pod centrum handlowym
gołębia bez głowy
dzióbały kruki i wrony
a głowa
z otwartym wciąż okiem
kawałek dalej leżała
pod blokiem
[za facebookowym statusem Zoś: „pod centrum handlowym sadyba krukowate jadły gołębia bez głowy”]
pod centrum handlowym
gołębia bez głowy
dzióbały kruki i wrony
a głowa
z otwartym wciąż okiem
kawałek dalej leżała
pod blokiem
[za facebookowym statusem Zoś: „pod centrum handlowym sadyba krukowate jadły gołębia bez głowy”]
Dzwoni Olo.
– Dobry wieczór!
– Dobry wieczór! Co u pana słychać?
– Życie, proszę pani, toczę życie. A pani?
– Och, ja też. I to jest spora zmiana, wie pan, bo do niedawna toczyłam śmierć.
Słowa kluczowe, po których internauci trafiają na jesień fetyszysty, ogromnie mnie inspirują. Poniżej, w ramach przeprosin za długą nieobecność, pomieszczam dwa krótkie wiersze utworzone w całości z fraz wyszukiwarek.
Frazy przytaczam bez skrótów i zmian, poprawiam tylko pisownię tam, gdzie to niezbędne. Zasadniczo jeden wers odpowiada jednej frazie, jeżeli jest inaczej, oddzielam przecinkiem. Wyjątek stanowi zdanie „pacjent nic nie widzi i lekarz nic nie widzi”, które rozbiłam na dwa wersy. Tytuły Raport ze szpitala i Poranek poety pochodzą ode mnie.
A do zagospodarowania mam jeszcze takie skarby, jak „co zrobić z wodą święconą o nieprzyjemnym zapachu”, „kiedy panna ma wysłać lotto” czy „zabawy z pokrzywami”…
słowa kluczowe 2 – Raport ze szpitala
5 lekcji anatomii
karta gorączkowa stolec
lekarki w gumowych rękawiczkach
wenflon zakładanie
karuzela plac zabaw
chłopiec na karuzeli
gładzi się po nodze
cos chrobocze w ścianie
pacjent nic nie widzi
i lekarz nic nie widzi
karuzela od góry
za stygnącymi latarniami
chłopiec na karuzeli
gładzi się po nodze
cos chrobocze w ścianie
słowa kluczowe 3 – Poranek poety
leniwe oko, lustro patrz
oko zaklejone podbite
stonki sen, ślimak śmierć
śniły mi się dwa księżyce
koniec świata jpg
muza trudne życie
– Nie leć, synu, za blisko słońca, by nie stajał wosk od jego żaru – powiedział Dedal, przypinając Ikarowi skrzydła. – I nie leć za blisko morza, by pióra nie nasiąknęły wodą*.
– Ojcze – Ikar się zaśmiał, bo pióra łaskotały go w szyję – jesteś znakomitym rzeźbiarzem i jeszcze lepszym projektantem labiryntów, jesteś pomysłowym wynalazcą i wspaniałym konstruktorem sztucznych krów – (przy krowach Dedal trochę się skrzywił) – ale przyrodnik z ciebie żaden.
– O, doprawdy? – zdziwił się Dedal drwiąco, ale pobłażliwie, bo lubił swojego syna.
– Czyżbyś nie wiedział, że im bliżej słońca, tym zimniej? – zapytał Ikar i nie czekając na odpowiedź, odbił się od ziemi, by po chwili zniknąć w przestworzach.
Na wysokości 1700 metrów jego serce zaczęło walić jak oszalałe. Na wysokości 1800 metrów zrobiło mu się niedobrze. Na wysokości 2000 metrów zaczęło kręcić mu się w głowie. Na wysokości 2300 metrów zemdlał i runął do morza.
* Za Wandą Markowską.
Pod koniec kwietnia Lola Amatorka zorientowała się, że jest w ciąży. Nie była pewna, czy ojcem dziecka jest Ponury Monter, Ksiądz po Kolędzie, czy Operator Fotoplastikonu, ale było to w zasadzie nieistotne. Ponury Monter miał ładne dłonie, Ksiądz po Kolędzie miły głos, a Operator Fotoplastikonu czarne oczy, ale żaden z nich nie nadawał się na ojca i z żadnym Lola nie chciała się wiązać.
