Udało się. Po kilku dniach ślęczenia nad drucikami, nadajnikami i programatorami od pralek, po kilku bezsennych nocach. Próby przeprowadzał w lasku. Za siódmym razem wszystko poszło jak należy. Wysłał do M esemesa o treści „tak”. Eksplozja nastąpiła dokładnie pięć minut po tym, jak przyszedł raport o dostarczeniu wiadomości. Nie za duża, w sam raz. Akurat taka, jakiej trzeba, żeby wysadzić w powietrze samochód osobowy. M zebrała informacje o planach ministra na najbliższe dni. Dokładnie przeanalizowała grafik i trasy. Najlepszy był piątek. Jutro.
Dopracował szczegóły planu działania, minuta po minucie. Przekazał M instrukcje. Przygotował bombę. Dokładnie sprawdził styki. Wysłał trzy próbne sygnały. Wszystko było w najlepszym porządku. Odetchnął i poszedł nastawić wodę na kawę. Zerknął na wiszący w kuchni kalendarz. Był dwunasty grudnia.
– Nie – jęknął. – Szlag by to trafił!
Sięgnął po telefon.
– M? Operacja odwołana. Jak to dlaczego!?