Pająk zamienił się w muchę, zniósł wielkie jajo i z powrotem zamienił się w pająka. Z jaja wykluło się pięć lub siedem ślicznych stonek, każda w innym kolorze. Bardzo mi się podobały, ale wiedziałam, że nie mogę trzymać ich w domu, bo zjedzą mi fikus. Wyrzuciłam je przez okno, ostrożnie, żeby się nie potłukły.

Paweł wychodził pierwszy. Zamykał furtkę i podnosił głowę. Piotr stał w oknie. Paweł uśmiechał się do niego i odchodził. Potem się popsuło.
Paweł wyszedł, zamknął furtkę, nie podniósł głowy. Na myśl o Piotrze stojącym niepotrzebnie w oknie zrobiło mu się bardzo smutno. Piotr nie wstał od komputera. Wpatrywał się w monitor i myślał o Pawle patrzącym w puste okno. Było mu bardzo smutno.

toprzykre

Miałam dwie takie.  Została mi jedna. Mam nadzieję, że się nie zgubi.

pistacje01

Autobus linii 519, 10:30.
Chłopiec (ok. 4 l.): Widzę coś. Samochody. Autobusy. Drzewa. A ty co widzisz?
Matka: Ja widzę drzewa bez liści.
Chłopiec: Dlaczego tylko to?! (po chwili) …A ja widzę wszystko.

Szczeciogonek w wiciokrzewie
swą srebrzystą łuską błyska.
Szkli się kałuża w lodowym gniewie,
piszczy księżyca powierzchnia śliska.

– Ojej, a czemu ja mam takie brudne stopy? – zapytała kiedyś starsza z moich młodszych sióstr na następny dzień po imprezie.
– Bo tańczyłaś boso w kałuży rozlanej na podłodze wódki – odpowiedziałam rzeczowo.
– Dziękuję za wyczerpujące wyjaśnienie.

Śniło mi się, że miałam dziecko, bardzo małe, parodniowe. Któregoś wieczora zorientowałam się, że chyba przez cały dzień nic nie jadło.
– Jadłeś coś? – zapytałam.
– Batonika – odpowiedziało, bezbłędnie wymawiając R.
– To nie wystarczy.  Powinieneś jeść co najmniej jeden duży posiłek dziennie. Będziesz o tym pamiętał?

W marcu zainstalowałam tutaj licznik. Na dole bloga pokazuje podstawowe statystyki, a na osobnej stronie jeszcze mnóstwo ciekawych rzeczy, na przykład z jakiego adresu ajpi i z jakiej przeglądarki było wchodzone i kiedy, na jakiej wielkości monitorze oglądane i jak długo, itd.
Najbardziej lubię zakładkę „Sł. klucz. z wyszukiwarek”. Zagapiłam się i nie notowałam, a jak się okazuje, mam dostęp tylko do statystyk z ostatnich dwóch miesięcy – ale i tak. Słuchajcie:

chodze w chodakach
bystrzyca cycki
perfumowane chuje
chloroform na majtkach
mnie chloroformem
lizanie butów szklarska poręba.

Pewnego razu dzik wyszedł na łąkę i zobaczył cielaka. Cielak miał trochę zbyt kędzierzawe futerko, ale poza tym był bardzo ładny, więc dzik podszedł do niego.
– Dasz się zaprosić na spacer po lesie? – zapytał.
Cielak spojrzał na niego wielkimi oczami, w których dzik pięknie się odbijał.
– W lesie są dusiołki – powiedział.
– Nie ma! – odparł dzik. – Nie ma żadnych dusiołków. Są za to pyszne żołędzie.
– Nie lubię żołędzi – cielak liznął zasmucony pysk dzika. – Ale lubię sól.
Dzik był słony od potu, bo cały dzień biegał po lesie.
Cielak lizał dzika swoim wielkim szorstkim jęzorem przez dwie godziny. Lizał go mocno, czule i dokładnie, po całym ciele – było to dość niezwykłe i bardzo przyjemne.
– Muszę już iść – powiedział w końcu dzik. – Odprowadzisz mnie kawałek?
– Nie mogę – odpowiedział cielak. I dodał z prostotą: – Nie zauważyłeś łańcucha?
Po powrocie do lasu dzik długo myślał o cielaku i długo czuł na sobie ślady jego liźnięć.
Było mu trochę smutno – no bo co zrobić z takim cielakiem?

Była już noc, padał śnieg. W ciszy wypełniającej dom czegoś brakowało. Spojrzałem na zegarek. Stanął. Zawsze nakręcałem go o czwartej po południu, kiedy filozof przechodził pod moimi oknami. Dziś nie przechodził. Następnego dnia dowiedziałem się, że nie żyje.

« wtewewte »