Już prawie nic tu nie ma, u mnie w domu. Kiedy tu śpimy, czujemy się jak w pokoju hotelowym. W niedzielę rano landlord sobie otworzył swoim kluczem, chciał coś mierzyć, myślał chyba, że nikogo nie zastanie. Wszedł bez pukania, zobaczył nas w pościeli i wycofał się z cichym „o”; nie przeprosił. W sumie to i tak nie najgorzej, mógł zabrać się do mierzenia nie zważając na naszą obecność.

Poniżej to, co naprawdę jest w tym oknie. Tym od beczek i statków widm. Kliknąwszy itd.