Kiedy miałam jakieś cztery, może pięć lat, jedną z moich ulubionych dobranocek była Pszczółka Maja.
Po każdym odcinku rodzice opowiadali mi swoją wersję. W tej alternatywnej dobranocce występowała antagonistka Pszczółki Mai – Osa Kosa. Niebezpieczna, zła i okrutna. Robiła Mai różne świństwa, uprzykrzała życie, pragnęła jej śmierci.
Zazwyczaj, chociaż działy się rzeczy przerażające, to jednak wszystko kończyło się dobrze. Ale któregoś razu rodziców poniosło. Opowiedzieli mi o tym, jak Osa Kosa zabiła Gucia. Złapała, poddała najstraszliwszym torturom, a na koniec zabiła. Zrozpaczona Pszczółka Maja włożyła zmasakrowane zwłoki przyjaciela do pudełka po zapałkach i zalewając się łzami, zaczęła kopać grób…
No i nie wiem, co było dalej, bo w tym momencie wybuchnęłam płaczem, zrobiłam awanturę z krzykiem i tupaniem i kazałam rodzicom wszystko odkręcić.