języki obce i nie


W: Stefan Themerson, Cztery krótkie teksty, przeł. Karolina Iwaszkiewicz i Adam Pluszka; „Literatura na Świecie” nr 9-10/2013.
Kliknąwszy itd.

notatatki

(Na końcu przypisu, którego tu nie ma, bo byłby przypisem do przypisu, tłumacze dziękują chcącemu pozostać nieznanym znajomemu, bez którego nie stworzyliby wspólnej wersji przekładu).

języki obce i nie


Autobus. Dwie małe dziewczynki w obowiązkowym różu, siedzą obok siebie, majtają nogami.
Odczytują napis na przycisku, chórem:
– Sy, ty, o, py. Stopy!

języki obce i nie


Ojciec Loli Amatorki był strasznie puszczalski, pewnie po nim to miała. Tyle że ona nie robiła nikomu krzywdy, a ojciec robił.
Matka Loli cierpiała. Najtrudniejsze było to, że zwykle lubiła kochanki ojca, przynajmniej te ważniejsze, które już teraz nie żyją. Z Anną nawet się przyjaźniła. Opowiadała później, jak któregoś wieczora leżały przytulone w łóżku i zastanawiały się, co zrobić, żeby ojciec Loli nie zdradzał ich z taką jedną z Bielska.
Lola też lubiła Annę. Pojechała kiedyś do niej z ojcem, miała wtedy z pięć lat. Spali wszyscy w jednym pokoju i rano Lola zobaczyła piersi Anny. Były bardzo ładne, nieduże, ze sterczącymi ciemnymi sutkami, a skóra dookoła miała kolor miodu. Tylko nie mów nic mamie, powiedział ojciec.

– Ale twoi rodzice są razem? – zapytała Wala.
– Są, niestety – odpowiedziała Lola. – Rozwiedli się, ale kiedy druga żona mojego ojca nagle zmarła, znowu wzięli ślub. W sumie nigdy się tak naprawdę nie rozstali. Na placówce ojciec mieszkał z Fridą, ale jak przyjeżdżał do Polski, to z nami…
Nie są szczęśliwi, ale chyba już nie umieją inaczej. Wiesz – dodała po chwili, zapalając papierosa – najchętniej porwałabym swoją matkę. Przyjechała tam do nich na białym koniu i ją porwała…
Fridę matka w sumie też lubiła, chociaż często życzyła jej śmierci. Wyobraź sobie, jak się czuła, kiedy to się w końcu rzeczywiście stało… Ale się bardzo męczyła. Wieczór w wieczór upijała się na smutno, odprawiała jakieś gusła i mi się zwierzała.
– Jezu… – westchnęła Wala. – Jak ty sobie z tym radziłaś?
– Nie radziłam sobie – wzruszyła ramionami Lola. – Weź. Miałam siedemnaście lat…
Ale w sumie naprawdę ją lubiła, tak mi się wydaje. Pocieszała ją po kłótniach z ojcem, potrafiły godzinami gadać przez telefon. Jak wracałam ze szkoły, a matka siedziała z butelką wina, odpalała jednego od drugiego i nadawała do słuchawki po rosyjsku, to już wiedziałam, co jest grane.
– Po rosyjsku?
– No – potwierdziła Lola. – Z ojcem Frida też rozmawiała po rosyjsku. Wymyślili sobie, że tak będzie sprawiedliwiej niż po niemiecku, bo rosyjski jest dla nich jednakowo obcy.

Kiedy się poznały, matka Loli nie wiedziała jeszcze, że Frida jest kochanką jej męża, w dodatku już w ciąży. Od razu przypadły sobie do gustu, przegadały cały wieczór, wypiły mnóstwo wina i anyżówki. Rano Lola znalazła je nagie w łóżku. Podniosła z podłogi białe majtki Fridy, zrobiła herbatę i przyniosła aspirynę. Resztkę anyżowki zabrała do swojego pokoju, bo uznała, że jej też się coś z tego wszystkiego należy.
Usiadły we trzy przy okrągłym stole z ciemnego drewna, matka Loli i Frida naprzeciwko siebie, Lola między nimi. Kobiety piły herbatę, zmęczone, zachrypnięte, rozczochrane. Przyglądały się sobie trochę niepewnie. Usiłowały się jedna od drugiej dowiedzieć, co zaszło, ale żadna z nich nie wiedziała, czy to, co pamięta, jednak jej się nie śniło, więc urywały w pół zdania, żeby za dużo sobie nawzajem nie zdradzić. A Lola patrzyła to na jedną, to na drugą i coraz bardziej się śmiała.

