Kiedy zna się już przebieg akcji, można odpocząć od śledzenia wydarzeń i skupić się na szczegółach. Wczoraj mnie jeden taki szczegół uderzył.

Obraz jest niebieski – to znaczy, że już noc; za dnia wszystko jest żółte, o zmierzchu i o świcie czerwone.
Mat schodzi do ładowni i rzuca się z siekierą na skrzynie. Z dziur w rozbitym wieku wybiegają szczury, ręka z siekierą zastyga w bezruchu – z jednej ze skrzyń podnosi się wampir. Sztywno, na baczność, nienaturalnie, jak ścięte drzewo na filmie puszczonym od tyłu. Wygląda śmiesznie i trochę bezradnie, jak nieśmiałe dziecko wywołane na środek sali gimnastycznej podczas szkolnego apelu. Mat wytrzeszcza oczy, robi paskudną minę i rzuca się do ucieczki. Wybiega na pokład. Kapitan podnosi wzrok znad steru. Mat biegnie tyłem, tyłem wspina się na beczkę, na burtę – i spada do wody.
Kapitan przywiązuje się do steru. Wie, że za chwilę zobaczy coś potwornego, i nie chce przerażony uciekać.