Marcin


marcina
Kolejny prezent gwiazdkowy. Pieczątka ma 4 cm średnicy, tusz czerwony. Marcin mówi, że jest jak najbardziej prawidłowa. Mogłaby jeszcze zawierać wzmiankę o specjalizacji, ale uznałam, że rysunek mówi sam za siebie. Na razie nie próbowaliśmy realizować opatrzonych nią recept, ale mamy takie plany.

Marcin


Dostałam od Adama gablotkę z szesnastoma przegródkami. Umieściłam w niej następujące przedmioty:

kostka do gry plastikowa biała;
kostki do gry obsydianowe, sztuk sześć;
dziupla luzem mała;
(do czwartej przegródki Adam włożył karteczkę)
kamyki, szkiełko i gumowa żółta choinka lub zatyczka do ucha, znad morza;
ostrzeżenia z bibułek papierosowych, umieszczane w opakowaniach przed piątą od końca bibułką, dużo;
uszko od stłuczonej filiżanki;
pryzmat szklany;
śruba z nakrętką stalowa duża;
papierowe kółko z opakowania lekarstw, z napisem LOVE, oraz kawałek rośliny przypominający małą włochatą łapkę;
znalezione w fortach czerwone pokrętło z trójkątem oraz wróżby z ciasteczek z wróżbą, sztuk dwie;
bączek plastikowy czarno-srebrny;
wyrwane zęby trzonowe moje, sztuk dwie;
złota dziesięciorublówka z 1899 roku, po prababci;
znalezione jednogroszówki, sztuk dwie;
nakrętka stalowa duża.

Marcin



W nieczynnym muzeum. Kliknąwszy itd.

Marcin


Po paradzie, u Mademoiselle Blanche. Część zgromadzenia czyta Edmunda White’a, część rozmawia o korporacjach, S, Adam i ja słuchamy z gospodynią Marii Callas. Przy Un bel di vedremo S trochę się krzywi, co widząc, Mademoiselle Blanche przystępuje do płomiennej obrony Madamy Butterfly.
– Bo prawdziwa dama, jak czeka na statek… – zaczyna ze swojego fotela pod oknem. – Ja ci powiem, bo ja jestem starsza – wtrąca, upiwszy łyk wina.
– W wieku balzakowskim? – dopytuje S.
– Jakim balzakowskim?! On! – Oburzona Blanche wskazuje na Marcina. – On jest w balzakowskim! Ja jestem w średnim! …No więc – podejmuje po chwili – prawdziwa dama, jak tak czeka i czeka, to różne rzeczy mogą jej przyjść do głowy.
– Na przykład co?
– Na przykład przestać czekać…

Marcin


Piątek, Cafe A, między dorzucaniem kolejnych klepek do świątyni umysłu a wykładem z estetyki umyskowej.
Kliknąwszy itd.

       

Marcin


Marcin, Doktorowa i ja jedziemy do Elizki.
– Macie mapę?
– Nie.
– Marcin wychodzi z założenia, że każda droga prowadzi tam, gdzie on chce dojechać.
– Pewnie słusznie. Tylko nie wszystkie drogi są tej samej długości.

Marcin


placebo
[Stwierdzenie Marcina, interpretacja graficzna moja, zdjęcia Księżyca stąd.]

Marcin


Ochrzczono mnie w obrządku rzymskokatolickim dwa tygodnie przed trzecimi urodzinami. Nawet to pamiętam. Miałam na sobie białe ogrodniczki, ksiądz nalał mi za kołnierz zimnej wody ze szklanego dzbanka przypominającego ten, w którym babcia Ka robiła w tamtych czasach herbatę, a potem wytarł moją szyję drapiącą ścierką. Były też inne dzieci, któreś z nich chyba płakało.

Jestem niewierząca. Dzisiaj wystąpiłam z Kościoła.
Pojechałam do P-na z Marcinem i S (świadkami), złożyliśmy podpisy na przygotowanym przeze mnie oświadczeniu, xDarek (tak podpisuje się w mejlach) przystawił pieczątkę. Oświadczenie zostanie wysłane do kurii, a kuria poleci proboszczowi parafii, w której mnie ochrzczono, żeby w księdze chrztów umieścił stosowny wpis.

