszę pana, to są dzieci…”. „To nie dzieci – posępnie sprostował grubas, rzucając ojcu bardzo złe spojrzenie – to potwory…” A my dostałyśmy kolejnego bolesnego ataku śmiechu. Hahahaha! Potwory! I wtedy ojciec, zapewne chcąc ratować sytuację, powiedział: „Opowiem wam dowcip, chcecie?”. Hahaha, pewnie że chciałyśmy. No to opowiedział: „Był raz facet, co zrobił sobie narty zagięte z obu stron i poszedł jeździć do wąwozu. I tak jeździł, na dół i do góry, na dół i do góry, na dół i do góry – aż musieli go zastrzelić”. A my spojrzałyśmy po sobie skonsternowane, ucichłyśmy i do samego Krakowa, czy tam dokądś, siedziałyśmy w absolutnym milczeniu.
– Hahaha!
– A nie, kurczę, pomieszałam. To nie ten dowcip.

kt

[Ale nie opowiem, bo uznaliśmy, że ten o narciarzu bardziej do tej historii pasuje. Autorem zdjęcia jest ojciec.]

img1462000–2001. Koniec świata lub wybuchy na słońcu. Kliknąwszy itd.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Kiedy zna się już przebieg akcji, można odpocząć od śledzenia wydarzeń i skupić się na szczegółach. Wczoraj mnie jeden taki szczegół uderzył.

Obraz jest niebieski – to znaczy, że już noc; za dnia wszystko jest żółte, o zmierzchu i o świcie czerwone.
Mat schodzi do ładowni i rzuca się z siekierą na skrzynie. Z dziur w rozbitym wieku wybiegają szczury, ręka z siekierą zastyga w bezruchu – z jednej ze skrzyń podnosi się wampir. Sztywno, na baczność, nienaturalnie, jak ścięte drzewo na filmie puszczonym od tyłu. Wygląda śmiesznie i trochę bezradnie, jak nieśmiałe dziecko wywołane na środek sali gimnastycznej podczas szkolnego apelu. Mat wytrzeszcza oczy, robi paskudną minę i rzuca się do ucieczki. Wybiega na pokład. Kapitan podnosi wzrok znad steru. Mat biegnie tyłem, tyłem wspina się na beczkę, na burtę – i spada do wody.
Kapitan przywiązuje się do steru. Wie, że za chwilę zobaczy coś potwornego, i nie chce przerażony uciekać.