Raz na parę miesięcy odczuwam przymus pozbywania się. Sprzedaję wtedy książki na Allegro albo odkładam do oddania, wynoszę ubrania do kontenerów, wyrzucam niepotrzebne papiery i tak dalej. Teraz zabrałam się za swoje pamiętniki. To jest coś potwornego. Czterdzieści zeszytów pełnych zła. To, co się może przydać, skanuję, starając się nie czytać, i pakuję do folderów zabezpieczonych hasłem, które może kiedyś zapomnę, a oryginały tnę w paseczki i wyrzucam. Ale zdarzają się też skarby. Na przykład taki, z zeszytu numer 29 (1999).

jf20150728