Apostazja wiąże się z ekskomuniką latae sententiae – obowiązującą na mocy samego prawa i następującą automatycznie po czynie (w przeciwieństwie do ekskomuniki ferendae sententiae, która musi zostać ogłoszona przez odpowiedniego urzędnika kościelnego). Wystąpienie z Kościoła Kościół karze wyrzuceniem z Kościoła.

Marcin


Ze snu Marcina:
[…] Na ostatniej imprezie był nawet J, ale ogolony na łyso. Z tyłu głowy miał drugie oczy, którymi też czarował. Przyszła policja, bo było za głośno. Stwierdziła, że jest jakaś zła energia, więc wezwała radiestetę, który chodził po mieszkaniu z różdżką. Potem wyszedł na korytarz, mówiąc, że problem jest na spływie ciepłej wody z zimną. Znalazłszy go, zaczął bardzo dziwnie się zachowywać. Powtarzał coś jakby „maszyna snów”, potem jednak dotarło do mnie, że było to „sygnał i szum”.

Marcin


Wydaje mi się, że to była młodsza z moich młodszych sióstr*.
Kiedy była mała, mówiła czasami marudnie:
– Chcę czegoś…
– Ale czego? – pytaliśmy pełni najlepszych chęci.
– Nie wiem… – odpowiadała bezradnie. – Czegoś…
– Jeść?
– Nie, nie jeść. Czegoś.
– Pić?
– Nie.
– Bawić się?
– Nie.
– Spać?
– Nie. Chcę czegoś…
– Ale czego?
– Nie wiem…

Była w takich razach bardzo nieszczęśliwa. Odczuwała jakiś brak, ale nie potrafiła go określić, a my nie umieliśmy jej pomóc. Potrzeby, których nie da się nazwać, trudno zaspokoić.

* Marcin twierdzi, że to jednak był brat, ten dziś czternastoletni. Bardzo niewykluczone. Niestety mam kiepską pamięć, a poproszona o pomoc mamrot przyprawiła mnie o konfuzję, twierdząc, że to mogła być nawet panna To.

Marcin


Ostatnio sporo pada i pełno ślimaków wszędzie. Nie ma siły, żeby chociaż jednego dziennie nie rozdeptać. Źle mi z tym, bo bardzo lubię ślimaki.

Miniony piątek – idziemy z Michałem do Marcina. Noc, mokro, Michał z rowerem. Przednią lampkę włączył i oświetla drogę. Wypatrujemy ślimaków, żeby móc je ominąć. Idziemy powoli. Michał wyjaśnia:
– Bo ślimaki są bardzo niezdecydowane. Na przykład co do płci: taki ślimak nie wie, czy jest płci męskiej, czy żeńskiej…
– One są obupłciowe – prostuję. I dodaję, z satysfakcją, bo to jedna z rzeczy, za które lubię ślimaki: – i się nawzajem kochają i nawzajem zapładniają.
– Ślimaki są bardzo niezdecydowane – ciągnie Michał – i jak na ślimaka nadepniesz, to on długo nie może się zdecydować, czy jest jeszcze żywy, czy już martwy…
– No tak. W dodatku są bardzo powolne, to jeszcze wszystko wydłuża…
– I taki ślimak trwa w zawieszeniu.
– Między życiem a śmiercią.
– I to się ciągnie całą wieczność.

Temat śmierci powrócił w sobotę rano. Jeśli istnieje dusza, ale nie jest nieśmiertelna, to ci, którzy w nieśmiertelność duszy wierzą, nigdy nie dowiedzą się o swojej pomyłce. A właściwie czemu nie?
– Może – mówi Marcin – wyświetla się jakiś ekran powitalny?

– O! Jakiś komunikat. „Nie ma życia po śmierci. Kliknij OK, aby kontynuować”.
– A można zrobić „Anuluj”?
– Czasami. Potem się mówi, że to była śmierć kliniczna.

A jak ktoś nie chce, jak ktoś się boi, to nie naciska „OK”. I tak trwa, w zawieszeniu. I widzi tylko ten komunikat. I to właśnie jest piekło.