polityka


W pobliskim urzędzie pocztowym do bogatego asortymentu wystawionych na sprzedaż rzeczy do niczego niepotrzebnych i najbrzydszych na świecie doszły jakiś czas temu książki o tematyce, jak można wnosić po tytułach i okładkach, patriotyczno-historycznej. Do przepisów siostry Anastazji i wspomnień śmiertelnie chorych księży dołączyli rozmaici husarze i żołnierze wyklęci. Dziś w okienku numer 1 w oczy szczególnie rzucał się Dotyk Katynia. Czarna sylwetka mężczyzny w czapce z daszkiem, w kark wbija się trzymany przez czarną rękę pistolet, czerwone tło, duże beżowe litery. No dobra, 356, oczekujących 12.
Do okienka podchodzi jakiś mężczyzna.
– Dzień dobry, ja po pfesyłkę.
Pani z poczty idzie na zaplecze.
– I co, i co? – pyta niecierpliwie dziewczynka w wieku na oko późnoprzedszkolnym. – Mas jus psesyłke?
– Ale ty nie fepleń, ja cię bardzo profę – strofuje ją mężczyzna. – Mówi się „pfesyłkę”, a nie „psesyłke”.
– Pfesyłkę. A co on mu robi? – Dziewczynka dotyka palcem okładki Dotyku Katynia. – Scela go?
– Tak, fcela go.
– A cemu?
– Bo tak.

polityka


„Nie nazywam się Freda, mam inne imię, którego nikt teraz nie używa, ponieważ jest zakazane. Mówię sobie, że to nie ma znaczenia, że imię jest jak numer telefonu, przydatne tylko dla innych, ale to nieprawda, imię jest ważne”*.

O co chodzi z tymi imionami, można zrozumieć dość szybko. Kiedy zrozumiałam, na chwilę podniosłam wzrok znad kindla. Ja pierdolę – pomyślałam, patrząc przez okno pociągu, bo jechaliśmy akurat do rodziców Adama – jakie to upokarzające. Zabierają ci imię i w zamian nie dają nawet numeru. Dostajesz nazwę, która znaczy tyle co „własność Freda”.
A zaraz potem pomyślałam, że przecież.

*

Asia, żona mojego brata, ma podwójne nazwisko. Swoje, dywiz, męża. Często się zdarza, że ludzie nazywają ją tylko tym drugim. Może dlatego, że to pierwsze jest dość trudne, a to drugie dość rozpoznawalne. A może dlatego, że przeważnie drugi człon podwójnego nazwiska to nazwisko po mężu (może, bo nie wiem, czy tak jest).
Raz takiego skrótu dokonała pani na poczcie, wypełniając jakiś formularz. Kiedy Asia zwróciła jej uwagę, usłyszała dobroduszne: „Pff, proszę pani, komu by się chciało tyle pisać. Niech się pani przyzwyczai”.

*

Kiedy wzięliśmy ślub, zostaliśmy każde przy swoim nazwisku. (Zdecydowaliśmy też, że nasze dzieci będą miały nazwisko podwójne: moje, dywiz, Adama, I―cz-Plu. Dzieci nie planujemy, ale koty wyglądają na zadowolone). Po ślubie nie zmienialiśmy dokumentów, adresów mejlowych, nazw kont na fejsie, a krewnych i znajomych na wszelki wypadek poinformowaliśmy, że nie zmieniliśmy nazwisk.

A jednak, choć minęło już parę lat i można by pomyśleć, że wszyscy się przyzwyczaili, od czasu do czasu tej lub owemu zdarzy się nazwać nas zbiorczo nazwiskiem Adama. Plu―owie to, Plu―owie tamto, koty Plu―ów.
Kiedy się ich poprawi, niektórzy reflektują się i przestają. Ale inni reagują chichotem albo machnięciem ręki. Albo mówią „Ale bo Plu to takie ładne nazwisko, takie pluszowe, mogę?” (Aniu, nie, jednak nie) albo „No wiem, ja tylko tak skrótowo”. Są też tacy, co nazywają nas Plu―ami nawet wtedy, kiedy już zwróciło się im uwagę. I w większości są to osoby naprawdę fajne i miłe. Ludzie, których lubimy, cenimy, uważamy za otwartych i tak dalej.
A jednak nie szanują mojej decyzji w nie tak błahej przecież sprawie.

