Zbliżam się na rowerze do przejazdu rowerowego z przejściem dla pieszych obok. Jest czerwone. Przed przejazdem stoi jakaś starsza pani z siatkami. Zatrzymuję się za nią i trąbię. Wolę ostrzec od razu, żeby potem, kiedy światło się zmieni i ruszymy, nie spłoszyła się nagle i nie wskoczyła mi pod koła. Pani się odwraca, ja uśmiecham się do niej zachęcająco.
– Co pani?! – krzyczy pani.
– Tu jest przejazd rowerowy.
– Co pani trąbi!? – krzyczy pani, nie ruszając się z miejsca.
– Tu jest przejazd rowerowy. Przejście dla pieszych jest tam.
– A pani to tak dobrze jeździ?! – krzyczy pani, stojąc tam, gdzie stała. – Ja widziałam, co wy wyrabiacie!
– Ja stoję na przejeździe dla rowerów.
– Ja mam chore serce! Mogłam dostać zawału!
– Gdybym w panią wjechała na tym przejeździe, dostałaby pani bardziej.
– Pani… – mówi pani z oburzeniem – pani jest nieczłowiekiem!