zło


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

zło


zło


Pamiętam nie po kolei, i niewiele, może to i lepiej – zaczynam pisać wczoraj – może i specjalnie albo nie bez powodu. To, co pamiętam, wiem, że jest zniekształcone, pamięć tak działa. Wspomnienia utrwalają się dzięki odtwarzaniu, ale każde odtworzenie nadpisuje na nich kolejne warstwy, do których przyklejają się nowe elementy – dodaję, ale po namyśle usuwam ostatnią część zdania. I tak już trochę ekskatedra wyszła. Później się pomyśli, czy może nie usunąć całego. – Potem nie znajduje się w internecie widzianego w pierwszej klasie podstawówki zdjęcia z Oświęcimia, ilustracje z Baśni o stalowym jeżu są dużo gorsze niż te, które się pamięta – i umyskam: – z własnych zeszytów dowiaduje się rzeczy, o których nie wie, i czasem nie wie, czy coś jej się tylko nie wydaje, że było. – Czy nie trzeba popsuć bardziej, żeby było jasne, że to nie przypadkiem? E, może nie. – Przeważnie nie ma kogo prosić o pomoc. Świadków nie było albo nie pamiętają, a matka zbyt często kłamie.

A jeśli znowu się obrazi? Trudno, taka jest prawda. (Tamto zresztą na razie ukryłam). Przez chwilę rozważam dopisanie jeszcze czegoś o jej matce, ale dochodzę do wniosku, że to nie na temat. Notuję kilka rzeczy, o których ma być później, zamykam dokument i wyłączam komputer.

– Czy ty dobrze pamiętasz? – pytam Adama. – W sensie wydarzenia?
– Tak z życia?
– No.
– No… tak, jak się pamięta, czyli czasem się coś popierdoli.

zło



2012. Przy tej samej straszliwej okazji co 15, 20 i ferdydurka.

zło


Powietrze od świąt jest lepkie i ciepłe aż się muchy budzą. Na klatce czuć obiad sąsiadów, w cieniu po kątach pozory i kurz, rak snów się ukradkiem przerzuca na jawę.
Na balkonie po drugiej stronie kapitan naciąga sznur do bielizny, pali strzepuje chmury mielizny wymija blokiem, zmęczonym wzrokiem pruje smog. Za rogiem pół szyldu KUP ZŁO. Trzeszczy zimna ziemia, światła pękają na mrozie jak szkło, landrynki kaleczą język czerwone, żółte zielone chodź.
Wkrótce znów przyjdzie wiosna, roztopy psie kupy młodość niepokoje. Gwiazdy będą cykać mierzyć nocy tempo, wyrosną miłe liście i zrobią powietrze, i bzy zakwitną i wszystkie będą moje. I pójdą do komunii dziewczynki w sukniach balowych, po płytach chodnikowych dźwięczących jak dzwony, o panie do obry jak sklep, oto dziś dzień bóg zapłać pochwalony.
Pst, kapitan strzela petem, żar leci, uciekajcie dzieci, dopaliło się.

zło


Wiecie co? Nic nie wiecie. Kabel od żelazka jest miły jak ogonek myszy, to ten od magnetofonu boli i piecze.
Nie wstydzę się, to oni powinni się wstydzić. (Raz się tylko speszył – jak zobaczył krew; a jednak nie jest zamknięta, jednak ma okna i drzwi). „Przepraszam, nie chciałam” nic nie da, głaskanie po głowie bez słowa też nie. „Pogadamy, jak dorośniesz i” – dorosłam i nie. Nie będę miała. Nie chcę rozumieć, nie muszę i nie muszę chcieć. Wybaczyłam, stać mnie. Ale nie zapomnę. Trzeba było nie.
Budzę się rano w sobotę, u siebie, patrzę na pasek słońca na klepkach, i No – myślę – no, życie nie jest takie złe; a kabel od żelazka jest miły jak ogonek myszy.

zło


Tak, aha… Ale nic wam się nie stało? …Mieli problem z samochodem, będą później.
Ta. Problem z samochodem.
A co, nie?
Problem z samochodem, problem z samochodem. Impreza była.

