Lato było, trochę padało, zadzwonił telefon.
– Halo! – powiedział Olo, w charakterystyczny dla siebie sposób akcentując a.
– Halo! – odpowiedziałam, w charakterystyczny dla Ola sposób akcentując a. – Co słychać?
– Dzwonię do ciebie, bo moje życie stało się ostatnio partią szachów.
– Och. I chcesz mnie obsadzić w roli wieży?
– Królowej. Żebyś miała swobodę ruchów.
[Dawno nie było.
Najlepsze frazy wyszukiwarek z ostatnich 30 dni w formie wiersza, proszę. Jeden wers odpowiada jednej frazie. Frazy przytaczam w oryginalnym brzmieniu, poprawiam tylko ortografię.]
dziewczyny z karpiem
kiedy szedłem szukać szynki
umysł jako podmiot poznający
pokój starszej pani
księżyc to placebo
smutno jest być solipsystą
całuj mnie jesienią
amatorka
szczupła miesięcy kochasz a
zimna bez serca
wiersze o cipce
ślimak do nasion
zamknięta pistacja
definicje logika
milosc szkic
wenflon krew
ruchaj mnie
medycyna śmierć
powiesiła się
skup złomu
koniec świata
maszyna snów
zęby szczura
dwa księżyce na niebie
klatka schodowa
stopnie do piekła
milosc szkic
medycyna śmierć
pistacje
jak się otwierają pistacje
zęby szczura
powiesiła się
Któregoś zimowego wieczoru Lola Amatorka jechała tramwajem do Inkasenta o Białych Dłoniach. Stała przy drzwiach, tyłem do kierunku jazdy, oparta plecami o ścianę kabiny motorniczego. Na przystanku Rondo B wsiadł niski starszy pan z dziwnym błyskiem w oku. Stanął obok Loli i nie patrząc na nią, powiedział półgłosem:
– Stoję obok pani.
Lola spojrzała na niego, uśmiechnęła się i kiwnęła głową.
– Z tyłu oparcie – kontynuował starszy pan – z przodu pustka… Jak zahamuje, to polecimy. Ma pani spadochron? …Ja też nie.
– Jak gwałtownie ruszy – poprawiła go Lola po chwili namysłu.
– Tak… Niech nie rusza. Niech tylko hamuje. Narzeczony jedzie?
– Tym tramwajem nie.
Wstaję ciemno, idę zimno. Nad parkiem słońce, jak demokracja, głupio okrągłe. W tramwaju pachnie żelazkiem, gorąco. Dziewczyny śpią, każda nad książką, mężczyźni ze skruchą patrzą w podłogę. Z ust czuć im grobem – bo nie myją zębów.
Na szybie para, rysuję. Za oknem miasto psuje się z zimna, ja beznadziejnie w tym mieście, w kałużach błoto pod lodem. Czas się kurczy, przestrzeń dłuży, moc truchleje. Zagłada Centrum Handlowe. Galeria fryzur obcięte głowy, święty Mikołaj dług narodowy, dworzec centralny całkiem jak nowy. Karetka fałszuje, tramwaj hamuje i dzwoni. Daj pani daj, dużo zdrowia na cała rodzina. Widok ze złego oka, wysiadam kurwa kurtyna.
Zainspirowane, choć raczej na zasadzie bardzo odległych skojarzeń i nie wiem, czy ten, który inspiracji dostarczył, będzie z tego zadowolony, notką telemacha o karpiu.
Skończył mi się notes, więc kupiłam nowy. Przepisałam ze starego hasła, piny i loginy, numery telefonów i daty urodzin. Przepisałam listę książek do kupienia i filmów do obejrzenia. Przepisałam datę ostatniej wizyty u doktor K. Zatrzymałam się na notatce 17.01.2011, xxx.
Czarne cyfry wyprężyły się na papierze jak pajęcze nóżki. Nie wiem, jak to możliwe, ale naprawdę o tym zapomniałam.
Nie chciałam tego. Nie umiem nawet powiedzieć, jak to się stało. Pamiętam, co było przed i po, ale najistotniejszy moment jakby mi wycięło. Wiem tylko, na pewno, że to był przypadek. Przeraziłam się, każdy by się przeraził, i uciekłam. Nie wiem, na co wtedy liczyłam. Że nikt nie zauważy? W sumie słusznie – już prawie rok minął i nic. Ale przecież w każdej chwili mogą ją znaleźć. I co im wtedy powiem? I kto mi po tych wszystkich miesiącach uwierzy? Do takich rzeczy trzeba się przyznawać od razu.
Wzięłam skalpel, zdrapałam cyfry, wyrwałam kartkę, podarłam. To straszne, wiem, ale nie miałam wyrzutów sumienia, ani wtedy, ani wczoraj. Po prostu się bałam. Że znajdą, pewnie całkiem zgniła, przyjdą, będą pytali. A ja nie będę umiała przekonująco kłamać, bo już pamiętam.
Obudziłam się dzisiaj trochę po ósmej. Spojrzałam na smugę światła na podłodze, pościel była przyjemnie ciepła i gładka. Nie poczułam ulgi. Z całej siły próbuję sobie wmówić, że tylko mi się to przyśniło. Jeżeli w to uwierzę, może uda mi się ich oszukać.





