Jeszcze przed narodzinami młodszej z moich młodszych sióstr Panna To, Iwasz i ja zostaliśmy wysłani na kolonie letnie do ośrodka rehabilitacyjnego Instytutu w S. Na koloniach były dziwne dzieci, od których dowiedzieliśmy się, co to jest striptiz i gra w butelkę, nauczyliśmy się piosenki o Hendryku rozbójniku* i złapaliśmy wszy. Po kilku latach Mamrot uświadomiła mi, że były to specjalne kolonie dla dzieci z rodzin patologicznych, a nas upchnęła tam po znajomości babcia Ka, żebyśmy pooddychali zdrowym wiejskim powietrzem.

W naszym domku mieszkał między innymi taki jeden Artur. Nazywaliśmy go Kwadratową Mordą, bo miał długie włosy z równą jak od linijki grzywką. Któregoś wieczora, kiedy już byliśmy w łóżkach, przyszedł do naszego pokoju i zaczął tańczyć. Tańczył odwrócony do mnie plecami i nagle szarpnął gumkę swoich spodni od piżamy i na chwilę pokazał goły tyłek.

– Wiesz co? – powiedział po jego wyjściu Iwasz, wówczas dziewięcioletni. – On cię chyba kocha.
– No co ty! – zdenerwowałam się, bo nie lubiliśmy Artura i sugestię Iwasza odebrałam jako niemal obraźliwą.
– Naprawdę – obstawał przy swoim Iwasz. – Ja goły tyłek pokazałbym tylko kobiecie, którą bym kochał.

* Tekst tej piosenki ma wiele różnych wersji, patrz np. dyskusja tutaj. My poznaliśmy wtedy którąś z tych dłuższych.