Wiecie co? Nic nie wiecie. Kabel od żelazka jest miły jak ogonek myszy, to ten od magnetofonu boli i piecze.
Nie wstydzę się, to oni powinni się wstydzić. (Raz się tylko speszył – jak zobaczył krew; a jednak nie jest zamknięta, jednak ma okna i drzwi). „Przepraszam, nie chciałam” nic nie da, głaskanie po głowie bez słowa też nie. „Pogadamy, jak dorośniesz i” – dorosłam i nie. Nie będę miała. Nie chcę rozumieć, nie muszę i nie muszę chcieć. Wybaczyłam, stać mnie. Ale nie zapomnę. Trzeba było nie.
Budzę się rano w sobotę, u siebie, patrzę na pasek słońca na klepkach, i No – myślę – no, życie nie jest takie złe; a kabel od żelazka jest miły jak ogonek myszy.