*

Cieszę się, że Adam jest moim mężem. Jego nazwisko bardzo mi się podoba, zresztą zwykle właśnie po nazwisku do niego mówię.
Ale ja nie nazywam się Plu.



_

* W oryginale: My name isn’t Offred, I have another name, which nobody uses now because it’s forbidden. I tell myself it doesn’t matter, your name is like your telephone number, useful only to others; but what I tell myself is wrong, it does matter.

W znajdującym się na końcu książki komentarzu można przeczytać: „Nasza autorka musiała być jedną z wielu ofiar [tego reżimu] i należy ją widzieć w szerokim kontekście historycznym. Cóż więcej o niej wiemy, poza znajomością jej wieku, pewnej charakterystyki fizycznej, która zresztą mogłaby się odnosić do każdego, i miejsca zamieszkania? Niewiele. […] Nie uważała za stosowne podać nam swego prawdziwego imienia, ale rzeczywiście wszelkie oficjalne dokumenty musiałyby i tak zostać zniszczone z chwilą jej znalezienia się w Centrum Reedukacyjnym Racheli i Lei. Takie imiona, jak „Freda”, „Glena” czy „Warrena” nie wyjaśniają niczego – stanowią jedynie drugi przypadek imienia mężczyzny, do którego dziewczyna w danym momencie należała. Podręczne przybierały te imiona w chwili znalezienia się w domu swego Komendanta i porzucały z chwilą opuszczenia tego domu”.
(Margaret Atwood, Opowieść podręcznej, oba fragmenty w przekładzie Zofii Uhrynowskiej-Hanasz)

polityka


Za PRL-u moi rodzice roznosili ulotki i chodzili na demonstracje. Po 89. chcieli się włączyć w tworzenie wolnej Polski, tak nam powiedzieli. Ojciec poszedł do MSZ-etu, a mama została radną w P-nie, gdzie mieszkaliśmy. Pamiętam, że jak piaseczyńscy radni zmieniali nazwy ulic, to zaproponowała, żeby ulicę 22 Lipca przemianować na Wedla.
Nie przeszło, zmieniono na Jana Pawła II (chociaż ja zapamiętałam, że na 11 Listopada).

polityka


Śniło mi się dzisiaj, że byliśmy w jakiejś knajpie. O siódmej wieczorem barmanka zaczęła uciszać gości. Dobranocka, dobranocka! Włączyła telewizor, a w telewizorze po reklamach wyświetliła się plansza: NA DOBRANOCKĘ ZAPRASZAJĄ TVP I KONKORDAT.

polityka


Tym razem głównie to, co na zewnątrz.

IMG_9155

IMG_9185

polityka


W latach osiemdziesiątych starsza z moich młodszych sióstr i ja byłyśmy małe i jeszcze tylko dwie. Układało nam się rozmaicie, przeważnie nie najlepiej (przeważnie z mojej winy), ale słodycze dzieliłyśmy po równo. Czy dostałyśmy od Dorosłych kukułki, czy krówki, czy wyblakłe groszki – zawsze mozolnie rozkładałyśmy je na dwie równe kupki.
Któregoś razu zobaczyli to rodzice i chyba im się nie spodobało.
– Po równo? To komunizm.

