Kiedy urodziła się starsza z moich młodszych sióstr, panna To, miałam trzy lata. Przenieśliśmy się wtedy na trochę do babci.
U babci wszystko odbywało się według z góry ustalonego harmonogramu, który musiał być przestrzegany co do minuty. Nienawidziłam tego. Codziennie to samo. Wczesna pobudka, mycie zębów, śniadanie, spacer, drugie śniadanie, spacer, obiad, spacer, kolacja, kąpiel, spać.

Spacery przebiegały według z góry wyznaczonych tras. Do wyboru: park, ogródki działkowe, plac zabaw. W parku były groby, w ogródkach działkowych żurawina na kisiel, a na placu zabaw – karuzela.

Kiedy siedziałam w krzesełku, widziałam, że oś kręci się najszybciej. Dużo szybciej niż krzesełka. Więc któregoś razu poprosiłam babcię, żeby postawiła mnie na osi. Stanę na jednej nodze, zmieszczę się. Babcia zaczęła mi tłumaczyć, że oś jest nieruchoma. Nieruchoma? Przecież widzę, że się kręci, i to szybko. Uparłam się, babcia ustąpiła.
Okazało się, że miała rację. Chyba nigdy nie byłam tak zaskoczona jak wtedy.