jf podróżuje


Poleca się czteroodcinkowy tekst o owadach w dwutygodnik.com

Owadzi seks
Obrzydliwość
Zowadzenie
Koniec

(Owady z Beskidu Sądeckiego, lipiec 2019).

Nieco więcej tu.

Byliśmy wczoraj odwiedzić swoją ziemię. Zajrzeliśmy też do sąsiadów. Dali nam tyle warzyw i śliwek, że z trudem upchnęliśmy je w sakwach.

Więcej (ale niedużo) tu.

Więcej tu.

Więcej zdjęć tutaj.

Dzień dziewiąty.
Słońsk – Kłopotowo – Witnica – Dębno – Zielin – Mieszkowice – Macierz – Moryń – Stare Objezierze – Czachów – Piasek. 100 km.

Zaraz za Słońskiem żurawie. Jeden odłączył się od stada i zawrócił.

IMG_9870

IMG_9875

W Kłopotowie nielegalnie promowaliśmy się przez Wartę. Poziom wody był tak niski, że prom szorował brzuchem po dnie. Za człowieka płaci się tyle samo co za zwierzę (1 zł).

IMG_9880

Nocleg w gospodarstwie agroturystycznym w Piasku. Ostatnich sześć kilometrów brukowaną piaszczystą drogą przez las.
Znowu trafiłam trójkę w totka.

 

Dzień dziesiąty.
Piasek – Krajnik Górny – Krajnik Dolny – Krzywin – Kłodowo – Żarczyn – Baniewice – Banie – Parnica – Łozice – Rokity – Pyrzyce – Obromino – Letnin – Brzesko – Ślazowo – Przelewice – Kłodzino – Rosiny – Płońsko – Laskowo – Równo – Laskówko – Jagów – Chrapowo. 105 km.

W pierwszej części dnia dużo pod górkę i pod wiatr. Przerwa na obiad w Pyrzycach.
W Przelewicach odebrałam wygraną i kupiłam kolejne losy. Pani w kolekturze nie miała zeza i nie życzyła mi szczęścia.
Za Płońskiem zapadł zmierzch, wiatr osłabł, dzikie zwierzęta wyszły na pola. Kilka saren przebiegło nam drogę. Jadąc przez las między Laskówkiem a Jagowem, trąbiliśmy i dzwoniliśmy, żeby ostrzec dziki. Małe złe psy w ciemności są straszniejsze niż za dnia.
Do gospodarstwa agroturystycznego, w którym zarezerwowaliśmy nocleg, dotarliśmy tuż przed dziesiątą.

 

Dzień jedenasty.
Chrapowo – Pełczyce – Bolewice – Przekolno – Granowo – Krzęcin – Chłopowo – Rębusz – Starzyce – Bierzwnik – Przeczno – Breń – Łasko – Wygon – Chyże – Zatom – Bogdanka – Rogoźnica – Pustelnia – Załom – Człopa. 87 km.

Brzozowy robot przy wjeździe do Zatomia. Podobne widzieliśmy w Ślazowie.

IMG_9886

Po drodze spotkaliśmy źrebaka Cytrynkę. Nie jedliśmy obiadu. Z Bogdanki do Pustelni dojechaliśmy drogami, których nie ma na Google Maps (w atlasie samochodowym były).

 

Dzień dwunasty.
Człopa – Trzebin – Drzonowo Wielkie – Jaglice – Wołowe Lasy – Trzcianka – Łomnica – Pokrzywno – Kłoda – Kotuń – Piła. 65 km.

Dworzec w Pile w remoncie.

IMG_9904

Dworzec w Bydgoszczy w remoncie. Dworzec w Gliwicach też w remoncie i dworzec w Kędzierzynie też. A nosić po schodach rower z bagażem jest naprawdę trudno. A jak ktoś jest z wózkiem albo na wózku? I te remonty jakby nie przewidują na przykład podwyższania zbyt niskich peronów.

IMG_9907

W sumie 952,63 km.
Mydło 2/3, chińskie zupki 0, przebite dętki 0.
Maksymalna prędkość ok. 50 km/h (ja) i ok. 54 km/h (Adam).
Więcej zdjęć tu, mapa tu.

