ślimak


[Dawno nie było.
Najlepsze frazy wyszukiwarek z ostatnich 30 dni w formie wiersza, proszę. Jeden wers odpowiada jednej frazie. Frazy przytaczam w oryginalnym brzmieniu, poprawiam tylko ortografię.]

dziewczyny z karpiem
kiedy szedłem szukać szynki

umysł jako podmiot poznający
pokój starszej pani
księżyc to placebo
smutno jest być solipsystą
całuj mnie jesienią

amatorka
szczupła miesięcy kochasz a
zimna bez serca

wiersze o cipce
ślimak do nasion
zamknięta pistacja

definicje logika
milosc szkic
wenflon krew
ruchaj mnie
medycyna śmierć
powiesiła się

skup złomu
koniec świata
maszyna snów
zęby szczura
dwa księżyce na niebie

klatka schodowa
stopnie do piekła
milosc szkic
medycyna śmierć

pistacje
jak się otwierają pistacje

zęby szczura
powiesiła się

ślimak


Zuza po raz pierwszy zauważyła to pewnego letniego wieczora, kiedy siedziała przy łóżeczku swojego niespełna czteroletniego wówczas synka i czytała mu na dobranoc.

Nie wie tata ani mama,
że jest w domu czarna jama…
Czarna, czarna, czarna dziura
bardzo straszna i ponura.

Po słowie „straszna” Pawełek gwałtownie usiadł na łóżku i utkwił przerażony wzrok w zalegającej wokół pudła z zabawkami ciemności. Zanim głośno krzyknął i ukrył twarz w dłoniach, Zuza z rozpędu przeczytała jeszcze:

Tam jest chyba mokro, ślisko,
jakby przeszło ślimaczysko…

Że może chodzić o coś więcej niż nadmierna lękliwość i zbyt żywa wyobraźnia, Zuza zorientowała się, kiedy po wielokrotnym czytaniu Baśni o stalowym jeżu jej syn zaczął zdradzać objawy lekkiego zatrucia rtęcią.
Od tej pory lektury dobierała z najwyższą ostrożnością. Było trudno. Po zupełnie na pierwszy rzut oka niegroźnych Przygodach Pędrka Wyrzutka Pawełek zaczął mieć kłopoty z koncentracją. Całymi dniami wsłuchiwał się w ciszę, najprawdopodobniej nie chcąc przegapić następnej nuty z utworu Pani Metaferejn. Z Alicją w Krainie Czarów Zuza nie próbowała – bała się, że Pawełek już na samym początku utonie w kałuży łez. Nad Złotą różdżką nie było nawet co się zastanawiać. Najbezpieczniejsze okazały się książki najbardziej absurdalne, zapewne dlatego, że opisane w nich rzeczy naprawdę trudno sobie wyobrazić:

Jaki taki dla niepoznaki
Kiedy mnie grzecznie pyta ktoś –
Takie, siakie czy owakie
Jestem po prostu: Takie Coś!

Pawełek zmarł nagle, wkrótce po tym, jak nauczył się czytać. Zuza znalazła go przy kuchennym stole, zesztywniałego, zimnego jak kamień, z martwym spojrzeniem wciąż jeszcze utkwionym w książce.

Największe uznanie zyskała sobie hipoteza o nieforemnym i źle poczętym jaju, które zniósł kogut, a wysiedział wąż lub ropucha. W XVII wieku sir Thomas Browne uznał tę hipotezę za równie niewiarygodną jak samego bazyliszka. W owych latach Quevedo napisał romancę Bazyliszek, w której czytamy:

Jeśli żyw nadal ten, co cię ujrzał,
Cała twoja historia jest kłamstwem,
Jeśli przeto nie umarł – nie zna ciebie,
A jeśli umarł – nic nie wyzna.

 
***

Cytowane lub przywoływane, po kolei:

Joanna Papuzińska, Czarna jama.

