Wyjazd.
7 km. Pociąg do Zabrza.

(Z podziękowaniami dla Tadeusza za pomoc przy wyborze kasków).

IMG_9629

Dzień pierwszy.
Zabrze – Gliwice; pociąg do Kędzierzyna-Koźla; Kędzierzyn-Koźle – Większyce – Radziejów – Pociękarb – Bytków – Urbanowice – Gościęcin – Naczęsławice – Wróblin – Stare Kotkowice – Głogówek. 46 km.

W Kędzierzynie schowaliśmy się przed burzą na końcowym przystanku autobusu nr 1 i zjedliśmy migdały. Potem podszedł do nas starszy pan z wielką kanapą na małym wózku. Bał się, że piorun uderzy w rączkę (kiedyś jak żona w burzę pracowała w ogrodzie, to walnęło w haczkę; żona trzy metry dalej poleciała, ale nic jej się nie stało, bo trzonek był drewniany), ale poszedł, bo nie chciał, żeby kanapa całkiem przemokła.

Aż do Nysy tablice przed miejscowościami były podwójne.

IMG_9648

Schronisko młodzieżowe w Głogówku zastaliśmy zamknięte. Chłopcy na boisku powiedzieli, że na drzwiach powinna być kartka z numerem telefonu, ale nie było. Zatrzymaliśmy się w hotelu Fantazja. W pizzerii zamówiliśmy tak wielką margheritę, że połowę musieliśmy zabrać ze sobą. Na noc zamknęliśmy ją w łazience.

 

Dzień drugi.

Głogówek – Mochów – Błażejowice – Mionów – Wilków – Rostkowice – Solec – Biała – Wasiłowice – Grabina – Korfantów – Wielkie Łąki – Myszowice – Jasienica Dolna – Mańkowice – Kubice – Wyszków Śląski – Konradowa – Nysa – Biała Nyska. 65 km.

Nad ranem usłyszałam ochrypły głos pytający w kółko „Czy wie-rzysz? Czy wie-rzysz?”. Po przebudzeniu zorientowałam się, że to sierpówka, i pomyślałam, że nie powinna mnie o to pytać.
Przy porannej kawie spotkaliśmy fruczaka gołąbka. O pełnej godzinie zegar na ratuszu zagrał Dobry Jezu, a nasz panie.

IMG_9680

Po drodze na polach stada bocianów.
W Jasienicy Dolnej zatrzymaliśmy się pod lipami nieopodal kościoła. Starszy pan z domu naprzeciwko przyniósł nam śliwki („Ale to nie moje, u farosza zebrałem”) i długo zabawiał nas rozmową. Niestety na koniec opowiedział trzy nieśmieszne dowcipy, w tym dwa seksistowskie. Potem zapadliśmy w drzemkę, z której obudziła nas psychodeliczna melodyjka. Myśleliśmy, że to znowu zegar, ale po chwili nadjechał samochód z lodami.
Nocowaliśmy we wsi Biała Nyska (którą miejscowi odmieniają rzeczownikowo). Nie podobało nam się.
Trafiłam trójkę w totka.

 

Dzień trzeci.

Biała Nyska – Siestrzechowice – Kwiatków – Buków – Kalków (Kałków) – Broniszowice – Śliwice – Otmuchów – Sarnowice – Ligota Wielka – Lubiatów – Głęboka – Starczówek – Osina Wielka – Ziębice – Lipa – Czerńczyce – Sieroszów – Jaworek – Ząbkowice Śląskie. 64 km.

W Ziębicach zatrzymaliśmy się na obiad. Z Wikipedii dowiedzieliśmy się o Karlu Denkem. Odebrałam wygraną, kupiłam kolejne losy; pan w kolekturze miał zeza i życzył mi szczęścia. Adam zwiedził muzeum* i sfotografował wystawioną tam tarczę strzelniczą z XVII–XVIII wieku przedstawiającą Żyda z czerwonym serduszkiem w żółtej aureoli.
Za Ziębicami spotkaliśmy sukę miłości, w Czerńczycach było ładnie, w Sieroszowie pałac i święty z dziwnym wyrazem twarzy.
Nocowaliśmy w ząbkowickim OSiR. Wieczorem była burza, a potem chmury, więc nie widzieliśmy spadających gwiazd.

IMG_9697

___________
* Adam: „Pani, która oprowadzała, zaprowadziła mnie do ostatniego pokoju w podziemiach:
– Tu jest najstarsza część wieży, mamy w niej wystawę świętych, tu, proszę, ołtarz przenośny. To pomieszczenie to była w XVII wieku cela dla skazanych na śmierć głodową. A tam, gdzie stoi ten XIX-wieczny aniołek, widzi pan, było okienko”.