smutek


Adam kupił sobie w antykwariacie książkę. Na stronie tytułowej znajduje się dedykacja:

Drogiemu Mietkowi
z nadzieją wspólnego oglądania tych zwierząt w naturze
w dowód przyjaźni
Andrzej
Wisła, 12 października 1983 r.

Książka jest poświęcona głównie gatunkom wymarłym.

(Andrzej Trepka, Król tasmańskich stepów i inne opowieści ze świata ludzi i zwierząt)

smutek



Potem zadawała mi różne pytania, a ja opowiadałam różne straszne historie.
„O, to też pani ma” – powiedziała, kiedy strzepnęłam te paproszki.

smutek


W pierwszej klasie liceum byłam jeszcze grzeczna i jeszcze się starałam, dopiero w drugiej wszystko miało się zmienić. Lubił mnie nawet pan od polskiego. Pan od polskiego był bardzo prawicowy, dużo mówił o Bogu i o komunistach i często zarządzał minutę ciszy z tej czy innej patriotycznej okazji, takiej jak rocznica wprowadzenia stanu wojennego, a w trzeciej klasie tak długo katował nas polskimi romantykami, zwłaszcza Mickiewiczem, że nie starczyło czasu na resztę materiału. Miał brodę jak prawosławny ksiądz albo grecki filozof i czarną jak noc – Radeczek, mój jedyny licealny przyjaciel, twierdził, że farbowaną – interesował się językami słowiańskimi i średniowieczem, a po latach wyleciał z pracy za namawianie uczniów, żeby chodzili do niego po lekcjach na płatne korepetycje, bo inaczej nie zdadzą matury.
Po pierwszej klasie pan od polskiego szybko się do mnie zniechęcił, a na koniec mawiał o mnie, że jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije – to jednak wiem od Radeczka; nie było mnie przy tym, niedługo przed maturą uciekłam z domu. Ale w pierwszej klasie pan od polskiego mnie lubił, bo pisałam ładne wypracowania, jako jedyna zaliczyłam (na dwóję) sadystyczne dyktando, które nam na dzień dobry zrobił, i też interesowałam się średniowieczem. Pożyczaliśmy sobie nawet kasety ze średniowieczną muzyką.

Rzadko odwiedzam rodziców, te wizyty zbyt często są trudne. Nie chcę być niesprawiedliwa; kiedy byłam u nich ostatnio, rok czy dwa lata temu, ojciec zabrał mnie do lasu, żeby mi pokazać zawilce. Ale zwykle trzeba spełniać oczekiwania i być bardzo ostrożnym, bo byle drobiazg może doprowadzić do katastrofy. Wieczorami dużo się pije, słucha się dużo muzyki i rozmawia się o wojnie. To znaczy ojciec puszcza muzykę i opowiada o wojnie. Kiedyś, po tym, jak Johanna, jego druga żona, zabrała dzieci i odeszła, sporo opowiadał też o tym, że ją zabije. Ale w gruncie rzeczy chyba nie życzył jej śmierci, bo kiedy pękł jej tętniak w mózgu i leżała w śpiączce, jeździł do Austrii i siedział przy jej łóżku.
Muzykę się podczas tych wieczorów kontempluje, interpretuje, zwraca się uwagę na szczegóły, snuje się wizje. To znaczy głównie ojciec kontempluje, interpretuje, zwraca i snuje, a pozostali słuchają. Ale czasem można puścić coś swojego. I czasem ojciec doceni.

Kiedy tłumaczyłam książkę o najbliższych współpracownikach Stalina, przypomniał mi się któryś z takich wieczorów. Puściłam wtedy ojcu jedną z kaset przegrywanych w pierwszej klasie liceum od pana od polskiego. Z muzyką bizantyjską. Było już późno, wszyscy oprócz nas poszli spać, a my byliśmy bardzo pijani.
Czwarty utwór na pierwszej stronie to było „Alleluja”, krótkie, dobitne i naprawdę mocne. Ojciec znieruchomiał, zamilkł, zasłuchał się.
– Co to jest?! To jest znakomite! Puścisz jeszcze raz?
Puściłam.
– Znakomite. Zawiozę to Johannie i jej puszczę, może się obudzi. Puścisz jeszcze raz?
Puściłam. Ojciec zsunął się z kanapy i padł na kolana.
– Chodź. Uklęknij. Johanna umiera. Módl się ze mną. Módlmy się za nią.
Nie chciałam klękać, ale pociągnął mnie za rękę i trzymał. Tak zastała nas Zosia, która zeszła po coś na dół.
– Co robicie?
– Modlimy się za Johannę – powiedział ojciec. – Chodź, módl się z nami. Puścisz jeszcze raz?