Jan Brzechwa, Baśń o stalowym jeżu. Rtęć pojawia się w jednym z moich ulubionych fragmentów:
Jeża złudy nie skusiły. Wytężając wszystkie siły, ciągle w prawo szedł po drodze, pamiętając o przestrodze. I po stronie właśnie prawej ujrzał Jeż rtęciowe stawy. Falowała rtęć srebrzyście i srebrzyła się faliście, i jaśniała uroczyście, blask rzucając na wybrzeża, na dal mroczną i na Jeża.
Jeż przed siebie śmiało dążył, w żywym srebrze się pogrążył i przez rtęci śliskie fale płynął silnie i wytrwale. Stoczył przy tym bój zajadły, bowiem zewsząd go opadły wygłodniałe, złe trytony, ale on, niezwyciężony, mieczem rąbał i wywijał, aż je wszystkie pozabijał. Gdy Jeż stawy wreszcie przebrnął, połyskiwał zbroją srebrną.

Stefan Themerson, Przygody Pędrka Wyrzutka. Pani Metaferejn, harfistka olbrzymka, komponowała swoją muzykę z wielkim namysłem i bardzo pieczołowicie wybierała każdą nutę. Utwór, o którym mowa, miał się składać z trzystu sześćdziesięciu pięciu tonów, a jego wykonanie trwać miało dokładnie rok – Pani Metaferejn, pod warunkiem że byłaby porządnie najedzona, grałaby jeden dźwięk dziennie.

[Alicja jaka jest, każdy wie.]

Heinrich Hoffmann, Złota różdżka, ilustrował Bohdan Nowakowski, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1987.

Edward Lear, Takie Coś, w: Dong co ma świecący nos i inne wierszyki Pana Leara, przeł. Andrzej Nowicki, Nasza Księgarnia, Warszawa 1973.

Jorge Luis Borges przy współpracy Margarity Guerrero, Księga istot zmyślonych, przeł. Zofia Chądzyńska, Prószyński i S-ka, Warszawa 2000.

ślimak


Byliśmy wczoraj w starym domu w P-nie, Marcin, Doktorowa i ja.

W swojej chorobliwej żywotności ogród wygląda jak nieprzyzwoita kpina z przemijania. Monstrualne rośliny eksponują miękkie tkanki, ślimaki powlekają wszystko gęstym śluzem, który gdzieniegdzie krzepnie w fantazyjne gluty, dwumetrowe pokrzywy szczerzą zęby w słońcu.

Na klamce pajęczyny. Drzwi otwierają się ciężko, musiały nasiąknąć wilgocią. W kuchni opróżniona do połowy butelka czerwonego wina, zakorkowana, obwiązana wokół szyjki chusteczką higieniczną. Pewnie mama zostawiła. W dużym pokoju całkiem pusto, wydaje się mniejszy. Zamknięte okiennice, przeszklone drzwi zasłonięte ciemnozieloną płachtą. W szafie w sypialni rodziców wiszą stare marynarki ojca. Doktorowa bierze jedną, przymierza, wyciąga z kieszeni dwa złote i pięćdziesiąt groszy, śmieje się.
– Proszę – podaje mi.
– Nie chcę. To pieniądze mojego ojca. Odłóż na miejsce – mówię. – On nie lubi, jak się rusza jego rzeczy – dodaję wyjaśniająco, bo jakoś to szorstko zabrzmiało.

W zlewie leżą stare garnki. Odkręcam kran. Woda nie leci, słychać tylko dźwięk podobny do ciężkiego chrapliwego oddechu. Wchodzę na górę, głaszczę dom po ścianie. Pokój, w którym ostatnio mieszkałam, jest zamknięty na klucz. Dzwonię do mamy. Zasięg bardzo słaby, trudno rozmawiać, przerywa. Kiedyś tak nie było.
– Mogę wziąć termometr z waszej sypialni?
– Bierz, bierz. Jeśli chcesz coś jeszcze, to też. W szafie są jakieś garnki, może potrzebujesz?

