smutek


zrobić miejsce, poprosili
żeby mogli wynieść z, no
to przestawiliśmy kosz i pudło
i wynieśliśmy jakieś śmie
śmieci

cyk, powiedziały drzwi
szczęk, powiedziały nosze
proszę zabrać dzieci
powiedzieli

tutaj dzieci, chodźcie
powiedzieliśmy
nie patrzcie, nie wychodźcie
a myśmy patrzeli

puk, powiedziały, powiedziało, po
o po
(może nie dało się nie
no już, to nic
to było lekko, no)
o podłogę

ziuut, powiedział suwak
od worka na zło
zwłoki
(worek był biały)

pasy nic nie powiedziały
jak przypinali
(na górze, na dole, po
pośrodku)

dzyń, powiedziała winda
jak się zmieścili?
dziecinnie proste, po
postawili

a więc to
to się robi
kiedy człowiek staje się ciałem
z którym trzeba coś zro

smutek



 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Zdjęcie zrobił
najprawdopodobniej dziadek Bubu.

smutek


Útburðarvæl. „W Islandii – mówi w rozmowie z Adamem Pluszką Jacek Godek, tłumacz Lindy Vilhjálmsdóttir – jeszcze długo po konwersji na chrześcijaństwo panował zwyczaj, że niechciane dzieci wynosiło się z domu i zostawiało na zimnie”. Útburðarvæl to płacz takiego dziecka.

smutek


Więcej tu.

smutek


Jesienią w tym lesie nocą jest trochę jak w japońskim horrorze i niezbyt chętnie tamtędy sama jeżdżę. Złe wilki czekają w krzakach po bokach i kątem oka ktoś stoi przy drodze. Ale mam przy rowerze mocną lampkę i widzę ćmy, dziki i jeże, i jasne końce lisich ogonów; jednak co światło, to światło, dziękuję za pomoc.

smutek


Adam kupił sobie w antykwariacie książkę. Na stronie tytułowej znajduje się dedykacja:

Drogiemu Mietkowi
z nadzieją wspólnego oglądania tych zwierząt w naturze
w dowód przyjaźni
Andrzej
Wisła, 12 października 1983 r.

Książka jest poświęcona głównie gatunkom wymarłym.

(Andrzej Trepka, Król tasmańskich stepów i inne opowieści ze świata ludzi i zwierząt)

smutek



Potem zadawała mi różne pytania, a ja opowiadałam różne straszne historie.
„O, to też pani ma” – powiedziała, kiedy strzepnęłam te paproszki.

smutek


Dziś, trochę przed południem. Przyjeżdżam do pracy, wchodzę na podwórko, przypinam rower do stojaka. Kiedy sprawdzam, czy Tadeusz byłby zadowolony*, słyszę ochrypły niski głos:
– Przyyyjdź do mnieee… Przyyyjdź do mnie…
Rozglądam się. Z jednego z okien na trzecim piętrze wygląda stara kobieta i przywołuje mnie zabandażowaną ręką.
– Przyyyjdź do mnie… – mówi. – Bo jestem sama… Przyyyjdź do mnieee… Na pięć minut… Przyyyjdź do mnie… Bo jestem samaaa…
Myślę, że powinnam przyjść. Ale myślę też, że to byłoby krępujące. Że ona powtarzałaby pewnie w kółko to samo, a ja nie wiedziałabym, co odpowiedzieć i kiedy się pożegnać.
– Nie mogę – powiedziałam. – Muszę iść do pracy.
– Przyyyjdź do mnieee… – odpowiedziała ona. – Przyyyjdź do mnie… Bo jestem sama… Przyyyjdź do mnie… Na pięć minut… Przyyyjdź do mnieee…
– Naprawdę nie mogę – odpowiedziałam. – Muszę iść do pracy.
– Przyyyjdź do mnieee… – odpowiedziała ona. – Przyyyjdź do mnie… Bo jestem sama… Przyyyjdź do mnie… Trzecie piętro… Na pięć minut… Przyjdź do mnieee… Bo jestem sama…

 

* Tadeusz ku przestrodze fotografuje źle przypięte rowery.

smutek


Tak, aha… Ale nic wam się nie stało? …Mieli problem z samochodem, będą później.
Ta. Problem z samochodem.
A co, nie?
Problem z samochodem, problem z samochodem. Impreza była.

Ryb też nie jecie? Zawsze zapominam.
Ojej, to co wy będziecie jeść?
Sałatkę. Oliwki. Jest super.
Barszczyku wam dam.
A na czym ten barszczyk?
Zupełnie na niczym. Normalny, z kartoniku.
A to świetnie, to chętnie.

A co ty tu masz? Krew ci leci.
Uuu, rozdrapałam. Bo Ludek dostał żyroskop i nie wiedział, że to tak szybko się kręci.

I wtedy w Jerozolimie…
Asiuniu, chlebka sobie weź.
Teraz ja mówię, przepraszam.

Te prezenty mnie nudzą.

Czemu płaczesz?
Nie mogę patrzeć na to, jak on ją traktuje.
Tak, to jest okropne.

Co jest okropne?
Jest okropnie gorąco.

Już idziecie? Chciałbym wznieść toast, póki jeszcze wszyscy są.

Ojej, to po dziadku.
No, i popielniczka.
A, à propos dziadka. Wiesz, co myślę? Że swojemu zmarłemu ojcu jestem winien pamięć i szacunek.
Pamięć i szacunek… Spoko. Mogę za to wypić.

O nie. Miałem ucałować Alfika od Wandy i zapomniałem.

smutek


img_2627

img_2660

img_2663

img_2680

img_2763

Więcej tu.

smutek


Jest w Richmond muzeum Holocaustu założone przez ocalonego. Niewyobrażalnie dosłowne! Ten pan ukrywał się w jamie wykopanej pod psią budą i w muzeum do tej jamy trzeba było wejść przez tunel obok budy, i tam był pluszowy pies. Rozumiem powagę miejsca, dramat tego człowieka, ale kiedy schyliłem się, żeby wejść do tej dziury, pies, który miał fotokomórkę, zaszczekał.

[cyt. za Woje wyklęci spod Smoleńska, Katarzyna Wężyk, Marcin Napiórkowski]

wewte »