filozofia


Narysowane na śmiertelnie nudnych ćwiczeniach z antropologii filozoficznej, dawno temu.
img741

filozofia


Jest koło czwartej, idę ulicą, na chodniku przed sobą widzę swój cień. A właściwie dwa, nałożone jeden na drugi, z nieznacznym przesunięciem, jakby za moimi plecami świeciły dwa słońca.
Nie, zaraz, słońce jest jedno. Może coś złego dzieje się z moimi oczami. Czy inni widzą to samo, co ja? Patrzę na cień mężczyzny przechodzącego obok. Też jest podwójny. Co za ulga.

filozofia


koniecswiata

[Rozmowa autentyczna. Okoliczności opisałam tutaj.]

filozofia


– Nie leć, synu, za blisko słońca, by nie stajał wosk od jego żaru – powiedział Dedal, przypinając Ikarowi skrzydła. – I nie leć za blisko morza, by pióra nie nasiąknęły wodą*.
– Ojcze – Ikar się zaśmiał, bo pióra łaskotały go w szyję – jesteś znakomitym rzeźbiarzem i jeszcze lepszym projektantem labiryntów, jesteś pomysłowym wynalazcą i wspaniałym konstruktorem sztucznych krów – (przy krowach Dedal trochę się skrzywił) – ale przyrodnik z ciebie żaden.
– O, doprawdy? – zdziwił się Dedal drwiąco, ale pobłażliwie, bo lubił swojego syna.
– Czyżbyś nie wiedział, że im bliżej słońca, tym zimniej? – zapytał Ikar i nie czekając na odpowiedź, odbił się od ziemi, by po chwili zniknąć w przestworzach.

Na wysokości 1700 metrów jego serce zaczęło walić jak oszalałe. Na wysokości 1800 metrów zrobiło mu się niedobrze. Na wysokości 2000 metrów zaczęło kręcić mu się w głowie. Na wysokości 2300 metrów zemdlał i runął do morza.

* Za Wandą Markowską.

[Ilustracja pochodzi stąd.]

filozofia


Pod koniec kwietnia Lola Amatorka zorientowała się, że jest w ciąży. Nie była pewna, czy ojcem dziecka jest Ponury Monter, Ksiądz po Kolędzie, czy Operator Fotoplastikonu, ale było to w zasadzie nieistotne. Ponury Monter miał ładne dłonie, Ksiądz po Kolędzie miły głos, a Operator Fotoplastikonu czarne oczy, ale żaden z nich nie nadawał się na ojca i z żadnym Lola nie chciała się wiązać.

Kiedy zobaczyła na teście dwie kreski, była trochę zaskoczona, ale naprawdę się ucieszyła. Zawsze lubiła dzieci i zawsze chciała jakieś mieć. Swoją ciążę potraktowała poważnie i odpowiedzialnie; rzuciła palenie, zaczęła się zdrowo odżywiać i chodzić do lekarza. Była szczęśliwa i coraz ładniejsza, więc Ponury Monter, Ksiądz po Kolędzie i Operator Fotoplastikonu kochali ją jeszcze mocniej i czulej niż przedtem.

Mała kropka na pierwszym USG była strasznie ciemna. Czarniejsza niż oczy Operatora i sutanna Księdza i bardziej ponura niż Monter. Lola starała się o tym nie myśleć, ale im mocniej się starała, tym silniejszy ogarniał ją niepokój, choć lekarze zapewniali, że „płód jest prawidłowy”. W końcu zdecydowała się na amniopunkcję.