Dom sprawia wrażenie wielkiego starego zwierzęcia, które śpi. Nie zasmuca. Niepokoją tylko zostawione w nim rzeczy. Dlaczego ojciec nie zabrał swojego katalogu z wypisanymi na maszynie fiszkami? Ślady niedawnej obecności mamy sprawiają wrażenie, jakby mieszkańcy wyprowadzili się w pośpiechu, jakby przed czymś uciekali. Przyłapuję się na tym, że zadaję sobie pytanie, co się stało z tymi ludźmi.

ślimak


Słowa kluczowe, po których internauci trafiają na jesień fetyszysty, ogromnie mnie inspirują. Poetkę w sobie odnajduję, wprost i wręcz, i poniżej. I poniżej, w ramach przeprosin za długą nieobecność, pomieszczam dwa krótkie wiersze utworzone w całości z fraz wyszukiwarek.
Frazy przytaczam bez skrótów i zmian, poprawiam tylko pisownię tam, gdzie to niezbędne. Zasadniczo jeden wers odpowiada jednej frazie, jeżeli jest inaczej, oddzielam przecinkiem. Wyjątek stanowi zdanie „pacjent nic nie widzi i lekarz nic nie widzi”, które rozbiłam na dwa wersy. Tytuły Raport ze szpitala i Poranek poety pochodzą ode mnie.
A do zagospodarowania mam jeszcze takie skarby, jak „co zrobić z wodą święconą o nieprzyjemnym zapachu”, „kiedy panna ma wysłać lotto” czy „zabawy z pokrzywami”…
 

słowa kluczowe 2 – Raport ze szpitala

5 lekcji anatomii
karta gorączkowa stolec
lekarki w gumowych rękawiczkach
wenflon zakładanie

karuzela plac zabaw
chłopiec na karuzeli
gładzi się po nodze
cos chrobocze w ścianie

pacjent nic nie widzi
i lekarz nic nie widzi
karuzela od góry
za stygnącymi latarniami

chłopiec na karuzeli
gładzi się po nodze
cos chrobocze w ścianie
 

słowa kluczowe 3 – Poranek poety

leniwe oko, lustro patrz
oko zaklejone podbite
stonki sen, ślimak śmierć
śniły mi się dwa księżyce
koniec świata jpg
muza trudne życie
 

ślimak


S, à propos owada podobnego do ślimaka na klatce schodowej (zob. słowa kluczowe 2), przysłał mi mejlem wybór słów kluczowych, po których trafiano na jego blog:

[jednostki subtelne i wrażliwe, łatwo się gorszące lub posiadające jakieś uczucia, które można obrazić, proszone są o zaniechanie dalszej lektury]

tampon w pochwie, scenka o narkotykach, siergiej znajomy dody, robak kasztanowy, obciągnij wujkowi, tunel fetysz kutas, księżniczka tacjanna, ruchaj mnie, ceca nago, scenka rodzajowa ekologiczna, wycieczki na beatyfikacje jp2, fisting sióstr, wiersz wzwód, jamniczek może być smutny żałosny, fetysz glam, jaki puls jest niebezpieczny.

Co – po małej selekcji, kilku naciągnięciach i dołączeniu klatki schodowej – składa się jak następuje:
 

słowa kluczowe

wiersz jak wzwód
fisting sióstr
robak kasztanowy
księżniczko tacjanno,
obciągnij wujkowi

tampon tam
fetysz glam
scenka rodzajowa
puls jest niebezpieczny
na klatkach schodowych

nagi cyc
więcej nic
kutas tunelowy
księżniczko tacjanno,
obciągnij wujkowi

księżniczko tacjanno,
obciągnij wujkowi
jamniczek jest smutny
na klatce schodowej

ślimak


Ostatnio ktoś trafił na jesień fetyszysty wpisawszy w wyszukiwarce, uwaga: owad podobny do ślimaka na klatce schodowej.

