przemiany


Poleca się czteroodcinkowy tekst o owadach w dwutygodnik.com

Owadzi seks
Obrzydliwość
Zowadzenie
Koniec

(Owady z Beskidu Sądeckiego, lipiec 2019).

przemiany


Dobrze, starczy już zimy i śmierci. Koty zmieniły futro, baobab wypuszcza liście, byliśmy biegać, wyjęłam rower z piwnicy.
Rysunek jeszcze z zeszłego tysiąclecia.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

przemiany


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

przemiany


pomarancza-a

przemiany


Więcej tu.

przemiany


przemiany


11424Tu na razie nic, bo dużo w rzeczywistości analogowej.
Adam rzucił pracę i się przeprowadzamy. Zamiast dwóch małych domów będziemy mieli jeden duży. Wozimy rzeczy, zrywamy/skubiemy tapety, malujemy ściany. W  moim starym domu  już nie ma książek, zrobiło się echo.

Na zdjęciu kolejna odsłona okna z beczkami. W 2011 wyglądało tak, zdjęcie obok z listopada 2012.
 
 
 
 
 
 

przemiany


Dostałam od Adama gablotkę z szesnastoma przegródkami. Umieściłam w niej następujące przedmioty:

kostka do gry plastikowa biała;
kostki do gry obsydianowe, sztuk sześć;
dziupla luzem mała;
(do czwartej przegródki Adam włożył karteczkę)
kamyki, szkiełko i gumowa żółta choinka lub zatyczka do ucha, znad morza;
ostrzeżenia z bibułek papierosowych, umieszczane w opakowaniach przed piątą od końca bibułką, dużo;
uszko od stłuczonej filiżanki;
pryzmat szklany;
śruba z nakrętką stalowa duża;
papierowe kółko z opakowania lekarstw, z napisem LOVE, oraz kawałek rośliny przypominający małą włochatą łapkę;
znalezione w fortach czerwone pokrętło z trójkątem oraz wróżby z ciasteczek z wróżbą, sztuk dwie;
bączek plastikowy czarno-srebrny;
wyrwane zęby trzonowe moje, sztuk dwie;
złota dziesięciorublówka z 1899 roku, po prababci;
znalezione jednogroszówki, sztuk dwie;
nakrętka stalowa duża.

przemiany


W gąszczu było pod górkę i z górki i znowu, i długo, gorąco i droga kręta. Szliśmy do Cisnej. Moje kolano bolało, Adama zaczęło, i stopa. Po iluś godzinach usłyszeliśmy w dole szosę. A tam, powiedział Adam, wystaw sobie, znowu będą ci panowie. I znowu nas zapytają „Kawy? Herbaty?”…
Do schroniska dotarliśmy tak zmęczeni, że mi się rzygać chciało. Zjedliśmy po chińskiej zupce, poszliśmy do namiotu spać. Tego dnia Adam uratował dwa ślimaki bez skorupki.

Rano postanowiliśmy zostać na jeszcze jedną noc, żeby trochę odpocząć. Wyjęliśmy z namiotu żuka, Adam zrobił pranie, ja wzięłam prysznic, poszliśmy na spacer – do punktu aptecznego (bandaż, maść rozgrzewająca), gdzie spotkaliśmy leśnego diabła o niezwykle jasnych oczach (igła, strzykawka; dziarski bieg po schodach), do centrum (knajpy, zapach smażonej ryby), na przystanek pekaesu (brak rozkładu jazdy, po drodze indyk), na cmentarz (Jezus na półksiężycu, muzułmański), wróciliśmy.
Przez pierwsze pół godziny nikt nie śpiewał, potem przyszedł autystyczny grajek gitarowy. Nikt nie znał jego piosenek, nikt mu nie wtórował, nikt go nawet nie słuchał (jeśli nie liczyć jednej małej dziewczynki), ale chyba w ogóle mu to nie przeszkadzało. Poszliśmy do namiotu spać. Następnego dnia mieliśmy jechać do Komańczy.

