Ostatnio sporo pada i pełno ślimaków wszędzie. Nie ma siły, żeby chociaż jednego dziennie nie rozdeptać. Źle mi z tym, bo bardzo lubię ślimaki.

Miniony piątek – idziemy z Michałem do Marcina. Noc, mokro, Michał z rowerem. Przednią lampkę włączył i oświetla drogę. Wypatrujemy ślimaków, żeby móc je ominąć. Idziemy powoli. Michał wyjaśnia:
– Bo ślimaki są bardzo niezdecydowane. Na przykład co do płci: taki ślimak nie wie, czy jest płci męskiej, czy żeńskiej…
– One są obupłciowe – prostuję. I dodaję, z satysfakcją, bo to jedna z rzeczy, za które lubię ślimaki: – i się nawzajem kochają i nawzajem zapładniają.
– Ślimaki są bardzo niezdecydowane – ciągnie Michał – i jak na ślimaka nadepniesz, to on długo nie może się zdecydować, czy jest jeszcze żywy, czy już martwy…
– No tak. W dodatku są bardzo powolne, to jeszcze wszystko wydłuża…
– I taki ślimak trwa w zawieszeniu.
– Między życiem a śmiercią.
– I to się ciągnie całą wieczność.

Temat śmierci powrócił w sobotę rano. Jeśli istnieje dusza, ale nie jest nieśmiertelna, to ci, którzy w nieśmiertelność duszy wierzą, nigdy nie dowiedzą się o swojej pomyłce. A właściwie czemu nie?
– Może – mówi Marcin – wyświetla się jakiś ekran powitalny?

– O! Jakiś komunikat. „Nie ma życia po śmierci. Kliknij OK, aby kontynuować”.
– A można zrobić „Anuluj”?
– Czasami. Potem się mówi, że to była śmierć kliniczna.

A jak ktoś nie chce, jak ktoś się boi, to nie naciska „OK”. I tak trwa, w zawieszeniu. I widzi tylko ten komunikat. I to właśnie jest piekło.