ślimak


Jeden z moich ulubionych nauczycieli, profesor Ch., u którego na drugim roku zdawałam egzamin z epistemologii, zwykł tonąć w oceanie piętrowych dygresji. Może zresztą, tak sobie teraz myślę, on sam wcale nie tonął, ale słuchacze, nawet ci naprawdę uważni, gubili się dość szybko.
Od czasu do czasu, zapewne dla uporządkowania wywodu, profesor mówił: „Teraz jestem w tym punkcie wykładu, kiedy już powiedziałem o …, a zaraz przejdę do …”. Któregoś razu uświadomiłam sobie z lekkim przestrachem, że właściwie jeżeli chciałby wyrazić się precyzyjnie, a tak się przeważnie wyrażał, powinien raczej powiedzieć: „Teraz jestem w tym punkcie wykładu, w którym mówię, w którym punkcie wykładu jestem”. To jednak, ku mojej uldze, ale i pewnemu rozczarowaniu, nigdy nie nastąpiło.

ślimak


Jeżdżę do pracy pociągiem. Stacja, na której wysiadam, jest nieduża. Peron z jednej, peron z drugiej, ławeczki, tablica, tyle. Później jakieś dziesięć minut na piechotę. Chodzę na skróty. W dół z nasypu i rozjeżdżoną gruntową drogą, która po deszczu zamienia się w gliniaste bajoro. Kiedyś były w tej okolicy domy z ogródkami. Teraz są chaszcze. W gęstwinie można dojrzeć zdziczałe drzewa owocowe, poprzerastane chwastami krzaki porzeczek, resztki ogrodzeń, śmieci, kupki gruzu. Za chaszczami jest plac budowy, kilka całkiem nowych domów, potem już normalnie. Sklep, asfalt, chodnik.
Ostatnio często pada i na drogę wyłażą ślimaki bez skorupek. Mnóstwo. Pełzają albo leżą martwe. Martwe wyglądają, jakby rozpuściły się z nadmiaru wilgoci. Do śliskiej plamy zlatują muchy o tęczowo lśniących odwłokach i schodzą inne pomrowy. Zjadają zwłoki.

Kiedy przyjeżdżam wcześniejszym pociągiem, za każdym razem trafiam na samochód. Za każdym razem ten sam. Osobowy, żółty z niebieskim napisem „Poczta Polska”. Stoi z włączonym silnikiem w miejscu, gdzie do błotnistej drogi dochodzi prowadząca z nasypu ścieżka. Kierowca, młody ciemnowłosy chłopak, czasem siedzi w środku, z rękami założonymi za głowę i nieruchomo patrzy przed siebie. A czasem. No właśnie. A czasem stoi w krzakach, tuż koło drogi, i sika. Jeszcze żeby chociaż odwrócił się do drogi plecami. Ale nie. Prawie na drogę sika. Albo w kierunku, z którego idę.

I zastanawiam się. Po pierwsze: Dlaczego on z tym samochodem tam stoi? Czy złośliwie, żeby listy dostarczyć z opóźnieniem? Czy czeka na coś albo na kogoś? A po drugie: Czemu tak bezwstydnie sika? Za pierwszym razem pomyślałam, że się nie spodziewał. Wymieniliśmy spojrzenia, poczułam się niezręcznie, sądziłam, że on także. Ale za drugim razem? Za kolejnym? Musiał wiedzieć.

Kiedy przyjeżdżam późniejszym pociągiem, samochodu nie ma. Mijam miejsce, w którym zwykle stoi, patrzę w chaszcze. Pusto. Wydeptana ścieżka, trochę śmieci, zbutwiałe deski. Idę, patrzę w chaszcze i myślę: Tutaj sika listonosz.

ślimak


Od jakiegoś czasu znowu mieszkam w domu, w którym spędziłam dzieciństwo. Nie potrwa to długo, bo dom już nie należy do nas, ojciec musiał go sprzedać Zarządowi Dróg. Wybudował nowy, trzydzieści kilometrów dalej, w P-cach.
Wkrótce nikogo tutaj nie będzie. Ojciec mieszka w nowym domu, pojawia się rzadko. Mama coraz więcej czasu spędza z ojcem. Starsza z moich młodszych sióstr wyprowadziła się parę lat temu, młodsza nie zawsze wraca na noc. Dwunastoletni brat po wakacjach zamieszka z rodzicami w P-cach. Ja chcę coś wynająć w mieście, w którym pracuję.