Zmartwiłyśmy się. Wiedziałyśmy, że komunizm jest zły. Rodzice z nim walczyli. Mieli kalendarz z Wałęsą, chodzili na demonstracje, roznosili jakieś ulotki i nawet kiedyś coś drukowali na strychu, a ja, wtedy mniej więcej czteroletnia, snułam się po domu i mruczałam złowieszczo „Panowie przyjdą”, ale nie przyszli, a potem maszyna się zepsuła.
Z nielegalnych książeczek dla dzieci wyłaniał się ponury obraz. Pryszczaci zomowcy bijący ludzi pasami (autorzy innej książeczki dodawali wprawdzie, że nawet pod twardą zbroją ZOMO puka jakieś serduszko, ale wywoływało to we mnie zbyt poważny moralny niepokój, żebym chciała się nad tym dłużej zastanawiać), smok komuna (w końcówce ostatniej z książeczek zredukowany do niedużego węża w słoiku z datą 1989) i walcząca z nim solidarność, smutasy i ponuraki, zły król Wojcieszko, uszaty kłamczuch w telewizorze, zero zabawy, zero cukierków. No i najprawdopodobniej właśnie przez komunizm świat w czołówce Dziennika Telewizyjnego był smutny i za kratami.

Dlatego kiedy dostałyśmy następny przydział kukułek, krówek czy wyblakłych groszków, wysypałyśmy go na stół, krzyknęłyśmy: „Precz z komunizmem, teraz solidarność! Każdy je, ile chce!”, i rzuciłyśmy się zagarniać każda jak najwięcej dla siebie.
Spodziewałyśmy się pochwały i uznania (nawet się rymowało!), ale rodzice chyba się obrazili. Powiedzieli, że solidarność to co innego, ale kiedy zapytałyśmy co, nie chcieli wytłumaczyć.
No a nam, starszej z moich młodszych sióstr i mnie, cała ta solidarność zwyczajnie się nie spodobała. Za dużo nerwów. I wydawała się po prostu niesprawiedliwa. Wróciłyśmy do komunizmu, ale na wszelki wypadek w tajemnicy.

zomowcy

Il. Piotr Marianowicz, w: Paweł Pożarski, Bajka o Królewnie Śnieżce i 10 mln krasnoludków, Oficyna Wydawnicza RYTM, 1985.

polityka


Znalezione w notatkach. Fragmenty monologu nieznajomej pasażerki tramwaju.

To wasza Polska nie zginęła,
moja już dawno umarła.
Arbeit macht frei
i tak do usranej śmierci.

Rozkłada nogi jedna z drugą,
ze smakiem; prostytutki!

I tam jest wasze serce,
w dupie u Murzyna.
I tam masz serce,
w dupie i w piździe.
Bo to właśnie jest pizza…
…w żopie!

polityka


IMG_6217

IMG_6226a

IMG_6280

Więcej tu.

polityka


01

02

03

04popr

05

Ty też możesz mieć historię i przodków! Do pobrania tutaj.

polityka


papa-is-dying-show

Za uchwałą „w sprawie uczczenia papieża błogosławionego Jana Pawła II” opowiedziało się 380 posłów. Posłowie przyjęli wyniki głosowania oklaskami na stojąco. […] Przeciw było 34 posłów, od głosu wstrzymało się dwóch. Wcześniej parlamentarzyści zdecydowali, że głosowania nie poprzedzi debata.
[…] Projekt specjalnej uchwały z okazji kanonizacji Jana Pawła II zaproponowało PSL. Wyrażono w niej m.in. nadzieję, że kanonizacja „będzie dla wszystkich Polaków okazją do radosnego i solidarnego świętowania, a także zachętą do głębszego poznania jego intelektualnej i duchowej spuścizny oraz do podejmowania i kontynuowania jego dzieła”. „Sejm RP apeluje do wszystkich członków narodowej wspólnoty o godne uczczenie tego wydarzenia” – podkreślono w projekcie. [źródło]
Spadaj, sejmie.

Reszta ikonostasu ze złotkiem tu.

polityka


IMG_2711

IMG_2736

IMG_2777

IMG_2848

Więcej zdjęć tutaj.

wewte »