Onanikot tracił z siebie nasienie na ziemię, aby nie wzbudził potomstwa bratu swemu.
Brzydkie, wiem, ale od dawna chciałam to tutaj.
[Cytat w pierwszym zdaniu za Biblią Gdańską.]
Skończył mi się notes, więc kupiłam nowy. Przepisałam ze starego hasła, piny i loginy, numery telefonów i daty urodzin. Przepisałam listę książek do kupienia i filmów do obejrzenia. Przepisałam datę ostatniej wizyty u doktor K. Zatrzymałam się na notatce 17.01.2011, xxx.
Czarne cyfry wyprężyły się na papierze jak pajęcze nóżki. Nie wiem, jak to możliwe, ale naprawdę o tym zapomniałam.
Nie chciałam tego. Nie umiem nawet powiedzieć, jak to się stało. Pamiętam, co było przed i po, ale najistotniejszy moment jakby mi wycięło. Wiem tylko, na pewno, że to był przypadek. Przeraziłam się, każdy by się przeraził, i uciekłam. Nie wiem, na co wtedy liczyłam. Że nikt nie zauważy? W sumie słusznie – już prawie rok minął i nic. Ale przecież w każdej chwili mogą ją znaleźć. I co im wtedy powiem? I kto mi po tych wszystkich miesiącach uwierzy? Do takich rzeczy trzeba się przyznawać od razu.
Wzięłam skalpel, zdrapałam cyfry, wyrwałam kartkę, podarłam. To straszne, wiem, ale nie miałam wyrzutów sumienia, ani wtedy, ani wczoraj. Po prostu się bałam. Że znajdą, pewnie całkiem zgniła, przyjdą, będą pytali. A ja nie będę umiała przekonująco kłamać, bo już pamiętam.
Obudziłam się dzisiaj trochę po ósmej. Spojrzałam na smugę światła na podłodze, pościel była przyjemnie ciepła i gładka. Nie poczułam ulgi. Z całej siły próbuję sobie wmówić, że tylko mi się to przyśniło. Jeżeli w to uwierzę, może uda mi się ich oszukać.
2009, na zebraniu w pracy. Mysz, dorysowana na prośbę kolegi, jest organiczna i niepodzielna dlatego, że mała.
Sens tytułu można sobie w słowniku pod hasłem jak w tytule.
Kiedy byłyśmy małe, rodzice hodowali króliki. Za garażem, tam gdzie pod koniec wojny Bucholz zastrzelił Malinkego (lub odwrotnie), stały przy ścianie klatki z desek i siatki ogrodzeniowej. Starsza z moich młodszych sióstr i ja często tam chodziłyśmy. Głaskałyśmy króliki, zaglądałyśmy w ich dziwne czerwone oczy, karmiłyśmy mleczami i trawą. Niektóre miały kolczyk w jednym uchu, jak Adaś, najlepszy przyjaciel rodziców, który parę lat później przedawkował heroinę, i wyglądały bardzo zawadiacko. Czasami rodziły się młode – łyse i różowe.
Któregoś dnia wszystkie zniknęły. Mama powiedziała, że tata wywiózł je do lasu.
Darkroom.
Stąd jesteś?
Nie, czemu pytasz?
U znajomych się zatrzymałeś?
W hotelu, dwie ulice dalej.
To co?
Co?
Bo ja mam autobus o czwartej.
[opowiedziane przez Radeczka]
jak zacząć
dobry wieczór / dzień dobry
przepraszam
która godzina?
na randce
zjesz coś? / wypijesz?
masz ładne oczy
chodźmy do kina
seks
dotknij mnie tutaj / całuj mnie mocniej
przestań na chwilę
ja już skończyłam
miłość
lubię cię / kocham
dobrze mi z tobą
jestem szczęśliwa
rozstanie
lepiej już pójdę / wezmę taksówkę
zadzwonię jutro
będę tęskniła
[Zainspirowane autentycznymi rozmówkami, rozdział Romance, tytuły kolejnych części za oryginałem, treść z grubsza też.]
Alek, mój trzyletni brat cioteczny, pokazuje mi swoje samochodziki.
– Ile ich jest? – pytam.
– Osiemdzieści.
– Osiemdzieści – wyjaśnia Paweł, ojciec Alka – oznacza bardzo dużo. Najwięcej.