Radeczek


Radeczek: Obejrzałem godzinny film pt. Ostatnie 24 h z życia skazańca. Znane są wśród potępionych przypadki prób samobójczych. Jeden przez rok zbierał barbiturany i połknął trzydzieści tabletek pół dnia przed egzekucją. Straż więzienna zapakowała go do helikoptera, polecieli do szpitala, tam zrobili mu płukanie żołądka i takiego odklejonego, ze śliną cieknącą z ust, zawieźli z powrotem do więzienia, by – naturalnie – o ustalonej przez gubernatora porze posadzić go na krześle elektrycznym.

Radeczek


I dla Radeczka.
(Trochę się boję, że od znawców dostanę po łapach za Ł, ale najważniejsze, że całokształt się Radeczkowi podoba).

dla-radeczka

Radeczek


IMG_4607

IMG_4636

IMG_4684

IMG_4873

Kliknąwszy, itd. Więcej zdjęć tutaj.

Radeczek


Zaczęło się od czegoś zupełnie innego, Radeczek napisał mi o Gabrielu Zabłudowskim, to jest dla M-lle kandydat na ikonę. Ale Dzieciątko Gawriła zupełnie mi do mojego ikonostasu nie pasowało.
Kliknąwszy itd.
A o Żydzie z pieniążkiem ciekawy artykuł można tutaj.

Radeczek


Po paradzie, u Mademoiselle Blanche. Część zgromadzenia czyta Edmunda White’a, część rozmawia o korporacjach, S, Adam i ja słuchamy z gospodynią Marii Callas. Przy Un bel di vedremo S trochę się krzywi, co widząc, Mademoiselle Blanche przystępuje do płomiennej obrony Madamy Butterfly.
– Bo prawdziwa dama, jak czeka na statek… – zaczyna ze swojego fotela pod oknem. – Ja ci powiem, bo ja jestem starsza – wtrąca, upiwszy łyk wina.
– W wieku balzakowskim? – dopytuje S.
– Jakim balzakowskim?! On! – Oburzona Blanche wskazuje na Marcina. – On jest w balzakowskim! Ja jestem w średnim! …No więc – podejmuje po chwili – prawdziwa dama, jak tak czeka i czeka, to różne rzeczy mogą jej przyjść do głowy.
– Na przykład co?
– Na przykład przestać czekać…

Radeczek


dla Adama, z podziękowaniami za notatki

Najpierw był śmieszny steward. Kiedy Adam zapytał, z czym są kanapki, powiedział, że one is with cheese, and the other with, er – uśmiechnął się rozbrajająco – something… chicken, I think. Miał fajną kamizelkę, w paseczki. Spojrzeliśmy po sobie ucieszeni. Słodki jest, nie?

W Amsterdamie wylądowaliśmy trochę przed trzecią. Do odprawy paszportowej były dwie kolejki, nasza przesuwała się bardzo powoli, więc Kasia, Grażyna i Blanka zniecierpliwione poszły do tej drugiej. Adam i ja zostaliśmy, bo spodobali nam się celnicy. Jeden był rudy, drugi blady, trzeci miał odstające uszy; starali się zachowywać urzędową powagę, ale co chwila przebijało się spod niej nieco surrealistyczne rozbawienie; momentami wyglądali, jakby za chwilę wszyscy trzej mieli parsknąć śmiechem. Ten z uszami oglądał każdy paszport tak uważnie, jakby badał pod mikroskopem jakiegoś rzadkiego i niezwykle dziwnego owada, ten rudy co chwila wychylał się z celniczej budki i mówił do ubranej na różowo dziewczynki bawiącej się szklanymi drzwiami: Hi, candy girl! Don’t you think you’re too candy?
Odprawiłam się w końcu w drugiej budce, bo cała kolejka przeszła. Przede mną – powiedział Adam, kiedy spotkaliśmy się po drugiej stronie – była kobieta po pięćdziesiątce. Celnik zapytał ją: What’s the purpose of your visit? Business. What kind of business? Librarian – powiedział Adam pełną godności twardą angielszczyzną – I’m a librarian, powiedziała. A on na to: Librarian, you say. Like in Michael Jackson’s song? You know the song? Librarian girl. I zaczął śpiewać. I love you, librarian girl, all the time… A za nim ten drugi i trzeci.

Wieczorem odebrałam wiadomość od Mademoiselle Blanche:
Mademoiselle się w Londynie czyma, czegobądź, tęczy czy poręczy. Jakby Mademoiselle miała czas, siły i wolę, to ja bym chciała książkę z obrazkami, Bloomsbury Portraits, obojętnie jaką, jedna była wydana w 1994, druga w 2001 r., może też jest jakaś nowsza, obojętnie, najbardziej chodzi oczywiście o twórczość Duncana Granta, jego monografii żadnej onlajn nie znalazłam, toteż. Jest taki antykwariat przy Russel Sq., to jest nomenomen nieopodal Bloomsbury, tam jest dużo ciekawych i niemodnych książek.

