W sumie, tak dziś sobie myślałam, to by fajnie było. W pracy tych wszystkich spraw by nie trzeba załatwiać, w życiu na wyniki czekać, złe wiadomości, na rozpad i rozkład. Ogólnie gdzieś mieć, się więcej nie martwić, nie wkurzać, bo po co, coś złego zrobić, zuchwałego, bo co.
Dostałam dziś wiadomość ze szpitala, to mi przypomniało. Są w poradni takie karty, co były zakładane w latach 80., 90… Mam szczęście, że jestem tu w tym czasie, 12.12.12 o 12. Szczęście czemu? Bo i tak zaraz będzie wszystko jedno?
Ale to znowu nie dziś, chyba że w nocy albo nie hukiem, lecz skomleniem. No dobra. Ze względu na Adama. Poszedł na miasto, chciałabym, żeby wrócił przed końcem.