Dzień siódmy.
Krosno Odrzańskie – Osiecznica – Maszewo – Miłów – Bytomiec – Rąpice – Kłopot – Białków – Cybinka – Sądów – Radzików – Rzepin – Ośno Lubuskie – Gronów – Chartów – Słońsk. 96 km.

Rano odkryliśmy, że pan Władek jest zapalonym kolarzem – całą jedną ścianę restauracji zajmują dyplomy i puchary, w tym dyplom za podróż dookoła Europy.
W Maszewie myszka.

IMG_9754

Droga do Kłopotu.

IMG_9760

I Kłopot.

IMG_9762

W Rzepinie zatrzymaliśmy się na obiad, odebrałam wygraną i kupiłam kolejne losy. Pan w kolekturze nie miał zeza, ale życzył mi szczęścia jak tamten.
Nocleg w agroturystyce Nad Rzeczką w Słońsku (polecamy). Postanowiliśmy zostać tam na dwie noce, zwłaszcza że gospodarz, pan Henryk – członek Towarzystwa Przyjaciół Słońska i prezydent Rzeczpospolitej Ptasiej, jak się okazało – zaproponował, że pokaże nam kościół i izbę pamiątek.

 

Dzień ósmy.
Słońsk. 30 km.

Rano pod sklepem grzecznie witam się z pijakiem.
– Dzień dobry.
Pijak szeroko rozstawia ramiona, kłania się i mówi:
– Jesteś coraz ładniejsza. Zostaniesz moją żoną?
– Już mam męża.
– Wiem, wiem… Miałem żonę. Na rękach mi umarła. Tak tylko drgnęła, raz i drugi, i umarła – mówi pijak i zaczyna płakać.
Nie wiem, co powiedzieć, bo co? „Przykro mi”? więc tylko stoję bez sensu i patrzę.
– Czterdzieści siedem lat! Czterdzieści siedem. W Szczecinie w szpitalu leżała, w krzakach spałem… Ale ja stąd wyjadę. Bo co tu jest do roboty? Żonę sobie znajdę i wyjadę. Ale nie taką dziwkę, jak te tutaj. Dziwki takie, tylko by piły i paliły. Nie dla mnie.

Dawny kościół joannitów brandenburskich, obecnie katolicki (więcej tu).

IMG_9786

Przed izbą pamiątek okazały drewniany papież wyrzeźbiony przez jednego z więźniów słońskiego więzienia, w którym pan Henryk przez lata był strażnikiem.

IMG_9793

W izbie pamiątek (więcej tu) najróżniejsze eksponaty: neolityczne toporki, przedwojenne niemieckie dokumenty, poniemieckie i przywiezione ze wschodu sprzęty domowe, książki, pocztówki, nuty, święte obrazki. W domu pan Henryk pokaże nam jeszcze miniaturowy Koran znaleziony przez jego matkę w ruinach pałacu oraz wyłowione ze strumienia sygnet i arabską monetę.

IMG_9803

Krótka przejażdżka po wale przeciwpowodziowym do Kłopotowa i z powrotem do Słońska przez Budzigniew i Jamno. Na Stacji Pomp wystąpiliśmy o obywatelstwo Rzeczpospolitej Ptasiej, między rzeką a wałem spotkaliśmy borsuka. Na nadrzecznych łąkach widzieliśmy setki krów i koni we wszystkich kolorach czekolady.

IMG_9830

Po obiedzie pan Henryk oprowadził nas po młynie (więcej tu). Młyn należy do największego w okolicy hodowcy bydła rzeźnego, ale Towarzystwo Przyjaciół Słońska ma klucze.
– Te krowy nad rzeką – pytam – to jego?
– Jego. Żyją tam właściwie półdziko, przez cały rok. Cielą się, pasą.
– A konie?
– Też na mięso, Hiszpanie kupują.

IMG_9849

– Czy można gdzieś tu w okolicy kupić ziemię?
– Ja będę sprzedawał. Działkę z domem, po synu. Zginął w wypadku. Ta agroturystyka, to wszystko, to było robione pod niego. Lubił to, czuł. Młodszy. Starszy nie czuje.

wewte »