2012 Październik

10.2012



Jedziemy nad morze, Adam, Aga, S i ja. Jutro o jedenastej wieczorem wsiadamy w pociąg. O trzeciej w nocy pociąg na godzinę się zatrzyma. Będzie to godzina, której nie będzie. Wykorzystamy ją na robienie rzeczy, których się nie robi.
Rybitwy zeszłoroczne, z Juraty. Kliknąwszy itd.

jedzie snalubma cofnąć czas – poranek siódma pięćdziesiąt dwa – jest ślisko deszcz pada wysiada upada i wpada – przystanek tramwaj to już – klamka po schodach na świat – teczka kanapka zamek na klucz – zęby koszula krawat i kawa raz dwa – mężczyzna biały czterdzieści lat – budzik jest siódma nad miastem mgła – jedzie snalubma żeby cofnąć czas


Zeszłotygodniowy.

Encyklopedia PWN tak mówi o bólu:
przykre doznanie czuciowe i emocjonalne związane z rzeczywistym lub potencjalnym uszkodzeniem tkanek lub opisywane w kategoriach takiego uszkodzenia; receptory bólowe występują w skórze, błonach śluzowych, okostnej, torebkach stawowych, mięśniach, trzewiach; duże znaczenie diagnostyczne.

Słownik języka polskiego PWN mówi mniej, podaje za to dwa znaczenia:
1. nieprzyjemne wrażenie zmysłowe;
2. zmartwienie, smutek.

Ale nie mówi encyklopedia i słownik nie mówi, że boli zawsze samemu. Że w sufit patrzy, bo rzeczywistość męczy, bo się jej nie umie. Że się nie jest i raczej nie myśli, albo bardzo powoli. Że się instynkt samozachowawczy traci, prawdę mówi gdzie nie trzeba, maniery że się psują, na konwenanse nie zważa się, w kłębek zwija, i milczy, bo nie ma siły. Że ma swój rytm, swoją konstrukcję kompozycję urodę metodę. Że nie tylko ucisk, wyżymanie i pulsowanie, lecz także kłucie i świdrowanie, łaskotanie, potem jakby swędzenie tylko gorzej, albo szczypanie i mrowienie, a potem znowu kłucie pulsowanie. Że byłoby to nawet ciekawe, gdyby nie bolało i gdyby się można było skupić na tym, ale nie można, bo jak boli, to się nie można skupić, bo się nie jest, nie bardzo, i raczej nie myśli. I nawet nie czeka, aż przejdzie, bo jak nie jest, to i czasu nie ma.

Może mówi to angielska encyklopedia. Nie wiem, nie władowała mi się, zgłosiła timeout error.


Poniedziałek, Stambuł. Robię zdjęcie, zaczepia mnie sprzedawca.
– Five liras.
– Why?
– My shop. You take picture, you pay.
– Five? – Nie zamierzam się kłócić, ale próbuję trochę zbić cenę.
– OK, three.
Sięgam po portfel, sprzedawca wybucha śmiechem i klepie mnie po ramieniu:
– I joke!

Kliknąwszy itd.


Tere-fere kuku, Adam strzela z łuku, czyli wizyta u rodziców w P-cach. Łuku użyczył mój szesnastoletni brat. Kliknąwszy itd.