2013 Lipiec

07.2013


Wczoraj wieczorem czytałam w łóżku Mężczyznę, który pomylił swoją żonę z kapeluszem. Kiedy zamknęłam książkę, spod poduszki zaczęło wyrastać miasto. Był to Londyn znany mi dobrze ze snów, podobny do Łodzi i do Jerozolimy.

Byłam bardzo zmęczona. Położyłam głowę na przykrytym śpiworem brzegu Londynu. Ze względu na uszkodzenie mózgu nie potrafiłam postrzegać przedmiotów jako całości, a im bardziej byłam senna, tym bardziej ześlizgiwały się jedne z drugich elementy, na które rozpadała się rzeczywistość. Siebie też nie mogłam posklejać; im bardziej spałam, tym mniej się czułam i tym bardziej nie wiedziałam, kim jestem. Było to cudowne i kuszące jak śmierć.

Żeby dowiedzieć się, kim jestem, odnalazłam dzielnicę, w której, jak mi się zdawało, spędziłam dzieciństwo. Znalazłam swój dom, ale mieszkali w nim jacyś obcy ludzie, nie poznali mnie i najwidoczniej nie byli moją rodziną.

Na psiej łące za miastem miał się odbyć koncert. Na płotach wisiały plakaty z napisem NICK CAVE.
– O! – wykrzyknął na mój widok jakiś mężczyzna. – Tu jesteś, wszędzie cię szukamy! Zaraz wychodzisz na scenę.

Spojrzałem w dół. Obleśny piwny brzuszek wypychał do przodu napis NICK CAVE na mojej koszulce. I chociaż ostatnio Nicka Cave’a słuchałam w liceum, to naprawdę mi ulżyło, kiedy dowiedziałem się, kim jestem.

Obok Adam zasnął nad reportażami o architekturze.

Jedna ze ścieżek w parku prowadzi do oczka wodnego ukrytego w krzakach na górce. W oczku pływają orzechy włoskie, a krzaki są pełne sikorek i myszy.

IMG_3752

Uciekaliśmy ze swojego wesela, bo dosyć mieliśmy tych wszystkich wujów z wąsami i piskliwych ciotek. Ciotki goniły nas vanem, chowaliśmy się w zaułkach. Wreszcie wybiegliśmy za miasto, na łąki, w rowach leżał jeszcze śnieg. Schowaliśmy się w wysokiej srebrzystej trawie, szosą przejechał ciotek van, za sobą usłyszeliśmy szum, kroki i dziecięcy śpiew. Tylko biała czapka wystawała nad powierzchnię traw, chłopiec minął nas i zniknął.

IMG_3585

IMG_3608

IMG_3639KADR-RET2

Więcej tu. Z ukłonami dla Łukasza, który nas oprowadził, i Agt, która poleciła nam nocleg.

Autobus. Dwie małe dziewczynki w obowiązkowym różu, siedzą obok siebie, majtają nogami.
Odczytują napis na przycisku, chórem:
– Sy, ty, o, py. Stopy!

IMG_3141
IMG_3138
Dzięki uprzejmości modelki :-) Kliknąwszy itd.

Jak Lola Amatorka była mała, to wymyśliła, że ożeni się ze swoim ciotecznym bratem. Znali się od urodzenia i bardzo lubili. Zakładali bandy, wymyślali alfabety, budowali szałasy, kopali pułapki, chodzili na wyprawy, rysowali mapy i tak dalej. Świetnie się razem bawili.
Wszystko było zaplanowane, przyszłość wydawała się jasna i prosta. Za kilkanaście lat zostaną dorosłymi i jak wszyscy dorośli ożenią się, będą pić wino, palić papierosy, chodzić do pracy i spać bez piżamy.

Kiedy Lola miała sześć lat, dowiedzieli się, że nie mogą wziąć ślubu, bo są rodzeństwem.
– Dokładnie pamiętam ten moment – opowiadała Lola. – Staliśmy w ogrodzie, pod oknem kuchni. Było otwarte, w środku mama zmywała naczynia. To ona nam powiedziała. W jednej chwili wszystko się zawaliło. Cały plan na życie legł w gruzach, a przyszłość stała się przerażającą niewiadomą.

Potem Lola zaczęła mieć chłopaków, a brat dziewczynę. Poznał ją na studiach. Nazywała się Hania, była nieśmiała i smutna, i nigdzie nie puszczała go samego, nawet z Lolą. Albo po prostu byli nierozłączni. Wszędzie chodzili razem, a w domu (tak przynajmniej mówiła babcia Loli) siedzieli godzinami przy smutnej muzyce, trzymając się za ręce i patrząc sobie w oczy.

Jak już zostali dorosłymi, Lola poszła do pracy i miała jeszcze więcej chłopaków. Piła wino, paliła papierosy i spała bez piżamy. A brat Loli poszedł do pracy, rzucił palenie i ożenił się z Hanią. Na weselu opowiadał wzruszony o wspólnym dzieciństwie, a Hania wreszcie się uśmiechała:
– Bo ja i Hania znamy się od zawsze. Od dziecka. Razem się w piaskownicy bawiliśmy.

Na balkonie hoduję rośliny. Zakopuję wszystkie pestki. Czasem coś wyrasta, czasem nie.

Wyrosły winogrona, melony i papryki, wyrosło awokado i wyrosła cytryna. Nie wyrósł daktyl ani tamarynd, w doniczce z tamaryndem zalęgły się muchy. Śliwkom, czereśniom i arbuzowi daję jeszcze czas.
W starych doniczkach po zewnętrznej stronie balustrady są chwasty, też je podlewam, patrzę jak rosną.
Nie przyjęły się przyniesione ze spaceru trzciny, za to przesadzony do osobnej doniczki powój, który wysiał się między paprykami, ma się bardzo dobrze.
Od męża, Agi i panny To dostałam nasiona ziół, rzodkiewek, truskawek, pomidorów, cukini, maciejki, lawendy i groszku. W doniczce z lubczykiem wyrosła rzepka. Nasiona od panny To były z Ikei, dołączono do nich ziemię w proszku.
Przez internet kupiłam nasiona passiflory i takiej dużej rośliny z dziurkowanymi liśćmi, jaką mieliśmy w starym domu; nazywa się monstera deliciosa. W kopercie była karteczka z napisem NASIONA ŚWIATA.
Passiflorę posiałam w dwóch doniczkach, w jednej wyrosła, w drugiej nie. Potem pojawiła się nie wiadomo skąd z cukiniami i z paprykami. Dzisiaj w doniczce z pestkami śliwek widziałam jeszcze jedną.
Jak dostałam ostatnio tydzień zwolnienia, to siedziałam na balkonie i patrzyłam na rośliny.
Aga też hoduje rośliny na balkonie. „Ej – pisała do nas niedawno – żeby z kwiatków były owoce, potrzebna jest pszczoła, prawda? Nie wiem, czy u moich pomidorów była”.

Nasiona świata nie wykiełkowały. Zamiast świata wyrosła mi dorodna pokrzywa. Ale czekam. Na dołączonej do nasion karteczce była mowa o tym, że mogą potrzebować dwunastu tygodni.

IMG_3216