Do Bloomsbury pojechaliśmy ostatniego dnia. Ze stacji wyszliśmy po kręconych schodach. W połowie drogi usłyszeliśmy z głośnika, że lepiej byłoby jechać windą, bo schody mają 175 stopni, co odpowiada iluśtam piętrom. Czekaj – zapytała Blanka na Russell Square, kiedy już złapała oddech – ale w tej piosence Michaela Jacksona jest Liberian, nie librarian, prawda?
Odwiedziliśmy trzy bardzo przyjemne antykwariaty, ale w żadnym nie było książki dla Mademoiselle Blanche, więc pojechaliśmy do sklepu z zabawkami, gdzie kupiliśmy skunksa, sowę i lukrecji za cztery funty. Kiedy wysiedliśmy na Earls Court, Adam złapał mnie za rękę. Guzik – powiedział. Poczekajmy. Blanka – krzyknęłam – poczekaj. Ludzie przeszli, metro pojechało, guzik leżał na krawędzi peronu.

Radeczek


Na manifę poszłam w końcu przebrana za siebie, tyle że bez torby, z kluczem na szyi i pieniędzmi w kieszeni. Po sobotnich baletach z Momo i Radeczkiem przyjemnie odklejona od rzeczywistości, pogodna, choć niezbyt przytomna i wciąż się przejęzyczająca (na wstępie obiecałam S, że kiedyś narysuję jego autoportret). Zapomniałam chusteczek, S dał mi jedną.

Po manifie wpadłam do S na kawę. W kuchni mówiliśmy o Lacanie i siorbaniu, w pokoju o Charpentierze, Orfeuszu, Russellu, topologii i paradoksach eleatów. Chusteczkę, z której w międzyczasie zrobił się niezły bałwanek, położyłam na stole koło swojego kubka, żeby mieć pod ręką, ale S od razu wyrzucił ją do kosza.

Zbierając się do wyjścia, rzuciłam coś o cipustce. Że coś masz, coś robisz, a potem zostaje ci pustka. S – kolekcjoner słów śmieci, jak ja – natychmiast podchwycił.
– Cipustka… To jak pustka po kochanku, brak kochanka, nie?
Zatrzymałam się w drodze do przedpokoju i spojrzałam na S z namysłem.
– Hm. Czy ja wiem…

A potem poszło. Tak czasem bywa, że człowiek na kacu jest bardziej niż zwykle wymowny; zdania wychodzą okrąglejsze, gładziej utoczone, wywody bardziej eleganckie, puenty mocniejsze, a pytania takie retoryczne, że można by tłumy porywać. Więc poszło. Stałam w przedpokoju, wiązałam buty, kurtkę zakładałam – i głosiłam, przemawiałam i zaprawdę zapytywałam.
Że czy słusznie dajemy sobie do głów ładować, że pustka, że samotność, już nie tylko w miłosnym kontekście, ale w ogóle, że otóż iż że samotność i pustka są złe? Że czy nie za łatwo wierzymy w tę miłość, co nam się ją zewsząd podaje, jako niezbędną do spełnienia-człowieczeństwa-szczęścia? Że ta miłość to dopiero od niedawna tak wygląda, jak nam ją wpychają, i w ogóle cała niedawno jest wymyślona, że co to jest w ogóle za reklama, dogmat i paradygmat, tfu? Że może nam się wmawia potrzeby, bez których byłoby nam lepiej, bo których na przykład może wcale zaspokoić się nie da?
No, tak, co prawda, przerwałam sobie, sięgając po szalik, tak, mógłby ktoś powiedzieć, że epikureizm, że nawet stoicyzm, to filozofia rezygnacji. Ale! Zakończyłam dobitnie, zapinając swoją kusą kurteczkę, będącą w gruncie rzeczy górną częścią kombinezonu narciarskiego.

– Ale masz kibić – powiedział S.
– Prawda? – ucieszyłam się. – To idę. Dasz mi chusteczkę? Bo tę, co miałam przez całą manifę, wyrzuciłeś do kocha.

Radeczek


Darkroom.
Stąd jesteś?
Nie, czemu pytasz?
U znajomych się zatrzymałeś?
W hotelu, dwie ulice dalej.
To co?
Co?
Bo ja mam autobus o czwartej.

[opowiedziane przez Radeczka]

Radeczek


Przeczytawszy, co napisałam o jego księgozbiorze, Radeczek przysłał mi mejlem spis zakładek w swoich książkach. Za pozwoleniem cytuję, w całości.

