2013 Kwiecień

04.2013


aIMG_0534

(Kość dostałam od Aerte, znalazła ją na plaży. Noszę ją wszędzie ze sobą, zabijam nią ludzi, jak mnie wkurzą. Dziś w fokarium na przykład była grupka hałaśliwych dziewczynek. Kościłam je kością, to znaczy zataczałam w ich stronę kością kręgi i kreśliłam nią krzyżyki. Jedna z dziewczynek zauważyła moje zabiegi, spojrzała zaniepokojona na kość i zapytała „Co to jest?”. „To – odpowiedziałam z kamienną twarzą – jest kość, która sprowadza śmierć”. Dziewczynka zbladła, wycofując się, powiedziała „Oookej…” i dołączyła do koleżanek. Wychodziliśmy z fokarium żegnani nerwowymi szeptami).

21
Kliknąwszy, itd.

katastrofa-m
Kliknąwszy itd.

Był początek wiosny, szalała śnieżna zamieć. Lola Amatorka czekała w Cáfe Atodáfe na Walę, kuzynkę.

Wala chodziła z Łańciem od lat, chyba szesnaście miała, jak się poznali. Układało im się różnie, ale przeważnie jakoś, a jak przepili kasę, którą im dziadek Łańcia dał na obrączki, to po całej rodzinie złoto zbierali, żeby przetopić, i zebrali, więc na facebooku ma Wala w informacjach, że jest z Użytkownikiem Łańcio Ł-ski zaręczona.

– Jak będę wychodzić za mąż – mówiła Wala – zaproszę na wesele wszystkich. Nawet tatę i ciotkę S, i wujka pedofila.

– Super – odpowiadała Lola wesoło. – Tylko, jeśli można coś zasugerować, zmień pana młodego.

Ale ostatnio pojawił się Cichy. Zdrady nie było, coś jednak było, coś się działo, coś zdarzyło. Lola nie wnikała, ale wyglądało na poważnie, a Wala tak jakby odżyła.

Szczęknęły drzwi Cáfe Atodáfe, do środka wpadł zimny podmuch, Lola dostała gęsiej skórki. Wala była zmarznięta i wyraźnie przybita.

A potem Łańcio się dowiedział. Wala mu powiedziała, bo miała wyrzuty sumienia i poczucie obowiązku, a te dwa uczucia zawsze przeżywała najmocniej i bardzo dotkliwie.
Że jest Cichy, że coś było, coś się dzieje, się zdarzyło.
– Z Cichym – wyznała Wala – mogę rozmawiać o rzeczach, o których nie mogę rozmawiać z tobą. O książkach, o Paradżanowie, o kaczce, która zniosła jajko, z którego powstał świat.
I raz, dostała Wala od Łańcia z jednej, dwa, dostała Wala od Łańcia z drugiej strony.

– Walu – zdenerwowała się Lola – Walu, rzuć go. Są dwie rzeczy, na które nigdy nie można pozwalać. Bicie i
– Ale ja jestem taką pizdą… – jęknęła Wala żałośnie.
– Cipą – poprawiła ją Lola. – Pizdą to jest moja szefowa.
– Boję się, że jak odejdę, to on coś sobie zrobi… Albo zacznie pić…

Po tym, jak Wala dostała raz i drugi, Łańcio zarządził:
– Naprawiamy związek. Będziemy się starać. I nie będziesz się z nim kontaktowała. To jest warunek.
A następnego dnia rano poszedł do kościoła, wyspowiadał się i pomodlił, a potem zrobił Wali śniadanie do łóżka.

– Śniadanie do łóżka? – Skrzywiła się Lola. – Rozlana kawa i okruchy pod tyłkiem. Przereklamowane i do dupy.

Ale czy Wala mogła tak zostawić Cichego, tak bez słowa? Tak się nie robi. Cichy był dla Wali ważny i ogólnie bardzo w porządku. Należało mu się wyjaśnienie. Więc jak przyszła do pracy, to się Wala zalogowała do poczty i zaczęła pisać mejla. Mejl był długi, jeszcze nie skończyła, a już zaczęła mieć wyrzuty sumienia.
Wzięła telefon, wykręciła numer Łańcia.
– Łańcio, słuchaj, ja cię strasznie przepraszam. Ale ja uznałam, że jednak muszę napisać do Cichego. Chcę mu powiedzieć…
– Wiem – przerwał jej Łańcio. – Właśnie to czytam. Powinnaś wyrzucić drugie zdanie i

Wszak naukowiec zaczyna w końcu lubić przedmioty, które początkowo rażą jego zmysły, gdy odkryje w nich wielką celowość organizacji, i takim rozważaniem cieszy swój rozum, dlatego Leibniz ostrożnie przeniósł z powrotem na liść owada, którego starannie badał pod mikroskopem, uznał bowiem, że owad ten pouczył go swym widokiem, a przez to jak gdyby wyświadczył mu dobrodziejstwo.
(Immanuel Kant, Krytyka praktycznego rozumu, przeł. Benedykt Bornstein)