– Naprawdę przykro mi to mówić – powiedział lekarz, i naprawdę było mu przykro, bo zdążył już pokochać Lolę Amatorkę – ale pani dziecko cierpi na nieuleczalną depresję. Nie chce żyć i nigdy nie będzie chciało. Podczas porodu zrobi wszystko, żeby umrzeć. Odwróci się tyłem, okręci sobie pępowinę wokół szyi albo wypchnie łożysko przed sobą. Może przy tym – tu trochę załamał mu się głos – niechcący panią zabić.
Lola Amatorka milczała.
– Jeżeli pani dziecko nie umrze przy porodzie – ciągnął lekarz – nigdy nie będzie szczęśliwe. Znam takie przypadki – odwrócił wzrok. – Znam ludzi, którzy nie chcą żyć, i nic im nie pomaga. Ani najlepsi lekarze, ani najnowsze leki, ani najwymyślniejsze terapie. Ani kochające rodziny, ani wspaniali przyjaciele, ani sukcesy, ani sława i pieniądze, ani alkohol i narkotyki. Nic.
Lola Amatorka patrzyła na swoje stopy. Lekarz patrzył w okno.
– Nieuleczalna depresja płodu może być uznana za wskazanie do przeprowadzenia aborcji – powiedział. – Jeżeli zdecyduje się pani na usunięcie ciąży, pomogę pani.

filozofia


Jeden z moich ulubionych nauczycieli, profesor Ch., u którego na drugim roku zdawałam egzamin z epistemologii, zwykł tonąć w oceanie piętrowych dygresji. Może zresztą, tak sobie teraz myślę, on sam wcale nie tonął, ale słuchacze, nawet ci naprawdę uważni, gubili się dość szybko.
Od czasu do czasu, zapewne dla uporządkowania wywodu, profesor mówił: „Teraz jestem w tym punkcie wykładu, kiedy już powiedziałem o …, a zaraz przejdę do …”. Któregoś razu uświadomiłam sobie z lekkim przestrachem, że właściwie jeżeli chciałby wyrazić się precyzyjnie, a tak się przeważnie wyrażał, powinien raczej powiedzieć: „Teraz jestem w tym punkcie wykładu, w którym mówię, w którym punkcie wykładu jestem”. To jednak, ku mojej uldze, ale i pewnemu rozczarowaniu, nigdy nie nastąpiło.

filozofia


Ochrzczono mnie w obrządku rzymskokatolickim dwa tygodnie przed trzecimi urodzinami. Nawet to pamiętam. Miałam na sobie białe ogrodniczki, ksiądz nalał mi za kołnierz zimnej wody ze szklanego dzbanka przypominającego ten, w którym babcia Ka robiła w tamtych czasach herbatę, a potem wytarł moją szyję drapiącą ścierką. Były też inne dzieci, któreś z nich chyba płakało.

Jestem niewierząca. Dzisiaj wystąpiłam z Kościoła.
Pojechałam do P-na z Marcinem i S (świadkami), złożyliśmy podpisy na przygotowanym przeze mnie oświadczeniu, xDarek (tak podpisuje się w mejlach) przystawił pieczątkę. Oświadczenie zostanie wysłane do kurii, a kuria poleci proboszczowi parafii, w której mnie ochrzczono, żeby w księdze chrztów umieścił stosowny wpis.

Apostazja wiąże się z ekskomuniką latae sententiae – obowiązującą na mocy samego prawa i następującą automatycznie po czynie (w przeciwieństwie do ekskomuniki ferendae sententiae, która musi zostać ogłoszona przez odpowiedniego urzędnika kościelnego). Wystąpienie z Kościoła Kościół karze wyrzuceniem z Kościoła.

filozofia


pistacje01

filozofia


Autobus linii 519, 10:30.
Chłopiec (ok. 4 l.): Widzę coś. Samochody. Autobusy. Drzewa. A ty co widzisz?
Matka: Ja widzę drzewa bez liści.
Chłopiec: Dlaczego tylko to?! (po chwili) …A ja widzę wszystko.

filozofia


Była już noc, padał śnieg. W ciszy wypełniającej dom czegoś brakowało. Spojrzałem na zegarek. Stanął. Zawsze nakręcałem go o czwartej po południu, kiedy filozof przechodził pod moimi oknami. Dziś nie przechodził. Następnego dnia dowiedziałem się, że nie żyje.

filozofia


Mój brat, wówczas pewnie czteroletni, do kolegi z przedszkola: Nie kłam, to wstyd.
Przedszkolanka do mojego brata, nieco poirytowana: Wstyd to chodzić z gołą pupą.

« wte