No więc wychodzę dziś z domu i idę. Jestem już na rogu, kiedy wtem! coś z głośnym stuknięciem spada mi pod stopy. Patrzę, orzech. Przestraszyłam się trochę, prawie bym w głowę dostała. Rozglądam się – nieopodal ląduje wrona i czeka. To rozdeptałam orzech, odwróciłam pęknięciem na wierzch i poszłam. Cały zjadła.
Ciekawe, czy wie, że zrobiłam to świadomie, czy ma ludzi za niezdarne automaty, które depczą wszystko, co im spadnie pod nogi.