Kiedy zobaczyła na teście dwie kreski, była trochę zaskoczona, ale naprawdę się ucieszyła. Zawsze lubiła dzieci i zawsze chciała jakieś mieć. Ciążę potraktowała poważnie i odpowiedzialnie; rzuciła palenie, zaczęła się zdrowo odżywiać i chodzić do lekarza. Była szczęśliwa i coraz ładniejsza, więc Ponury Monter, Ksiądz po Kolędzie i Operator Fotoplastikonu kochali ją jeszcze mocniej i czulej niż przedtem.
Mała kropka na pierwszym USG była strasznie ciemna. Czarniejsza niż oczy Operatora i sutanna Księdza i bardziej ponura niż Monter. Lola starała się o tym nie myśleć, ale im mocniej się starała, tym silniejszy ogarniał ją niepokój, choć lekarze zapewniali, że „płód jest prawidłowy”. W końcu zdecydowała się na amniopunkcję.
– Naprawdę przykro mi to mówić – powiedział lekarz, i naprawdę było mu przykro, bo zdążył już pokochać Lolę Amatorkę – ale pani dziecko cierpi na nieuleczalną depresję. Nie chce żyć i nigdy nie będzie chciało. Podczas porodu zrobi wszystko, żeby umrzeć. Odwróci się tyłem, okręci sobie pępowinę wokół szyi albo wypchnie łożysko przed sobą. Może przy tym – tu trochę załamał mu się głos – niechcący panią zabić.
Lola Amatorka milczała.
– Jeżeli pani dziecko nie umrze przy porodzie – ciągnął lekarz – nigdy nie będzie szczęśliwe. Znam takie przypadki – odwrócił wzrok. – Znam ludzi, którzy nie chcą żyć, i nic im nie pomaga. Ani najlepsi lekarze, ani najnowsze leki, ani najwymyślniejsze terapie. Ani kochające rodziny, ani wspaniali przyjaciele, ani sukcesy, ani sława i pieniądze, ani alkohol i narkotyki. Nic.
Lola Amatorka patrzyła na swoje stopy. Lekarz patrzył w okno.
– Nieuleczalna depresja płodu może być uznana za wskazanie do przeprowadzenia aborcji – powiedział. – Jeżeli zdecyduje się pani na usunięcie ciąży, pomogę pani.
Była już noc, padał śnieg. W ciszy wypełniającej dom czegoś brakowało. Spojrzałem na zegarek. Stanął. Zawsze nakręcałem go o czwartej po południu, kiedy filozof przechodził pod moimi oknami. Dziś nie przechodził. Następnego dnia dowiedziałem się, że nie żyje.
Ostatnio sporo pada i pełno ślimaków wszędzie. Nie ma siły, żeby chociaż jednego dziennie nie rozdeptać. Źle mi z tym, bo bardzo lubię ślimaki.
Zeszły piątek – idziemy z Michałem do Marcina. Noc, mokro, Michał z rowerem. Przednią lampkę włączył i oświetla drogę. Wypatrujemy ślimaków, żeby móc je ominąć. Idziemy powoli. Michał wyjaśnia:
– Bo ślimaki są bardzo niezdecydowane. Na przykład co do płci: taki ślimak nie wie, czy jest płci męskiej czy żeńskiej…
– One są obupłciowe – prostuję. I dodaję, z satysfakcją, bo to jedna z rzeczy, za które lubię ślimaki: – i się nawzajem zapładniają.
– Ślimaki są bardzo niezdecydowane – ciągnie Michał – i jak na ślimaka nadepniesz, to on długo nie może się zdecydować, czy jest jeszcze żywy czy już martwy…
– No tak. W dodatku są bardzo powolne, to jeszcze wszystko wydłuża…
– I taki ślimak trwa w zawieszeniu.
– Między życiem a śmiercią.
– I to się ciągnie całą wieczność.
Temat śmierci powrócił w sobotę rano. Jeśli istnieje dusza, ale nie jest nieśmiertelna, to ci, którzy w nieśmiertelność duszy wierzą, nigdy nie dowiedzą się o swojej pomyłce. A właściwie czemu nie?
– Może – mówi Marcin – wyświetla się jakiś ekran powitalny?
– O! Jakiś komunikat. „Nie ma życia po śmierci. Kliknij OK, aby kontynuować”.
– A można zrobić „Anuluj”?
– Czasami. Potem się mówi, że to była śmierć kliniczna.
A jak ktoś nie chce, jak ktoś się boi, to nie naciska „OK”. I tak trwa, w zawieszeniu. I widzi tylko ten komunikat. I to właśnie jest piekło.