2017 Lipiec

07.2017


Kiedyś nie byłam pewna, czy zamknięte pistacje są lepsze niż puste. Dziś myślę, że nie. Ale nie wyrzucam ich, wkładam je do słoika.
Po przeprowadzce przestałam hodować awokadowce. Miałam ich 25, nie zmieściłyby się wszystkie w nowym mieszkaniu. Części musiałam znaleźć nowe domy. Ale szkoda mi wyrzucać pestki.
Kiedy do słoika z zamkniętymi pistacjami włoży się nie do końca wyschnięte pestki awokado i się ten słoik zamknie, a lato jest wilgotne i gorące, to

Dziś, trochę przed południem. Przyjeżdżam do pracy, wchodzę na podwórko, przypinam rower do stojaka. Kiedy sprawdzam, czy Tadeusz byłby zadowolony*, słyszę ochrypły niski głos:
– Przyyyjdź do mnieee… Przyyyjdź do mnie…
Rozglądam się. Z jednego z okien na trzecim piętrze wygląda stara kobieta i przywołuje mnie zabandażowaną ręką.
– Przyyyjdź do mnie… – mówi. – Bo jestem sama… Przyyyjdź do mnieee… Na pięć minut… Przyyyjdź do mnie… Bo jestem samaaa…
Myślę, że powinnam przyjść. Ale myślę też, że to byłoby krępujące. Że ona powtarzałaby pewnie w kółko to samo, a ja nie wiedziałabym, co odpowiedzieć i kiedy się pożegnać.
– Nie mogę – powiedziałam. – Muszę iść do pracy.
– Przyyyjdź do mnieee… – odpowiedziała ona. – Przyyyjdź do mnie… Bo jestem sama… Przyyyjdź do mnie… Na pięć minut… Przyyyjdź do mnieee…
– Naprawdę nie mogę – odpowiedziałam. – Muszę iść do pracy.
– Przyyyjdź do mnieee… – odpowiedziała ona. – Przyyyjdź do mnie… Bo jestem sama… Przyyyjdź do mnie… Trzecie piętro… Na pięć minut… Przyjdź do mnieee… Bo jestem sama…

 

* Tadeusz ku przestrodze fotografuje źle przypięte rowery.

Za PRL-u moi rodzice roznosili ulotki i chodzili na demonstracje. Po 89. chcieli się włączyć w tworzenie wolnej Polski, tak nam powiedzieli. Ojciec poszedł do MSZ-etu, a mama została radną w P-nie, gdzie mieszkaliśmy. Pamiętam, że jak piaseczyńscy radni zmieniali nazwy ulic, to zaproponowała, żeby ulicę 22 Lipca przemianować na Wedla.
Nie przeszło, zmieniono na Jana Pawła II (chociaż ja zapamiętałam, że na 11 Listopada).