trudne słowa


Stary rysunek na nowy rok, bardzo proszę. I wszystkiego, co tego, proszę. Tak.
W zeszłym roku w F po obiedzie. Dookoła notatki. Po lewej: Jak rano dojechać na lotnisko? Po prawej: Kim jest starsza pani, która przyszła potem?

img202

trudne słowa


[Zainspirowane, choć raczej na zasadzie bardzo odległych skojarzeń i nie wiem, czy ten, który inspiracji dostarczył, będzie z tego zadowolony, notką telemacha o karpiu.
Kliknąwszy, można obejrzeć w większym rozmiarze (zalecane).]

trudne słowa


Tym razem nie z pudła, dziś narysowane. W pracy, na liście obecności.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

trudne słowa


jak zacząć
dobry wieczór / dzień dobry
przepraszam
która godzina?

na randce
zjesz coś? / wypijesz?
masz ładne oczy
chodźmy do kina

seks
dotknij mnie tutaj / całuj mnie mocniej
przestań na chwilę
ja już skończyłam

miłość
lubię cię / kocham
dobrze mi z tobą
jestem szczęśliwa

rozstanie
lepiej już pójdę / wezmę taksówkę
zadzwonię jutro
będę tęskniła

 

[Zainspirowane autentycznymi rozmówkami, rozdział Romance, tytuły kolejnych części za oryginałem, treść z grubsza też.]

trudne słowa


Alek, mój trzyletni brat cioteczny, pokazuje mi swoje samochodziki.
– Ile ich jest? – pytam.
– Osiemdzieści.
– Osiemdzieści – wyjaśnia Paweł, ojciec Alka – oznacza bardzo dużo. Najwięcej.

trudne słowa


[Pierwsza część tu.]

Budzę się chwilę po siódmej, pakuję śpiwór, zakładam buty. Po chwili pojawia się mężczyzna w roboczym ubraniu.
– A co wy tu?
– Niiic – odpowiadam najniewinniejszym ze swoich głosów i patrzę na niego okrągłymi oczami, które byłyby w tej chwili niebieskie, gdyby takie były (uwierz w to, uwierz uwierz). – Buty wiążę.
– A! – odpowiada, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie, i odchodzi.

Ósma rano, idę na kawę do jedynego otwartego baru.
Kłęby dymu, miejscowi piją piwo, niektórzy wódkę. Zamawiam kawę, dostaję parzoną, w grubej szklance ze spodkiem. Przysiada się do mnie starszy mężczyzna. Siedzimy, milczymy, po kilkunastu minutach pyta skąd jestem. Odpowiadam, a on kładzie dłoń na sercu, kłania mi się powoli i mówi uroczyście:
– Witajcie.

Potem już góry, chłopcy z Uzovskych Pekl’an i znowu góry.
W schronisku niedaleko Lipovców dostaję apartament z wielkim łóżkiem i skórzaną kanapą.

*

Następnego dnia docieram na przełęcz Branisko. Siadam pod kapliczką, przychodzi rodzina z dziećmi. Dzieci oglądają plecak, torbę, aparat, zagadują. Jeden z chłopców pyta:
– Kdo t’a tu nechal?
Nie rozumiem, więc zniecierpliwiony powtarza parę razy, wybijając rytm patykiem:
– Kdo-t’a-tu-ne-chal!?
Wreszcie jego matka tłumaczy:
– Kto was tu ostawil?

(Kiedy jestem za granicą, staram się jak najwięcej z danego języka zrozumieć. Czytam szyldy, etykietki, odgaduję znaczenia, próbuję mówić. Tu jest inaczej i czuję się z tym dziwnie. Słów nie zapamiętuję, bo są zbyt podobne do polskich, a kiedy mówię po słowacku, mam wrażenie, że wszystko przekręcam).

Potem dzieci odchodzą i pojawia się młodzież, dwie dziewczyny i dwóch chłopaków, z butelką wódki. Przysiadają się, proponują wódkę, dziękuję. Chwilę rozmawiamy. Idę, młodzież zapowiada, że kupi kolejną flaszkę i odwiedzi mnie w motelu.
Nie wiem, czy przyszli, bo się przed nimi schowałam.

