medycyna


Pamiętam nie po kolei, i niewiele, może to i lepiej – zaczynam pisać wczoraj – może i specjalnie albo nie bez powodu. To, co pamiętam, wiem, że jest zniekształcone, pamięć tak działa. Wspomnienia utrwalają się dzięki odtwarzaniu, ale każde odtworzenie nadpisuje na nich kolejne warstwy, do których przyklejają się nowe elementy – dodaję, ale po namyśle usuwam ostatnią część zdania. I tak już trochę ekskatedra wyszła. Później się pomyśli, czy może nie usunąć całego. – Potem nie znajduje się w internecie widzianego w pierwszej klasie podstawówki zdjęcia z Oświęcimia, ilustracje z Baśni o stalowym jeżu są dużo gorsze niż te, które się pamięta – i umyskam: – z własnych zeszytów dowiaduje się rzeczy, o których nie wie, i czasem nie wie, czy coś jej się tylko nie wydaje, że było. – Czy nie trzeba popsuć bardziej, żeby było jasne, że to nie przypadkiem? E, może nie. – Przeważnie nie ma kogo prosić o pomoc. Świadków nie było albo nie pamiętają, a matka zbyt często kłamie.

A jeśli znowu się obrazi? Trudno, taka jest prawda. (Tamto zresztą na razie ukryłam). Przez chwilę rozważam dopisanie jeszcze czegoś o jej matce, ale dochodzę do wniosku, że to nie na temat. Notuję kilka rzeczy, o których ma być później, zamykam dokument i wyłączam komputer.

– Czy ty dobrze pamiętasz? – pytam Adama. – W sensie wydarzenia?
– Tak z życia?
– No.
– No… tak, jak się pamięta, czyli czasem się coś popierdoli.

medycyna



Potem zadawała mi różne pytania, a ja opowiadałam różne straszne historie.
„O, to też pani ma” – powiedziała, kiedy strzepnęłam te paproszki.

medycyna


I nie chcę nic sugerować, ale zaraz obok są drzwi z napisem PRÓŻNIA.
(Wiem, miało już nie być ponuro, ale jak się bywa w Instytucie, to się trafia na takie, i mimo zakazu fotografowania nie można się oprzeć, a przynajmniej ja nie potrafię).

 
 
 
 
 
 
 
 
 

medycyna


Kurwa śmierć, co tam jest. Beton. Zero zwierząt, zero drzew. Alejki, wzdłuż i wszerz, jak kolumny i wiersze w tabelce. Melex taxi, krematorium, dom pogrzebowy (siedzimy, milczymy, nie było księdza, nie ma mowy). Kamień, lastryko, urna, proch. Syntezator, mdlące kwiaty. Wrzucisz żeton, Bach poleci. Pada deszcz (mylą się zawsze w tym samym momencie, mówi stryj – weszłam pod jego parasol, chociaż mnie nie lubi – widać po cmentarzach krążą jakieś trefne nuty).
Wcale się nie boję. Jak byłam mała, czytałam podręcznik do medycyny sądowej. I zbieram kości nad morzem. Tylko tej bez życia, tej bez bałaganu, tej od betonu, od spisów, od planów i ludzi, co wierzą w higienę i zdrowie. Kiedy mdlejesz z bólu, mówię sobie, nie leż w pustej wannie.

medycyna


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

medycyna


Dziś na ławce w metrze usiadła obok mnie kobieta. Drobna, nerwowa, napięta. Siedzi, siedzi – i nagle wyrzuca z siebie, niezbyt głośno, ale za to dobitnie i z pasją: „Kurwy pierdolone”. Po chwili wstaje i odchodzi.
Jeśli coś takiego przydarzy mi się jeszcze raz, zacznę podejrzewać, że te głosy tak naprawdę pochodzą z mojej głowy.

medycyna


Peron metra, siedzę z książką na ławce. Po chwili ktoś siada na drugim końcu ławki. Zerkam. Chłopak, szczupły, dres z lampasem, duże, głęboko osadzone oczy, bardzo ciemne. Odwracam wzrok.
– Smoki istnieją – mówi on. Mówi dość cicho i spokojnie, ale w jego głosie słychać tłumiony gniew. – Smoki istnieją warany z Komodo. Wszyscy umrzecie.
Uśmiecham się pod nosem, ale nie odrywam wzroku od książki. Fajne, myślę, zaraz sobie zanotuję. Ale potem on, tym samym spokojnym głosem, w którym słychać itd., dodaje:
– …przy samej piździe… Tak ci zapierdolę, że zdechniesz.
(Nie wiem, czy do mnie, czy tak ogólnie, bo wstałam i odeszłam, nie oglądając się za siebie).

medycyna


img_2159

(Albo chorigami 2. Por. chorigami).

medycyna


CAM00072
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

medycyna


kb002

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

medycyna



 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

wewte »