Ryb też nie jecie? Zawsze zapominam.
Ojej, to co wy będziecie jeść?
Sałatkę. Oliwki. Jest super.
Barszczyku wam dam.
A na czym ten barszczyk?
Zupełnie na niczym. Normalny, z kartoniku.
A to świetnie, to chętnie.

A co ty tu masz? Krew ci leci.
Uuu, rozdrapałam. Bo Ludek dostał żyroskop i nie wiedział, że to tak szybko się kręci.

I wtedy w Jerozolimie…
Asiuniu, chlebka sobie weź.
Teraz ja mówię, przepraszam.

Te prezenty mnie nudzą.

Czemu płaczesz?
Nie mogę patrzeć na to, jak on ją traktuje.
Tak, to jest okropne.

Co jest okropne?
Jest okropnie gorąco.

Już idziecie? Chciałbym wznieść toast, póki jeszcze wszyscy są.

Ojej, to po dziadku.
No, i popielniczka.
A, à propos dziadka. Wiesz, co myślę? Że swojemu zmarłemu ojcu jestem winien pamięć i szacunek.
Pamięć i szacunek… Spoko. Mogę za to wypić.

O nie. Miałem ucałować Alfika od Wandy i zapomniałem.

zło


Jest w Richmond muzeum Holocaustu założone przez ocalonego. Niewyobrażalnie dosłowne! Ten pan ukrywał się w jamie wykopanej pod psią budą i w muzeum do tej jamy trzeba było wejść przez tunel obok budy, i tam był pluszowy pies. Rozumiem powagę miejsca, dramat tego człowieka, ale kiedy schyliłem się, żeby wejść do tej dziury, pies, który miał fotokomórkę, zaszczekał.

[cyt. za Woje wyklęci spod Smoleńska, Katarzyna Wężyk, Marcin Napiórkowski]

zło


plod012

W niedzielę 3 kwietnia wierni we wszystkich kościołach w Polsce usłyszą, że Polska nie może poprzestać na obecnym kompromisie aborcyjnym. Episkopat wydał specjalny komunikat na Dzień Świętości Życia. „Życie każdego człowieka jest chronione piątym przykazaniem Dekalogu: Nie zabijaj! Dlatego stanowisko katolików w tym względzie jest jasne i niezmienne: należy chronić od poczęcia do naturalnej śmierci życie każdego człowieka – piszą biskupi. – W kwestii ochrony życia nienarodzonych nie można poprzestać na obecnym kompromisie wyrażonym w ustawie z 7 stycznia 1993 roku, która w trzech przypadkach dopuszcza aborcję” (źródło tu).
Trochę nie wiem, co powiedzieć.

W pierwotnej wersji obrazka był jeszcze zarys brzucha nosicielki płoda. Zrezygnowałam z niego, bo w sumie po co tu ona, nie? Za tło posłużyła suknia Mamy Madzi.

zło


diabeuslouJesieni stuknęło na fejsbuku 666 lajków.
Diabeł okolicznościowy!

 
 
 
 
 
 
 
 

