Ślub był krótki. Wszyscy obecni (oprócz urzędniczki) – rodzice, świadkowie, fotograf (ja) i jedyny gość (mój trzynastoletni brat) – mieli tak samo na nazwisko. Najlepsze było pod koniec, kiedy urzędniczka zapytała czy mama chce przyjąć nazwisko męża, czy zostać przy swoim.