smutek


Dziś, trochę przed południem. Przyjeżdżam do pracy, wchodzę na podwórko, przypinam rower do stojaka. Kiedy sprawdzam, czy Tadeusz byłby zadowolony*, słyszę ochrypły niski głos:
– Przyyyjdź do mnieee… Przyyyjdź do mnie…
Rozglądam się. Z jednego z okien na trzecim piętrze wygląda stara kobieta i przywołuje mnie zabandażowaną ręką.
– Przyyyjdź do mnie… – mówi. – Bo jestem sama… Przyyyjdź do mnieee… Na pięć minut… Przyyyjdź do mnie… Bo jestem samaaa…
Myślę, że powinnam przyjść. Ale myślę też, że to byłoby krępujące. Że ona powtarzałaby pewnie w kółko to samo, a ja nie wiedziałabym, co odpowiedzieć i kiedy się pożegnać.
– Nie mogę – powiedziałam. – Muszę iść do pracy.
– Przyyyjdź do mnieee… – odpowiedziała ona. – Przyyyjdź do mnie… Bo jestem sama… Przyyyjdź do mnie… Na pięć minut… Przyyyjdź do mnieee…
– Naprawdę nie mogę – odpowiedziałam. – Muszę iść do pracy.
– Przyyyjdź do mnieee… – odpowiedziała ona. – Przyyyjdź do mnie… Bo jestem sama… Przyyyjdź do mnie… Trzecie piętro… Na pięć minut… Przyjdź do mnieee… Bo jestem sama…

 

* Tadeusz ku przestrodze fotografuje źle przypięte rowery.

smutek


Tak, aha… Ale nic wam się nie stało? …Mieli problem z samochodem, będą później.
Ta. Problem z samochodem.
A co, nie?
Problem z samochodem, problem z samochodem. Impreza była.

Ryb też nie jecie? Zawsze zapominam.
Ojej, to co wy będziecie jeść?
Sałatkę. Oliwki. Jest super.
Barszczyku wam dam.
A na czym ten barszczyk?
Zupełnie na niczym. Normalny, z kartoniku.
A to świetnie, to chętnie.

A co ty tu masz? Krew ci leci.
Uuu, rozdrapałam. Bo Ludek dostał żyroskop i nie wiedział, że to tak szybko się kręci.

I wtedy w Jerozolimie…
Asiuniu, chlebka sobie weź.
Teraz ja mówię, przepraszam.

Te prezenty mnie nudzą.

Czemu płaczesz?
Nie mogę patrzeć na to, jak on ją traktuje.
Tak, to jest okropne.

Co jest okropne?
Jest okropnie gorąco.

Już idziecie? Chciałbym wznieść toast, póki jeszcze wszyscy są.

Ojej, to po dziadku.
No, i popielniczka.
A, à propos dziadka. Wiesz, co myślę? Że swojemu zmarłemu ojcu jestem winien pamięć i szacunek.
Pamięć i szacunek… Spoko. Mogę za to wypić.

O nie. Miałem ucałować Alfika od Wandy i zapomniałem.

smutek


img_2627

img_2660

img_2663

img_2680

img_2763

Więcej tu.

smutek


Jest w Richmond muzeum Holocaustu założone przez ocalonego. Niewyobrażalnie dosłowne! Ten pan ukrywał się w jamie wykopanej pod psią budą i w muzeum do tej jamy trzeba było wejść przez tunel obok budy, i tam był pluszowy pies. Rozumiem powagę miejsca, dramat tego człowieka, ale kiedy schyliłem się, żeby wejść do tej dziury, pies, który miał fotokomórkę, zaszczekał.

[cyt. za Woje wyklęci spod Smoleńska, Katarzyna Wężyk, Marcin Napiórkowski]

smutek


34110025

smutek


CAM00072
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

smutek


W Wielki Piątek na placu Zbawiciela.CAM00038

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

smutek


Smutek – uczucie tego, komu coś dolega, kto stracił kogoś lub coś miłego, kto ma przykre wspomnienia, przeżycia; nastrój wywołujący taki stan, takie uczucie.
Smutek bezbrzeżny, bezgraniczny, beznadziejny, głęboki, niewymowny, szczery. Smutek w głosie, na twarzy, w oczach, w spojrzeniu. Brzemię, chmura, chwila, fala smutku. Okazywać, wyrażać, taić, ukoić, rozpędzać, rozpraszać smutek. Smutek ogarnia, opanowuje, przejmuje, przytłacza, trapi, zdejmuje kogo.*

Kiedy niedawno obcięłam sobie kawałek palca (mam to na zdjęciach, jeśli ktoś chce (palec już się zabliźnił, nie ma co się martwić)), ogarnął mnie przejął zdjął smutek. Jak wtedy, kiedy Mała Mi umarła.
Kiedy próbuję myśleć, myślę o więdnących liściach.
Rozpuściliśmy dziś w wodzie proszek na wirusy, zapachniało śmiercią.
Brzemię chwila chmura fala. Taić rozpędzać rozpraszać.
Pracuję, ćwiczę, świecę sobie lampą.

 
* Definicja za Doroszewskim.

wewte »