Leszek Kołakowski, Mini wykłady o maxi sprawach – rachunek na 40 euro za karnet na solarium w Forli pod Bolonią;
Tomasz Żyro, Ideologia Americana – rachunek z Carrefoura, wśród nabytych produktów kajzerka z makiem, maszynki jednorazowe Gilette, lizaki Chupa Chups;
Arvid Adiga, Biały Tygrys, powieść o gniewie autochtonów przeciw neokolonizacji i postkolonizacji w epoce globalizacji – eteryczna ręcznie robiona zakładka przedstawiająca żurawia, nabyta w Cesarskim Pałacu w Kioto; żuraw – w japońskiej kulturze symbol życia i szczęścia;
Michel Foucault, Wybór pism – folder reklamujący przegląd kina LGBT w Muranowie;
Pismo Święte (autor???) – na kartce dedykacja od sędziwej pani, Świadka Jehowy: „Pamiętaj o swoim Stwórcy w kwiecie wieku swego, zanim nadejdą złe dni i zbliżą się lata, o których powiesz: nie podobają mi się (Księga Kaznodziei Salomona, rdz 12, w 1)”;
Pierre Bourdieu, Męska dominacja – zakładka z Empiku z reklamą „Naprawdę mocny klej Glue Stick”;
Jose Ortega y Gasset, Dehumanizacja sztuki i inne eseje – nota ponaglająca z Citibanku w sprawie niedopuszczalnego debetu;
John Rawles, Liberalna teoria sprawiedliwości – wyrwana z „International Herald Tribune” notatka o zamachach w Madrycie, marzec 2004;
monografia o amerykańskim Sądzie Najwyższym, rozdział Sexual Liberties zaznaczony kartką z inicjałami J.S. i nieznanym mi numerem telefonu, area code wskazuje na Kolorado;
Claude Levi-Strauss, Smutek tropików – mój ulubiony rozdział pt. Szklaneczka rumu zaznaczony rachunkiem za piwo z tawerny w centrum Manili;
Heinrich Böll, Utracona cześć Katarzyny Blum – paragon za wymianę dolarów na lokalną walutę w Teheranie;
Alexis de Tocqueville, O demokracji w Ameryce – 27 kolorowych zakładek;
Richard Rorty, Obiektywność, relatywizm, prawda – rozdział Pierwszeństwo demokracji wobec filozofii zaznaczony kartką z biurowego kalendarza z datą 23 marca 2001;
Ryszard Kapuściński, Heban, jeden z rozdziałów o jakimś jądrze ciemności albo innymi słowy czarnej dupie – urodzinowa dedykacja od koleżanki Magdy B. Życzę pogodnego wędrowania!”;
Ryszard Kapuściński, Imperium, rozdział o Armenii i zagładzie Ormian – fragment karteczki z autorskimi notatkami do wywiadu z kimś (???) z jednym tylko pytaniem Jak mocno rozczarował się Pan Kaczyńskim?”;
Grzegorz Musiał, Dziennik z Iowa – bilet na pociąg 2. klasy relacji Gdynia–Warszawa;
Magda Grochowska, Giedroyc. Do polski ze snu – bilet kolejowy 2. klasy na skład relacji Warszawa–Berlin;
Annie Prolux, Close Range. Wyoming Stories – rachunek z księgarni Barnes&Noble w Salt Lake City (tu dla ułatwienia dodam, że stan Utah, którego stolicą jest wspomniane miasto, zakazał emitowania filmu pt. Tajemnica Brokeback Mountain ze względu na jego obsceniczne treści);
Jarosław Iwaszkiewicz, Muzyka wieczorem – rachunek na 15 tys. rubli za rękawiczki w butiku Etro w moskiewskim GUM-ie;
Gitta Sereny, W stronę ciemności. Rozmowy z katem z Treblinki – moja własna wizytówka z poprzedniej firmy;
Andre Gide, Immoralista i inne utwory – kawałek szarego papieru toaletowego.

Radeczek


Jakiś czas temu rozmawialiśmy z Radeczkiem o edukacji w Polsce. Nie ograniczyliśmy się do utyskiwań, mieliśmy też konstruktywne pomysły. Z sugerowanych przez Radeczka lektur obowiązkowych pamiętam tylko Lubiewo i amerykańskie pamiętniki Białoszewskiego, ale już test dla dziewięciolatka zanotowałam co do słowa:

Czego chciał od chłopca w opowiadaniu Ikar wujek Jarek?
a) Żeby uważał na jezdni.
b) Żeby nie szedł do powstania, a wtedy wujek się nim zaopiekuje.
c)  Żeby mu pokazał siusiaka, ale intrygę pogmatwali ci pierdoleni gestapowcy.

Do kompletu zaproponowałam pytanie:

Co jest najbardziej pociągające w parobku?
a) Łydka.
b) Gęba.
c) Pupa.