Tau (Opsanus tau) – ryba morska z rodziny batrachowatych, spokrewniona z ropusznikiem beta. Długość ciała do 45 cm, waga około 2 kg. Wielkie wydęte usta, wokół oczu i pyska frędzelki, na grzbiecie 3 kolce. Rodzi się w pustej muszli albo pod kamieniem, żyje przy dnie. Wszystkożerna, żarłoczna, nieruchawa. Samiec wabi samicę głośnym rykiem.

Wilk straszny (Canis dirus) – ssak drapieżny z rodziny psowatych. Gatunek wymarły. Długość ciała ok. 1,5 m, wysokość w kłębie ok. 80 cm, waga do 60 kg. Był większy niż wilk, zabijał sprawniej i szybciej. Żywił się megafauną. Żył w plejstocenie, mieszkał w Ameryce. Szczątki tysięcy osobników znaleziono w asfaltowym bagnie La Brea.

Tak, aha… Ale nic wam się nie stało? …Mieli problem z samochodem, będą później.
Ta. Problem z samochodem.
A co, nie?
Problem z samochodem, problem z samochodem. Impreza była.

Ryb też nie jecie? Zawsze zapominam.
Ojej, to co wy będziecie jeść?
Sałatkę. Oliwki. Jest super.
Barszczyku wam dam.
A na czym ten barszczyk?
Zupełnie na niczym. Normalny, z kartoniku.
A to świetnie, to chętnie.

A co ty tu masz? Krew ci leci.
Uuu, rozdrapałam. Bo Ludek dostał żyroskop i nie wiedział, że to tak szybko się kręci.

I wtedy w Jerozolimie…
Asiuniu, chlebka sobie weź.
Teraz ja mówię, przepraszam.

Te prezenty mnie nudzą.

Czemu płaczesz?
Nie mogę patrzeć na to, jak on ją traktuje.
Tak, to jest okropne.

Co jest okropne?
Jest okropnie gorąco.

Już idziecie? Chciałbym wznieść toast, póki jeszcze wszyscy są.

Ojej, to po dziadku.
No, i popielniczka.
A, à propos dziadka. Wiesz, co myślę? Że swojemu zmarłemu ojcu jestem winien pamięć i szacunek.
Pamięć i szacunek… Spoko. Mogę za to wypić.

O nie. Miałem ucałować Alfika od Wandy i zapomniałem.


(Raz go wkleiłam w komentarzu na Facebooku, jak mnie znużyła rozmowa. Od tego czasu trzymam w zanadrzu).

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

pomarancza-a

img_2627

img_2660

img_2663

img_2680

img_2763

Więcej tu.

Dziś na ławce w metrze usiadła obok mnie kobieta. Drobna, nerwowa, napięta. Siedzi, siedzi – i nagle wyrzuca z siebie, niezbyt głośno, ale za to dobitnie i z pasją: „Kurwy pierdolone”. Po chwili wstaje i odchodzi.
Jeśli coś takiego przydarzy mi się jeszcze raz, zacznę podejrzewać, że te głosy tak naprawdę pochodzą z mojej głowy.

Peron metra, siedzę z książką na ławce. Po chwili ktoś siada na drugim końcu ławki. Zerkam. Chłopak, szczupły, dres z lampasem, duże, głęboko osadzone oczy, bardzo ciemne. Odwracam wzrok.
– Smoki istnieją – mówi on. Mówi dość cicho i spokojnie, ale w jego głosie słychać tłumiony gniew. – Smoki istnieją warany z Komodo. Wszyscy umrzecie.
Uśmiecham się pod nosem, ale nie odrywam wzroku od książki. Fajne, myślę, zaraz sobie zanotuję. Ale potem on, tym samym spokojnym głosem, w którym słychać itd., dodaje:
– …przy samej piździe… Tak ci zapierdolę, że zdechniesz.
(Nie wiem, czy do mnie, czy tak ogólnie, bo wstałam i odeszłam, nie oglądając się za siebie).

Dostałam od babci kilka stówek i pomyliłam je z czasem. O – pomyślałam, zajrzawszy do koperty – jutro zrobię sobie wolne.

« późniejprzedtem »