prawda


Czytałam Bakunowego faktora w podstawówce, siedząc na kupce piasku w rogu szkolnego boiska. Zastanawiałam się, jak uzgodnić tezy starożytnych filozofów przyrody z tym, czego uczono mnie na chemii, i z przejęcia połknęłam szklany guzik, który trzymałam w ustach. Tak właśnie było.
Dziesięć lat później na ćwiczeniach z estetyki dowiedziałam się od pewnej młodej doktorantki z białą grzywką, że tej książki nikt nigdy nie przeczytał.

prawda


Jeden z moich ulubionych nauczycieli, profesor Ch., u którego na drugim roku zdawałam egzamin z epistemologii, zwykł tonąć w oceanie piętrowych dygresji. Może zresztą, tak sobie teraz myślę, on sam wcale nie tonął, ale słuchacze, nawet ci naprawdę uważni, gubili się dość szybko.
Od czasu do czasu, zapewne dla uporządkowania wywodu, profesor mówił: „Teraz jestem w tym punkcie wykładu, kiedy już powiedziałem o …, a zaraz przejdę do …”. Któregoś razu uświadomiłam sobie z lekkim przestrachem, że właściwie jeżeli chciałby wyrazić się precyzyjnie, a tak się przeważnie wyrażał, powinien raczej powiedzieć: „Teraz jestem w tym punkcie wykładu, w którym mówię, w którym punkcie wykładu jestem”. To jednak, ku mojej uldze, ale i pewnemu rozczarowaniu, nigdy nie nastąpiło.

prawda


Kiedy urodziła się starsza z moich młodszych sióstr, panna To, miałam trzy lata. Przenieśliśmy się wtedy na trochę do babci.
U babci wszystko odbywało się według z góry ustalonego harmonogramu, który musiał być przestrzegany co do minuty. Nienawidziłam tego. Codziennie to samo. Wczesna pobudka, mycie zębów, śniadanie, spacer, drugie śniadanie, spacer, obiad, spacer, kolacja, kąpiel, spać.

Spacery przebiegały według z góry wyznaczonych tras. Do wyboru: park, ogródki działkowe, plac zabaw. W parku były groby, w ogródkach działkowych żurawina na kisiel, a na placu zabaw – karuzela.

Kiedy siedziałam w krzesełku, widziałam, że oś kręci się najszybciej. Dużo szybciej niż krzesełka. Więc któregoś razu poprosiłam babcię, żeby postawiła mnie na osi. Stanę na jednej nodze, zmieszczę się. Babcia zaczęła mi tłumaczyć, że oś jest nieruchoma. Nieruchoma? Przecież widzę, że się kręci, i to szybko. Uparłam się, babcia ustąpiła.
Okazało się, że miała rację. Chyba nigdy nie byłam tak zaskoczona jak wtedy.

prawda


pistacje01

prawda


Któregoś razu N popsuł się Outlook. Poradziłam, żeby zalogowała się na swoje konto mejlowe przez witrynę internetową. Ponieważ nie bardzo wiedziała, jak to zrobić, usiadłam do komputera.
– Pamiętasz hasło?
– 15071606.
– Co to?
– Data urodzenia Rembrandta. Piętnasty lipca tysiąc sześćset szóstego.
– Nie działa. Może zmieniłaś?
– Spróbuj z datą śmierci van Eycka. 09071441.
– Nie działa. Może uda się tędy.
Klikam na opcję „Zapomniałem hasła”. Wyświetla się pytanie pomocnicze.
„Piłaś?”
Patrzę na N speszona.
– Piłaś? – pytam bezradnie.
N wzrusza ramionami.
– Nie, coś ty.
Wpisuję „nie”. To nie jest prawidłowa odpowiedź. Zapada krępujące milczenie.
– No dobra, spróbujmy – mówię wreszcie.
Wpisuję „tak” i odblokowuję konto.

[Wszystkie szczegóły, które mogłyby umożliwić identyfikację N, zostały zmienione.]

prawda


Są takie wspomnienia z dzieciństwa, dla których nie zostało rozstrzygnięte, czy należą do starszej z moich młodszych sióstr, czy do mnie. Czasami się o to kłócimy. Rodzice, świadkowie tamtych zdarzeń, wiadomo: są stronniczy (oczywiście tylko wtedy, gdy przyznają rację siostrze). Dlatego nie wiem, która z nas mówiła na koty „nionio” i która asystowała pradziadkowi przy porannym goleniu a potem jadła z nim jajecznicę.

Nie wiem też, która z nas dzieliła wszystkie żywe stworzenia na dwie grupy: „gizące i scypiące” oraz pozostałe, i gdy natykała się na jakąś nieznaną istotę, zaczynała od przypisania jej do jednej z tych kategorii.
Któregoś razu właśnie ta z nas miała nocować u babci. Nad łóżeczkiem wisiał obrazek.
– Kto to jest? – zapytała właśnie ta z nas.
– Matka Boska – opowiedziała babcia.
– Giząca i scypiąca?

« wte