Około północy przy ognisku zaczęła się impreza. Śpiewaków i grajków było jakieś straszne mnóstwo, co gorsza oprócz gitar mieli jeszcze flecik i bębny. Z naszego namiotu słychać było wszystko doskonale. Wycie, brzdąkanie, walenie, popiskiwanie, pokrzykiwanie i dowindy. Śpiewali tak i grali do pierwszej – zasnęłam – drugiej – Adam nie spał – drugiej, po drugiej… Wpół do trzeciej obudził mnie jakiś ruch i ciche sapanie. Wyciągnęłam rękę w stronę twarzy Adama, ale pod palcami poczułam futro. Chyba właśnie zamieniał się w niedźwiedzia. Pogłaskałam go, zamknęłam oczy. W półśnie słyszałam, jak wychodzi z namiotu, jak nagle urywa się całe to granie, śpiewanie i walenie w bębny, jak przechodzi w jeden wielki wrzask przerażenia i tupot dziesiątek uciekających nóg.
I tylko jeszcze ktoś krzyknął ze zgrozą: Nasrał nam do gitary!, a potem wszystko ucichło.

[zdjęcia]

przemiany


W urodziny Adama od rana była mżawka, namiot zwinęliśmy wilgotny. W sklepie mieli tylko piwo, czipsy i batoniki, więc na śniadanie zjedliśmy chińskie zupki. Mnie włączył się już tryb nietowarzyski, Adam postanowił uciąć sobie small-talk z najbardziej wycofanym gościem pola namiotowego. Tomasz Geograf siedział w Bieszczadach już drugi tydzień, wyrosła mu całkiem porządna broda. Zbierał materiały do magisterki, badał koryto Sanu; chodził po jakichś krzakach (na szczęście moje przyrządy nie są zbyt ciężkie, ani, prawdę mówiąc, zbyt skomplikowane), widział rysia i odradził spacery wzdłuż ukraińskiej granicy (słyszałem o takich, co spędzili urlop w lwowskim areszcie).
Pożegnaliśmy się, poszliśmy, zaczęło lać. Schowaliśmy się pod byłą bramą zakładów Iglopol. Spędziliśmy tam jakieś półtorej godziny; patrzyliśmy na deszcz, na konie leżące w trawie (jeden miał numer na boku), patyczkami i kupkami zeschłych źdźbeł zmienialiśmy bieg cieknącej po asfalcie wody, zrobiliśmy kawę, napiliśmy się whisky. Jak przestało, poszliśmy na torfowisko.

Nocowaliśmy w schronisku młodzieżowym w Stuposianach. Rano padało, Adam wymyślił plan. Pojechaliśmy pekaesem do Ustrzyk. Siedliśmy na pierwszych siedzieniach, słuchaliśmy kierowcy.
To już nie są te Bieszczady, co kiedyś… Kiedyś to tu było kolorowo od namiotów, namiot na namiocie. Cały lipiec jeden z drugim rozładowywał wagony, sierpień – jechali w Bieszczady. Zatrzymywali autobus, panie kierowco, pan nas zabierze! Gdzie, jak ja pełny jestem! A teraz… To już nie te same Bieszczady… Kiedyś na znakach było „serpentyny”, a teraz co? „Droga kręta”.
Adam uratował winniczka, potem we mgle i w deszczu, w porywistym wietrze i zawrotnym tempie zdobyliśmy Tarnicę i zeszli do Wołosatego, akurat na autobus.
– Jedzie pan przez Stuposiany?
– Tak. – Kierowca patrzy na nas naburmuszony, z góry do dołu obcina, coś w myśli przeżuwa, wreszcie mówi: – Tylko te buty trochę wyczyśćcie, ja do Rzeszowa jadę.

[zdjęcia]

przemiany


W porcie Hel w listopadzie. W miejscu, w którym dwa i pół roku wcześniej były niebieskie beczki, te z nagłówka.
Wtedy, w listopadzie, zobaczywszy, że beczek już nie ma, zasmuciłam się i sfotografowałam pustkę po beczkach. Odbijający się w oknie statek dostrzegłam dopiero po wywołaniu zdjęć.
Pokazywałam już kiedyś fejsbukiem, ale diabła tam fejsbukiem.
Kliknąwszy itd.

 
 
 
 
 
 

wewte »