Dom ma jakieś sto dwadzieścia lat. Stoi w wielkim zapuszczonym ogrodzie. Skoro już prawie tu nie mieszkamy, nie chce nam się o to wszystko dbać. Sprzątamy rzadko, nie robimy remontów. Dom upada, ogród się rozrasta.
Dach komórki zawalił się i obrósł mchem. Rośliny pną się po ścianie, do okna, włażą wszędzie, zwieszają się górą przez płot opuszczonego od wielu lat ogrodu sąsiadki. W zaroślach lęgną się dziwne płochliwe ptaki. W rynnach  zalegają butwiejące liście. W kuchni mieszkają myszy, które wygryzają tunele w chlebie. W łazience, pod prysznicem, pojawiły się ślimaki bez skorupek. Za muszlą klozetową wyrosła anemiczna roślinka. Ktoś ją później wyrwał, chyba się zawstydził. Woda smakuje, jakby w studni coś się utopiło. Wieczorem zlatują się ćmy i wyłażą ogromne pająki, które potrafią godzinami tkwić w bezruchu. Brat – z właściwym sobie ponurym fatalizmem – mówi, że to inwazja. Nocą w ścianach coś biega i chrobocze. Wszystko oblepia wilgoć. Powietrze w domu ma zatęchły, trochę kwaśny zapach. Tak pachną wnętrza bardzo starych szaf, od dawna nienoszone ubrania, książki z nalotem pleśni na pofałdowanych kartkach. Noszę ten zapach na sobie.
Przed zaśnięciem myślę czasem o roślinach, które wtargną do środka, kiedy już nikogo tutaj nie będzie.

ślimak


Ostatnio sporo pada i pełno ślimaków wszędzie. Nie ma siły, żeby chociaż jednego dziennie nie rozdeptać. Źle mi z tym, bo bardzo lubię ślimaki.

Miniony piątek – idziemy z Michałem do Marcina. Noc, mokro, Michał z rowerem. Przednią lampkę włączył i oświetla drogę. Wypatrujemy ślimaków, żeby móc je ominąć. Idziemy powoli. Michał wyjaśnia:
– Bo ślimaki są bardzo niezdecydowane. Na przykład co do płci: taki ślimak nie wie, czy jest płci męskiej, czy żeńskiej…
– One są obupłciowe – prostuję. I dodaję, z satysfakcją, bo to jedna z rzeczy, za które lubię ślimaki: – i się nawzajem kochają i nawzajem zapładniają.
– Ślimaki są bardzo niezdecydowane – ciągnie Michał – i jak na ślimaka nadepniesz, to on długo nie może się zdecydować, czy jest jeszcze żywy, czy już martwy…
– No tak. W dodatku są bardzo powolne, to jeszcze wszystko wydłuża…
– I taki ślimak trwa w zawieszeniu.
– Między życiem a śmiercią.
– I to się ciągnie całą wieczność.

Temat śmierci powrócił w sobotę rano. Jeśli istnieje dusza, ale nie jest nieśmiertelna, to ci, którzy w nieśmiertelność duszy wierzą, nigdy nie dowiedzą się o swojej pomyłce. A właściwie czemu nie?
– Może – mówi Marcin – wyświetla się jakiś ekran powitalny?

– O! Jakiś komunikat. „Nie ma życia po śmierci. Kliknij OK, aby kontynuować”.
– A można zrobić „Anuluj”?
– Czasami. Potem się mówi, że to była śmierć kliniczna.

A jak ktoś nie chce, jak ktoś się boi, to nie naciska „OK”. I tak trwa, w zawieszeniu. I widzi tylko ten komunikat. I to właśnie jest piekło.