wszystko inne


[Dawno nie było.
Najlepsze frazy wyszukiwarek z ostatnich 30 dni w formie wiersza, proszę. Jeden wers odpowiada jednej frazie. Frazy przytaczam w oryginalnym brzmieniu, poprawiam tylko ortografię.]

dziewczyny z karpiem
kiedy szedłem szukać szynki

umysł jako podmiot poznający
pokój starszej pani
księżyc to placebo
smutno jest być solipsystą
całuj mnie jesienią

amatorka
szczupła miesięcy kochasz a
zimna bez serca

wiersze o cipce
ślimak do nasion
zamknięta pistacja

definicje logika
milosc szkic
wenflon krew
ruchaj mnie
medycyna śmierć
powiesiła się

skup złomu
koniec świata
maszyna snów
zęby szczura
dwa księżyce na niebie

klatka schodowa
stopnie do piekła
milosc szkic
medycyna śmierć

pistacje
jak się otwierają pistacje

zęby szczura
powiesiła się

Wstaję ciemno, idę zimno. Nad parkiem słońce, jak demokracja, głupio okrągłe. W tramwaju pachnie żelazkiem, gorąco. Dziewczyny śpią, każda nad książką, mężczyźni ze skruchą patrzą w podłogę. Z ust czuć im grobem – bo nie myją zębów.
Na szybie para, rysuję. Za oknem miasto psuje się z zimna, ja beznadziejnie w tym mieście, w kałużach błoto pod lodem. Czas się kurczy, przestrzeń dłuży, moc truchleje. Zagłada Centrum Handlowe. Galeria fryzur obcięte głowy, święty Mikołaj dług narodowy, dworzec centralny całkiem jak nowy. Karetka fałszuje, tramwaj hamuje i dzwoni. Daj pani daj, dużo zdrowia na cała rodzina. Widok ze złego oka, wysiadam kurwa kurtyna.

Kiedy byłyśmy małe, rodzice hodowali króliki. Za garażem, tam gdzie pod koniec wojny Bucholz zastrzelił Malinkego (lub odwrotnie), stały przy ścianie klatki z desek i siatki ogrodzeniowej. Starsza z moich młodszych sióstr i ja często tam chodziłyśmy. Głaskałyśmy króliki, zaglądałyśmy w ich dziwne czerwone oczy, karmiłyśmy mleczami i trawą. Niektóre miały kolczyk w jednym uchu, jak Adaś, najlepszy przyjaciel rodziców, który parę lat później przedawkował heroinę, i wyglądały bardzo zawadiacko. Czasami rodziły się młode – łyse i różowe.
Któregoś dnia wszystkie zniknęły. Mama powiedziała, że tata wywiózł je do lasu.

Darkroom.
Stąd jesteś?
Nie, czemu pytasz?
U znajomych się zatrzymałeś?
W hotelu, dwie ulice dalej.
To co?
Co?
Bo ja mam autobus o czwartej.

[opowiedziane przez Radeczka]

jak zacząć
dobry wieczór / dzień dobry
przepraszam
która godzina?

na randce
zjesz coś? / wypijesz?
masz ładne oczy
chodźmy do kina

seks
dotknij mnie tutaj / całuj mnie mocniej
przestań na chwilę
ja już skończyłam

miłość
lubię cię / kocham
dobrze mi z tobą
jestem szczęśliwa

rozstanie
lepiej już pójdę / wezmę taksówkę
zadzwonię jutro
będę tęskniła

 

[Zainspirowane autentycznymi rozmówkami, rozdział Romance, tytuły kolejnych części za oryginałem, treść z grubsza też.]

Alek, mój trzyletni brat cioteczny, pokazuje mi swoje samochodziki.
– Ile ich jest? – pytam.
– Osiemdzieści.
– Osiemdzieści – wyjaśnia Paweł, ojciec Alka – oznacza bardzo dużo. Najwięcej.

pod centrum handlowym
gołębia bez głowy
dzióbały kruki i wrony

a głowa
z otwartym wciąż okiem
kawałek dalej leżała
pod blokiem

[za facebookowym statusem Zoś: „pod centrum handlowym sadyba krukowate jadły gołębia bez głowy”]

Wczoraj, z Moniką w klubie S. Łazienka, myjemy ręce, z ubikacji wychodzi facet, zagaduje.
– Pan chce rozmawiać? – pyta Monika.
– Ja muszę – odpowiada facet ponuro. – Ale – dodaje nieco weselej – to zawsze może być fajne.
– Nie zawsze, proszę pana – odpowiadamy prawie chórem. – Nie zawsze…
Idziemy na parkiet. Po jakimś czasie podchodzi ten sam facet.
– Czy jeśli nic nie będę mówił, to pozwolicie mi z wami zatańczyć?

Siedzę w pracy, przychodzi A. Do Adama. Adama nie ma, więc rozmawiamy chwilę, a potem A się żegna.
– Do widzenia – mówi. – Idę cierpieć.
– Miłego cierpienia.
– Nie mówię „nawzajem”.
– Dziękuję.

Dzwoni Olo.
– Dobry wieczór!
– Dobry wieczór! Co u pana słychać?
– Życie, proszę pani, toczę życie. A pani?
– Och, ja też. I to jest spora zmiana, wie pan, bo do niedawna toczyłam śmierć.

Marcin, Doktorowa i ja jedziemy do Elizki.
– Macie mapę?
– Nie.
– Marcin wychodzi z założenia, że każda droga prowadzi tam, gdzie on chce dojechać.
– Pewnie słusznie. Tylko nie wszystkie drogi są tej samej długości.

« wtewewte »