– Tylko nie mów nic tacie – poprosiła wieczorem matka Loli. A potem dodała: – Frida chwaliła twój rosyjski.
– Przecież nic nie mówiłam – zdziwiła się Lola.
– Ale widać było, że wszystko rozumiesz.

języki obce i nie


No słabo, różne niemiłe rzeczy się dzieją, a maniery nie pozwalają o nich, tego. A bym sobie, bym. Choćby to nawet, jak mawia Mademoiselle Blanche, nie było ciekawe. Ale no dobra. Tragedia nie jest. Odrzut bardziej. To zjadłam lodów, wymyśliłam tytuł Lola Amatorka rozpierdala system i kupiłam sobie więcej Bernharda.
Nie pomogło.
Dlatego uciekam się do sprawdzonej nieszkodliwej rozrywki. Słowa kluczowe, prosz. Z grubsza z ostatnich dwóch miesięcy. Tym razem trzy osobne historie.

1.
Jestem fetyszystą mam 16 lat,
svrsvm corda, brzytwy dintojra.
Jedz me serce, ruchaj mnie po cichu,
jak była ruchana caryca.
Svrsvm corda, brzytwy dintojra,
kura zdechła, ruchaj mnie po cichu.

2.
Tydzień z życia mężczyzny: wręczenie bambetla,
srebrna taśma do kneblowania;
żółte rajstopki porno i lekcje ciemności;
fenomenologia bólu, pomocnicze pytania;
Odbyt pupy semantyka,
typologia stronniczości; sprężynowa dama;
szklaneczka rumu w smutku tropików.

3.
Obraz kontrolny. Diabeł i śmierć,
czaszki na siedzeniach,
ślad obecności we mgle.

Wiersz może potem.
Czy koniec świata to prawda?

Christ lag in Todesbanden;
następny przystanek dworzec centralny.

języki obce i nie


Encyklopedia PWN tak mówi o bólu:
przykre doznanie czuciowe i emocjonalne związane z rzeczywistym lub potencjalnym uszkodzeniem tkanek lub opisywane w kategoriach takiego uszkodzenia; receptory bólowe występują w skórze, błonach śluzowych, okostnej, torebkach stawowych, mięśniach, trzewiach; duże znaczenie diagnostyczne.

Słownik języka polskiego PWN mówi mniej, podaje za to dwa znaczenia:
1. nieprzyjemne wrażenie zmysłowe;
2. zmartwienie, smutek.

Ale nie mówi encyklopedia i słownik nie mówi, że boli zawsze samemu. Że w sufit patrzy, bo rzeczywistość męczy, bo się jej nie umie. Że się nie jest i raczej nie myśli, albo bardzo powoli. Że się instynkt samozachowawczy traci, prawdę mówi gdzie nie trzeba, maniery że się psują, na konwenanse nie zważa się, w kłębek zwija, i milczy, bo nie ma siły. Że ma swój rytm, swoją konstrukcję kompozycję urodę metodę. Że nie tylko ucisk, wyżymanie i pulsowanie, lecz także kłucie i świdrowanie, łaskotanie, potem jakby swędzenie tylko gorzej, albo szczypanie i mrowienie, a potem znowu kłucie pulsowanie. Że byłoby to nawet ciekawe, gdyby nie bolało i gdyby się można było skupić na tym, ale nie można, bo jak boli, to się nie można skupić, bo się nie jest, nie bardzo, i raczej nie myśli. I nawet nie czeka, aż przejdzie, bo jak nie jest, to i czasu nie ma.