zło


Uuu, Baśka przyszła, profesorowa. Nie znasz? Gdzieś ty się uchowała, kochana! W domu siedzisz? Baśka profesorowa, co to jest za pizda i szmata! Szmata jakich mało. Rozmawiamy raz, ilu która miała. Ja podaję liczbę trzycyfrową, a ona mi dwa razy tyle. Ja zdziwiona, a ona na to, że to bez orala.
Ale w sumie mniejsza, sama święta nie jestem. Wszystkie się puszczają, obciągają po kątach, jakby myślały, że jak mocno zassą, to w końcu miłość poleci. Najgorsza to ona jest z charakteru. Po piwnicach pizda chodzi i do sałen i opowiada, na dziewczyny gada, że ta to, że tamta tamto, że mają. Żeby chociaż prawdę mówiła, ale gdzie. Ostatnio się do Róży przysiada i mówi, a ty wiesz, mała od sześciu lat ma, koleżankę mam w przychodni, jej kartę widziała i mi powiedziała. No, mała ma, wiem, bo jak wyszło, to mi mówiła, sama ją pocieszałam. Ale że od sześciu lat, to jest ohydne kłamstwo. Od trzech ma. No i wiem, że najbardziej to się martwiła, że się cioty dowiedzą, więc chociaż ja małej nie lubię, to takie chodzenie i gadanie to uważam za ostatnie świństwo. A to były kiedyś przyjaciółki!
I co? Chodzi i gada, a sama też ma, od stu lat ma. Mało profesora nie zaraziła, ale on cwany jest, miłość nie miłość, ale w końcu naukowiec. Węzły miała powiększone, strasznie się w nocy pociła, to się domyślał i uważał. Tylko że mu szmata powiedziała, że się badała i nie ma. A jak z jakąś wysypką w szpitalu wylądowała, to trzeba było sprawdzić, i wtedy się okazało, że ma. Od bardzo dawna ma.
Z profesorem to w ogóle była historia. Ile razy ja mu mówiłam, żeby pizdę pogonił. Ale gdzie tam. Wokół palca go sobie owinęła, w domu u niego zamieszkała i siedziała taka naburmuszona całymi dniami, o seksie zapomnij, a jak ją profesor w końcu wywalił, to oszczędności były już wszystkie co do grosika zjedzone. I spaść go próbowała! Matka ją nauczyła, że chłopa trzeba utuczyć, żeby na miasto na baby nie chodził, to smażyła kurczaka w panierce z czipsów.
No i te jej kariery i interesy. Przecież to jest hochsztaplerka najgorsza. Najpierw chciała zostać księdzem, ten przepych kościelny jej się podobał. Godzinami potrafiła siedzieć i ze szczegółami sobie wyobrażać, jak ją na papieża koronują. Tak z rok była w seminarium, potem ją wylali. Sutannę sobie zostawiła, nawet przymierzałam. Jak do lekarza musiała, to się za księdza przebierała, i takim krokiem zamaszystym, bo wysoka jest, przez poczekalnię szła, znaki krzyża wielkie ręką w powietrzu kreśliła, dłoń dawała do pocałowania i wchodziła bez kolejki.
Potem jakieś targi organizowała w Z. Długów narobiła, interes zwinęła i przyjechała tutaj. Znalazła jakąś lukę w prawie, strasznie dumna z siebie była; wymyśliła, że będzie nadawać tytuły arystokratyczne za niewielką opłatą. Mnie w to chciała wciągnąć, żebym w zarządzie była, bo się ładnie nazywam. Obraziła się, bo nie chciałam. I potem zdziwiona, że jej tego nie zarejestrowali! A już nazwisko zmieniła na dłuższe, chyba trzeci raz, już stronę internetową miała. Bo ona przede wszystkim stwarza pozór w internecie. Kolejne profile na fejsbuku zakłada, strony robi. Wszystko pięknie-ładnie i na poważnie, pastelowe tło, na górze jakieś zdjęcie ze stocka, obrazki, zakładki, o nas, kontakt i misja. Ale jak głębiej zajrzysz, to linki do stron, których nie ma, albo jakieś lorem ispum. Po paru miesiącach się jej odechciewa i tworzy nowe pozory. Po tych herbach była jakaś organizacja filantropijna. Obrazki wklejała na fejsbuku z napisami, Każdej zimy zamarza tyle a tyle osób, reaguj! albo Fundacja Płomyczek Dobra życzy Wesołych Świąt. I przecinki wszędzie nie tam gdzie trzeba.
Ale przez tych parę miesięcy ludzie się nabierają! W Z miasto jej lokal dało, na tę działalność charytatywną jakiś sprzęt biurowy dostała. Ale najgorsze to mi Róża wczoraj powiedziała. Bo teraz Baśka jest psychologiem. Pacjentów u znajomego przyjmuje, gdzie za pilnowanie i podlewanie kwiatków mieszka, też stronę ma, profil na fejsbuku, porad na jakichś portalach udziela, wczoraj guglowałam. A jakie CV sobie wymyśliła! Gdzie ona nie pracowała, jakiego to doświadczenia nie ma. Na jednym portalu to nawet „filozof-etyk” sobie dopisała. A ja profesora pytałam, czy ona ma jakieś w tym kierunku wykształcenie. Gdzie tam. Nie ma. Chuja ma. Jedyne, co w niej dobre, to że dużego.

wewte »