*

Rano z powrotem na przełęcz. Idę asfaltem, podjeżdża facet, że podwiezie. To wsiadam, asfaltem iść żadna zabawa. A skąd, a dokąd, a nie boisz się tak sama, standard. Ale potem, tuż przed przełęczą, bo to niedaleko było:
– Jesteś taka ładna, nie boisz się?
(Noż jasna cholera, a mama mówiła, żeby nie wsiadać z obcymi mężczyznami do samochodu).
– Nie – odpowiadam (tylko spokojnie).
– Masz ochotę na seks? – Uśmiecha się obleśnie.
– Nie. – Odruchowo kładę rękę na klamce (niedobrze). – Tutaj chcę wysiąść. – (Patrzę kątem oka. Gruby. W razie czego ucieczka pod górkę, może nie da rady albo nie będzie mu się chciało. Tylko plecak, w bagażniku).
Zatrzymuje się, otwieram drzwi, wysiadam. Facet otwiera mi bagażnik, wyjmuję plecak, do widzenia. Kładę rzeczy na murku, powoli, wyjmuję buty, bo szłam w sandałach. Samochód stoi za moimi plecami, silnik włączony, samochód stoi. Stoi i stoi. Powoli (jedź już, kurwa) wyjmuję kosmetyczkę, tnę plaster (jedź), naklejam na obtarte palce, wkładam skarpetki. Jedzie. Szum opon cichnie, zbyt szybko. Sznuruję jeden but, drugi, znowu słyszę silnik (no nie). Wraca. Przejeżdża koło mnie, zwalnia, zatrzymuje się, otwiera okno.
– A jak ci dam pięć euro?

[zdjęcia]

trudne słowa


krul lirPonieważ coraz częściej słyszę utyskiwania dotyczące galerii – że rysunki się w niej gubią, że czytelnicy o niej zapominają, itd. – postanowiłam pójść za sugestią jednego z i część rysunków pokazać tutaj.
Proszę bardzo, dzisiaj krul LIR.

 
 
 
 
 
 

trudne słowa


czemunie

trudne słowa


Wywołałam resztę zdjęć z wakacji.

Zachęcam do oglądania, bo można tam zobaczyć między innymi reklamę tęczowych parówek i szyld firmy meblowej Podwika.

A obok Król Drzewołaków.

 
 
 
 
 
 
 
 
 

trudne słowa


Słowa kluczowe czerwiec–lipiec.
Podaję najciekawsze, tym razem nie wierszem, a wg kolejności z licznika. Pisownia oryginalna.

niszczą blone porno
Szkic Podfruwajki
co to nieadekwatność
wujek czas wolny dzieci
napisy na piżamy
stroje ludowe skup
nie akceptuję swojego gejostwa
czy psychiarta moze umawiac sie z pacjentka
co to znaczy wypiąć się do kogoś gołym tyłkiem
jak uwieść faceta biseksualistę
łaskotali pannę
opatrunkiem na oku
romans lekarz etyka
Zaczepiał was kiedyś pedofil?
sutanna ma guzików
PYSK DZIKA
przjęzyczenie albo potówr mityczny
olej święcony
molestowanie łaskotanie
wiersze o długiej nieobecności
pielegniarka tortury
skup kopyt plastykowych ceny
muza poety
jak otworzyć zamkniętą pistacje
świntuchy amatorki
zatęchła woda w studni
po operacji został opiłek (igła)
jak poderwać listonosza
jak wygląda kapitalista
karuzela kukiel blog

trudne słowa


Większość pamiątek z mojego najwcześniejszego dzieciństwa przechowuje mama. W zacinającej się szufladzie szafy z owalnym lustrem trzyma białe ogrodniczki, które miałam na sobie podczas chrztu, błękitną sukienkę, w którą byłam ubrana, kiedy tuż obok mnie uderzył piorun, skarpetki, które zakładano mi wieczorem na dłonie, żebym w nocy nie obgryzała paznokci, i strzępy kocyka „i”, bez którego nie potrafiłam zasnąć.
Ja raczej nie lubię gromadzić rzeczy. Z pamiątek z dzieciństwa przechowuję tylko sfatygowany egzemplarz Czarnej jamy z ilustracjami Stasysa Eidrigevičiusa, pogryzioną grzechotkę w kształcie obręczy i – zawiniętą w foliową siatkę i materiałowy worek – lalusię dzidzię.

lalusia1 lalusia2 lalusia3

Podobno bardzo ją kochałam. Nawet kiedy wyglądała już mniej więcej tak, jak na zdjęciach. I podobno któregoś razu mama w przystępie niekontrolowanej złości wyrwała lalusię dzidzię z moich objęć, cisnęła nią o ziemię i krzyknęła:
– To nie jest żadna lalusia dzidzia, tylko wstrętna stara kukła!

« wtewewte »