Może mówi to angielska encyklopedia. Nie wiem, nie władowała mi się, zgłosiła timeout error.

języki obce i nie


Spakowałam się już we czwartek, zaraz potem był ten wypadek ze stopą; wdepnęłam w leżącą na chodniku stłuczoną butelkę po piwie, strasznie dużo krwi było, wylewała się z sandała. Zostawiłam malownicze ślady na asfalcie, w bramie i na klatce schodowej, w domu obficie polałam ranę kupionym kiedyś na Litwie salicilo rūgštis i zakleiłam plastrem – w sobotę wyglądała jak ściągnięte w grymasie dezaprobaty usta starszej pani (w przypływach perwersji nazywaliśmy je czasem także ustami babuni). Później te usta jakby odmłodniały i zadziwiająco szybko zarosły.

Pojechaliśmy w piątek. Zatroskany starszy pan, który niewprawnemu obserwatorowi mógłby się wydać nieco zagubiony, ale tak naprawdę podrzymywał w istnieniu dworzec zachodni, osobiście dopilnował całego wsiadania i pakowania, a na koniec pomachał naszemu pekaesowi.
W pekaesie śmierdziało i grało radio RMF (Za młodzi na sen, za starzy na dżem, cimcirymci, cimcirymci), w przerwie między męczącymi snami usłyszałam w wiadomościach coś o Ministerstwie Akcyzowanej Miłości.

Rzeszowską Wielką Cipę przespaliśmy, obudziliśmy się w Krośnie, gdzie pół godziny trwa dziesięć minut. O dziewiątej wysiedliśmy w Ustrzykach G. i poszliśmy na kawę. Siedliśmy pod parasolem w porannym chłodzie, dmuchamy na fusy, aż tu nagle wtem, Michał z Wojtkiem. Cześć cześć, a wy co tu robicie, skąd czym kiedy do kiedy? Źle sobie termin wybraliście, bo my gdzie nie pojedziemy, mamy fatalną pogodę. Ale nie martwcie się, my na krótko, w środę wracamy. (Zaniepokojeni podjęliśmy próbę zakupu dodatkowych ubrań, ale w okolicznych budkach były tylko koszulki z napisem W górach jest wszystko co kocham – tak, bez przecinka – albo Nie jestem z Warszawy).
Potem Adam uratował kijankę, widzieliśmy żubry, chłopaków w adidasach z dziewczynami w klapkach i jaguarem na brytyjskich numerach (Czy tam dalej też są jakieś zwierzęta?) oraz zakaz podchodzenia do ogrodzenia.
Padać zaczęło, kiedy dotarliśmy do Mucznego, siedzieliśmy akurat w restauracji hotelu ze świetlico-kaplicą (ołtarz + piłkarzyki), zadowoleni i senni. Między pierwszym a drugim piwem wykonaliśmy kilka manewrów mających na celu znalezienie noclegu w najbliższej okolicy, ale okazało się, że nie ma miejsca i/lub sensu (ośr. wyp. po drugiej stronie drogi Adam zdiagnozował jako „hipsterskie post mortem”), a potem się rozpogodziło. Na noc zatrzymaliśmy się na polu namiotowym w Tarnawie N.

[zdjęcia]
[Cdn.]

języki obce i nie


języki obce i nie


Na budynku dworca Warszawa Śródmieście jest duży napis Warszawa Śródmieście. Na kreseczce nad pierwszym Ś siedzi sroka, ogon trzyma równolegle do kreseczki.
Naprzeciwko szpitala MSWiA stoi kamienica. Na parterze mieszczą się sklep medyczny i jubiler, na pierwszym piętrze zakład pogrzebowy i lombard.
Na jednym z budynków przy placu Zawiszy jest duży napis brajlem. Cztery metry nad ziemią, więc nikt go nie przeczyta.
Na cmentarzu Old Brompton stoi nagrobek z napisem John Smith, kropka.

języki obce i nie


Dawno nie było, a jak zobaczyłam, co się nazbierało, no to. Poniżej najlepsze. Wg częstości występowania (malejąco).

