rozpad i rozkład


Kiedy byłyśmy małe, rodzice hodowali króliki. Za garażem, tam gdzie pod koniec wojny Bucholz zastrzelił Malinkego (lub odwrotnie), stały przy ścianie klatki z desek i siatki ogrodzeniowej. Starsza z moich młodszych sióstr i ja często tam chodziłyśmy. Głaskałyśmy króliki, zaglądałyśmy w ich dziwne czerwone oczy, karmiłyśmy mleczami i trawą. Niektóre miały kolczyk w jednym uchu, jak Adaś, najlepszy przyjaciel rodziców, który parę lat później przedawkował heroinę, i wyglądały bardzo zawadiacko. Czasami rodziły się młode – łyse i różowe.
Któregoś dnia wszystkie zniknęły. Mama powiedziała, że tata wywiózł je do lasu.

rozpad i rozkład


Narysowane na śmiertelnie nudnych ćwiczeniach z antropologii filozoficznej, dawno temu.
img741

rozpad i rozkład


Większość pamiątek z mojego najwcześniejszego dzieciństwa przechowuje mama. W zacinającej się szufladzie szafy z owalnym lustrem trzyma białe ogrodniczki, które miałam na sobie podczas chrztu, błękitną sukienkę, w którą byłam ubrana, kiedy tuż obok mnie uderzył piorun, skarpetki, które zakładano mi wieczorem na dłonie, żebym w nocy nie obgryzała paznokci, i strzępy kocyka „i”, bez którego nie potrafiłam zasnąć.
Ja raczej nie lubię gromadzić rzeczy. Z pamiątek z dzieciństwa przechowuję tylko sfatygowany egzemplarz Czarnej jamy z ilustracjami Stasysa Eidrigevičiusa, pogryzioną grzechotkę w kształcie obręczy i – zawiniętą w foliową siatkę i materiałowy worek – lalusię dzidzię.

lalusia1 lalusia2 lalusia3

Podobno bardzo ją kochałam. Nawet kiedy wyglądała już mniej więcej tak, jak na zdjęciach. I podobno któregoś razu mama w przystępie niekontrolowanej złości wyrwała lalusię dzidzię z moich objęć, cisnęła nią o ziemię i krzyknęła:
– To nie jest żadna lalusia dzidzia, tylko wstrętna stara kukła!

rozpad i rozkład


Rumunia 2004, dworzec autobusowy w Suczawie. Zaczepia mnie mała Romka. Wyciąga dłoń i natrętnie błagalnym tonem mówi coś, czego nie rozumiem. Kręcę odmownie głową, dziewczynka znika. Po chwili pojawia się znowu, boleśnie szczypie mnie w ramię, krzywi się paskudnie i mamrocze coś, czego także nie rozumiem, ale co zdecydowanie brzmi jak klątwa.

Polska 2009, w-wski tramwaj. Wsiada obszarpany mężczyzna z gnijącą nogą, klęka w przejściu między siedzeniami i zaczyna recytować:
– Szanowni państwo nie mam pracy nie mam domu jestem chory nie mam na leki…
Jeden z pasażerów brutalnie łapie go za ramię, podnosi z klęczek i popycha w stronę siedzenia.
– Siadaj!
Mężczyzna z gnijącą nogą protestuje nieśmiało:
– Ale ja chciałem coś użebrać…
– Siadaj! Siadaj jak człowiek.

Polska 2010, Dworzec Centralny w W-wie. Darka zaczepia mężczyzna o kulach i prosi o pieniądze. Darek odmawia. Mężczyzna patrzy mu głęboko w oczy i mówi:
– Życzę zdrowia…

rozpad i rozkład


– Nie leć, synu, za blisko słońca, by nie stajał wosk od jego żaru – powiedział Dedal, przypinając Ikarowi skrzydła. – I nie leć za blisko morza, by pióra nie nasiąknęły wodą*.
– Ojcze – Ikar się zaśmiał, bo pióra łaskotały go w szyję – jesteś znakomitym rzeźbiarzem i jeszcze lepszym projektantem labiryntów, jesteś pomysłowym wynalazcą i wspaniałym konstruktorem sztucznych krów – (przy krowach Dedal trochę się skrzywił) – ale przyrodnik z ciebie żaden.
– O, doprawdy? – zdziwił się Dedal drwiąco, ale pobłażliwie, bo lubił swojego syna.
– Czyżbyś nie wiedział, że im bliżej słońca, tym zimniej? – zapytał Ikar i nie czekając na odpowiedź, odbił się od ziemi, by po chwili zniknąć w przestworzach.

Na wysokości 1700 metrów jego serce zaczęło walić jak oszalałe. Na wysokości 1800 metrów zrobiło mu się niedobrze. Na wysokości 2000 metrów zaczęło kręcić mu się w głowie. Na wysokości 2300 metrów zemdlał i runął do morza.

* Za Wandą Markowską.

rozpad i rozkład


Paweł wychodził pierwszy. Zamykał furtkę i podnosił głowę. Piotr stał w oknie. Paweł uśmiechał się do niego i odchodził. Potem się popsuło.
Paweł wyszedł, zamknął furtkę, nie podniósł głowy. Na myśl o Piotrze stojącym niepotrzebnie w oknie zrobiło mu się bardzo smutno. Piotr nie wstał od komputera. Wpatrywał się w monitor i myślał o Pawle patrzącym w puste okno. Było mu bardzo smutno.

rozpad i rozkład


toprzykre

Miałam dwie takie.  Została mi jedna. Mam nadzieję, że się nie zgubi.

rozpad i rozkład


pistacje01

« wte