jak poderwać wode ze studni wierconej
obciągałam wujkowi
wiersze szkoda ze cie nie
kiedy nie ma ciebie z piekła mnie wygnali w wierszu
wymasuję panu i gratis dojadę
ptak z pudła na plastyke
czy znacie kurewkę z ciechanowa nie jaką magdę grochowską
najtrudniejsze słowa świata
co twoim zdaniem sprawia że dzieci w etiopii tak bardzo chcą się uczyć?
logika spoza rozumu
immoralizm w jądro ciemności
kazali mi rajstopy
zdanie okolicznikowe warunku gdybym
gdy śni się ksiądz i guziki na sutan nie
wiersz tak czy mnie lubi czy nie
kremy z jadem żmii
opiłek metalu głęboko w nodze
to co się nadaje do ruchania
piosenki o całowaniu i ruchaniu
czy człowiek jest dusza czy mózgiem
porno grafia ślimaków
lubisz gramatyka
nie ruchaj mnie
samoseksualizm kobiet
brak prądu strzeliły korki
grób spójniki
porno pokrzywy
sutanna nie ma 33 guzikow
kanał lewy kanał prawy

języki obce i nie


języki obce i nie


Spotkanie autorskie z T miało miejsce w dawnej Cafe S, obok dużej żółtej tablicy z napisem „Od dnia tego a tego zamknięta ul. S dla ruchu pieszego”. Nie wytrzymaliśmy długo. Żona Agi, Ola, była rozczarowana, że nie ma rozmowy, Agę zraziło słowo dekonstrukcja na samym początku, Adam wymiękł przy powinnościach pisarza, a ja już przy dekonstrukcji głęboko się zdekoncentrowałam. Kiedy T stwierdziła, że nawet pies jest polityczny – pies z kulawą nogą, mruknął Adam – uznaliśmy, że jużeśmy się nasycili kulturą i sztuką, i poszliśmy do Cafe A.
Usiedliśmy w dawnej części dla niepalących, przy lustrach na rogu, zamówiliśmy piwo, postawiliśmy Adze drinka, nie wyjaśniając za co, i tak długo snuliśmy heroiczne opowieści o wypadkach rowerowych, siniakach i błędach młodości, aż Ola zrobiła Adze scenę wyjścia. Wybiegłyśmy za nią na deszcz i namawiałyśmy do powrotu, ale nie chciała.

Potem przyszedł siwiejący mężczyzna w okularach i zapytał:
– Jak oceniacie to piwo w skali od jeden do pięciu?
– Osiem i pół – odpowiedział Adam.
Kiedy Aga, zapytana raz, drugi i trzeci, burknęła wreszcie, że trzy i pół, mężczyzna oznajmił, że idzie przekazać właścicielowi wyniki ankiety, i zniknął na zapleczu. Minęła mniej więcej godzina, pojawił się znowu. Usiadł.
– Jak się nazywacie?
Powiedzieliśmy. Powtórzył.
– A pan?
– Tomasz. Czym się zajmujecie?
– Książkami.
– Znalazłem w życiu dwie książki. Zbrodnię i karę i kryminalistykę…

– A czym pan się zajmuje, oprócz przeprowadzania ankiet w knajpach?
– Ogrodem. Czy pozwolicie, że zjem ciastko w waszym towarzystwie?
Pozwoliliśmy.
– Gdyby mnie ktoś zapytał – powiedziałam, przyglądając się, jak pod naciskiem widelczyka z wuzetki pana Tomka odskakuje wierzchnia warstwa czekolady – jak wygląda człowiek, który je pretekst, pokazałabym mu pana.
– A poza ogrodnictwem i jedzeniem pretekstów – zapytał Adam – czym się pan w życiu zajmuje?
– Nieruchomościami.
– Różnościami? – ucieszyłam się. – O, zostały panu już tylko okruchy.
– Okruchy pretekstu – roześmiała się Aga.

Pan Tomek zamówił herbatę, zamieszał, nie wyjął torebki i zwrócił się do Agi:
– Dasz mi swój numer telefonu?
– Nie ma mowy – odpowiedział Adam.
– Dlaczego mówisz za koleżankę?
– Bo jestem jej głosem rozsądku.
– A ja sumieniem – wtrąciłam.
– Ale może koleżanka sama się wypowie?
– Nie ma mowy – wypowiedziała się Aga i poszła do łazienki, gdzie przed chwilą zniknęła dziewczyna w szarej bluzie.
– Pan Tomek – powiedział Adam – miał niewysłowioną nadzieję.

« wtewewte »